Minirecenzje zużytych produktów m.in. Biolove, Yope, Dr G, Norel

Minirecenzje zużytych produktów m.in. Biolove, Yope, Dr G, Norel

Opakowania po zużytych produktach "wychodziły" już z torby w łazience, czas więc przestawić ich krótkie podsumowanie z mini recenzjami. Niektóre z przedstawionych produktów doczekały się wcześniej pełnej recenzji, zostawię więc do nich link, gdyby ktoś jeszcze ich nie czytał.


1. Żele pod prysznic BIOLOVE
W poprzednim denku pokazywałam wersję kaktusową i migdałową. Z dotychczas zużytych żeli Biolove, moją ulubioną była wersją gruszkowa. Pachniała jak rozkrojone, soczyste owoce! Brzoskwinia również była przyjemna, ale już nie tak intensywna jak gruszka. Kiwi było przyzwoite, ale nie zrobiło na mnie dużego wrażenia. Żele można upolować w bardzo atrakcyjnych promocjach w drogerii Kontigo. Cena do jakości jest bardzo dobra, także wypróbuje chętnie pozostałe wersje przy nadarzającej się okazji.


2. Masło do ciała be Organic szałwia muszkatołowa & miłorząb japoński
Nie jestem osobą, która lubi smarować się mazidłami do ciała. Zimą niestety moja skóra cierpi z powodu mrozów i robi się ekstremalnie suchą. Obawiałam się masła z szałwią, że będzie mocno ziołowe i nie będzie mi z nim po drodze podczas wieczornej pielęgnacji. Ku mojemu zaskoczeniu masło okazało się niesamowicie przyjemnym produktem. Zapach był świeży, ale niezbyt intensywny. Konsystencja bogata, ale po aplikacji nie pozostawiał tłustego filmu na skórze.

3. Mydło w płynie Yope Herbata & Mięta
Bardzo lubię produkty Yope i ich mydła bardzo często goszczą u mnie na blogu. Mydła herbata mięta pojawia się jednak po raz pierwszy. Nie wiem czego dokładnie oczekiwałam od tej wersji, ale w mojej głowie uwiła się myśl, że jest to wersja de lux, w końcu jest droższa od pozostałych. Nie powiem, żeby mnie rozczarowała - nie, ale nie pobiła mojej ulubionej wersji wanilia cynamon. Nie mniej jednak gdybym zobaczyła promocję na Yope, pewnie sięgnęłabym po tą wersję :)


4. Maska do włosów Organic Shop Organic Avocado & Honey
Produkty do włosów marki Organic Shop są przyzwoite, a cena bardzo przystępna.  Ich peelingi do ciała również bardzo lubię. Ich proste opakowania są łatwe w obsłudze. Szybko można wziąć odpowiednią ilość produktu. 

5. Serum oczyszczające do skóry głowy Bionigree
Skład serum: aqua, potassium oleate, potassium cocate, glycerin, potassium citrate, citric acid, ethyl linolenate, ethyl linoleate, ethyl oleate, ethyl palmitate, ethyl stearate, ethyl alcohol, menthol, bilberry fruit extract, sugar cane extract, orange fruit extract, lemon fruit extract, sugar maple extract, rosmarinus officinalis oil, parfum.
Nie mam problemów ze skórą głowy. Produkt stosował mój mąż, którego skóra głowy jest bardzo wrażliwa i miewa problemy z miejscowym zaczerwieniem skóry głowy. Serum ma mocno mentolowy zapach, posiada dozownik w postaci zakraplacza. Po zużyciu całego opakowania skóra głowy nie wyglądała gorzej niż przed kuracją. Nie zauważyłam jednak spektakularnego zmniejszenia zaczerwienienia skóry. 

6. Odżywka do włosów suchych INSIGHT
Odżywkę stosowałam na końcówki włosów, aby zapobiec ich odwijaniu się w każdą stronę. Zimą mam również problem z elektryzowaniem się włosów - w czasie używania odżywki włosy nie elektryzowały się, były ładnie dociążone i błyszczące. 

7. Suchy szampon dla brunetek Batiste
Moja ulubiona wersja suchego szamponu, który mam zawsze na tak zwaną czarną godzinę ;) Używam go tylko wtedy gdy włosy nie wyglądają już świeżo, a nie mam czasu myć głowy. W czasie zimy jest to częstsze, gdy głowę trzeba otulać ciepłą czapką. 


8. Mask Sheet Dr G Aqua Collagen Mask
Bardzo przyjemna maska, która ma nawilżać, odżywiać, rozjaśniać i usuwać suche skórki. Skóra po użyciu maski była na widocznie nawilżona, ukojona i sprężysta.

9. Regeneracyjna maska do stóp SHEFOOT
Maska do stóp w postaci nakładanych skarpet. Lekko chłodziły skórę, mam wrażenie, że sprawdzą się idealnie latem w celu odświeżenia stóp. Osobiście zapominam o kremowaniu stóp, przyznam szczerze - nie jest to moja ulubiona czynność. Nałożenie skarpet z odżywczą maską i pozostawienie ich na pół godziny jest wygodnym rozwiązaniem. Po kąpieli biorę książkę, nakładam skarpety, po pół godzinie zdejmuję skarpety, wmasowuję resztę produktu i idę spać :)

10. Collagen eye mask Beauty Face 
Płatki położone na opuchnięte o poranku okolice wokół oczu dają uczucie niesamowitego ukojenia. Nie trzeba ich nawet dawać wcześniej do lodówki, by położone na skórze dały efekt chłodzenia. 


11. Żel pod prysznic Scandia Cosmetics Mango Papaya
Cudownie pachnący słodkimi owocami żel pod prysznic, który był bardzo wydajny. Miał w sobie zatopione małe drobinki, które na szczęście nie zostawały na skórze czy wannie.  Bardzo lubię produkty Scandia Cosmetics i ten żel mnie nie zwiódł.

12. Olejek do kąpieli Isana 
Niezastąpiony produkt do domywania gąbeczek do makijażu.


13. Podkład Helthy Mix Bourjois
Moje pierwsze opakowanie tego podkładu. Miałam do niego ogromne oczekiwania i powiem tak - jak podkład na codzień jest w porządku. Jest komfortowy w noszeniu, ale nie daje dużego krycia, wręcz tylko lekko wyrównuje koloryt. Nie utrzymuje się długo na skórze - w strefie T bardzo szybko znika. Kolor nr 51 jest na prawdę jasny i nie ciemniał na mojej skórze. 

14. Korektor Maybelline Instant Anti-Age

15. Tusz do rzęs L'oreal So Couture
Mój ulubiony i jak na razie niezastąpiony tusz do rzęs! Nie znalazłam jak dotąd lepszego - cena (szczególnie na promocji) to nie całe 30zł a rzęsy są pięknie rozczesane, pogrubione i wydłużone. Do tego nie osypuje się! 

16. Oliwka do skórek Indigo
Bardzo fajna odżywka w pomysłowym opakowaniu z pędzelkiem a'la korektor pod oczy. Po przekręceniu końcówki na pędzelku pojawia się produkt, którym precyzyjnie możemy pokryć skórki. 


17. Krem pod oczy Vis Plantis
Próbowałam go użyć kilka razy, ale za każdej aplikacji miałam wrażenie, że bardziej wysusza moją skórę pod oczami. Niestety to nie krem dla mnie.

18. BIO krem pod oczy Make Me Bio

19. Witaminowe koktajl pod oczy IOSSI

20. Krem do twarzy Mandelic Acid 
Seria z kwasem migdałowym Norel jest mi znana dzięki tonikowi Mandelic Acid. Używałam go w zeszłym roku, postanowiłam prócz toniku zakupić i krem z tej serii. Bardzo przyjemny krem, który używam wieczorem. Kwasy ewidentnie służą mojej cerze. Może skuszę się na jakieś mocniejsze - w końcu zima jeszcze trwa :)

21. Serum do twarzy Sensitive Norel
Wodniste serum, które nie pozostawiało na skórze tłustej warstwy. Dawało uczucie ukojenia zaczerwienionej skórze twarzy. Zużyłam z przyjemnością.


Próbki - kremy Norel Antistress to seria produktów dla cery mieszanej i wrażliwej, który świetnie sprawdził się w dzień. Sprawił, że cera się nie świeciła i była nawilżona. Z kolei wieczorem seria Sensitive ładnie uspokoiła cerę. Na oby dwa kremy mam ochotę i chętnie się w nie zaopatrzę. Z Resibo zaciekawił mnie ich balsam do ciała - jego cena trochę odstrasza, ale produkt jest bardzo zachęcający.

Porównanie gąbeczek do nakładania makijażu - Beauty Blender vs Blend it! Która jest lepsza?

Porównanie gąbeczek do nakładania makijażu - Beauty Blender vs Blend it! Która jest lepsza?

Kiedyś podkład czy krem BB nakładałam wyłącznie palcami, później wdrażając się w techniki makijażu, próbowałam nakładać podkład pędzlem. Sama technika jest przyjemna, jednak należy się przy tym skupić, by nie narobić sobie smug na twarzy. Przy płynnych podkładach proces czyszczenia pędzli po aplikacji może być uciążliwe, tak na mojej makijażowej drodze pojawiły się gąbeczki.

Moją pierwszą gąbeczką był Beauty Blender. Gdy zrobiło się głośno o gąbeczkach Blend it!, postanowiłam się z nimi zapoznać. Na wstępie chcę zaznaczyć, że post nie jest sponsorowany - wszystkie pokazane tu gąbeczki kupiłam sama lub dostałam w prezencie od męża.


Na początku kilka słów wprowadzenia dla osób, które nie słyszały o tych akcesoriach. Gąbeczkami do makijażu można nakładać produkty płynne takie jak  podkład, krem BB, korektor kremowe produkty do konturowania, ale i sypkie  - puder, podkład mineralny. Tak na prawdę nic nas nie ogranicza w tym aspekcie, jest to na prawdę tylko kwestia naszego upodobania. Ważnym jest natomiast fakt, że przed użyciem gąbeczki należy ją porządnie namoczyć (powinna znacząco zwiększyć swoją objętość) wodą, a następnie odcisnąć, aby była tylko lekko wilgotna. Tak przygotowana gąbka nie chłonie produktu, którego używamy. Ruch z jakim pracujemy z gąbeczką to stemplowanie - chodzi o to, aby podkład (czy inny produkt) "wtłoczyć" w skórę a nie po prostu rozetrzeć. Bardzo ważnym aspektem jest po użyciu gąbeczek, aby porządnie je wysuszyć. Nieodpowiednia higiena grozi  ich spleśnieniem. Producent Beauty Blendera daje gwarancje, że przy prawidłowym postępowaniu gąbeczki można używać około 6 miesięcy. Oczywiście wszystko zależy od częstotliwości używania i dbania o produkt.

A teraz trochę historii marek. Przygotowując ten post, dowiedziałam się wielu ciekawych informacji, o których wcześniej sama nie miałam pojęcia.

Zacznijmy od Beuaty Blendera

NAZWA
BeautyBlender - tak zapisuje się go na na Mintishop. Na polskiej stronie producenta to beautyblender, a na amerykańskiej nazwa zapisywana jest beautyblender®. Z kolei na stronie polskiej Sephory standardu nazewnictwa nie ma i raz jest Beautyblender, Beuaty Blender, zdarza się i beautyblender®. Nie wiem skąd ta różnica, a raczej brak konsekwencji w nazwie na polskim rynku. Zastanawiam się jaką wersję zapisu nazwy przyjąć w poście (?).

HISTORIA
Markę beautyblender® założyła amerykańska wizażystka Rea Ann Silva. Jak to zazwyczaj przy takich kultowych rzeczach bywa - z potrzeby posiadania dobrego produktu do nakładania podkładu, by uzyskać idealną cerę do sesji zdjęciowych i programów telewizyjnych. W 2002 roku powstał koncept gąbeczki do nakładania podkładu. 2003 rok beautyblender® został zarejestrowany i rozpoczął się podbój makijażowego świata.

KILKA FAKTÓW
  • Gąbeczki wykonywane są ręcznie w USA. 
  • Nie zawiera lateksu, jest bezzapachowy i hipoalergiczny.
  • Jest wykonany z opatentowanego tworzywa o strukturze "open-cell". Struktura ta zapewnia przyleganie stosowanego produktu do powierzchni gąbeczki - nie jest pochłaniany przez gąbkę.
Cena gąbeczki standardowej to 69zł, wersja mini np. do korektora micro.mini, gdzie w opakowaniu znajdują się 2 gąbeczki to również 69zł. Zdarzają się różnego typu promocje czy obniżki. Należy być jednak świadomym, że kupując gąbeczki nie przez stronę producenta czy autoryzowane sklepy narażamy się na kupienie podrobionego produktu.


Gąbeczka Blend it!

Niestety nie znalazłam informacji odnośnie marki. Na stronie blendit.com.pl za wiele treści nie ma. Tak na prawdę nie jest tam nawet pokazany cały asortyment. Profil na Instagramie instagram.com/blenditmakeup odnosi do strony powyżej. Cały asortyment marki Blend it! można kupić na stronie mintishop.pl - pojawiły się pędzle i kępki rzęs.

Cena gąbeczki standardowej to 29,90zł. Na stronie minti obowiązuje (chyba cały czas) promocja i cena to 24,90zł. Mini gąbeczki w dwupaku to 19,90zł przecenione z 25,80zł. Dostępne są różne miksy - dwupak dużych gąbeczek lub duża gąbka +mini.



Posiadam: 
  • Różowy Beauty Blender classic
  • Zestaw Blend it! Light Pink z mini szarą - aktualnie w sprzedaży jest tylko Light Pink
  • Czarna Blend it! 
  • Zielone Beauty Blender 2 micro.mini  - nie są sfotografowane, mam je od 2 tygodni.



Na powyższych zdjęciach prezentuje mocno eksploatowany Beauty Blender i nowiutki Blend it! Gąbeczki są suche i chciałam zaprezentować tu różnicę w kształcie klasycznego rozmiaru oraz różnicę w miękkości.

Blend it! jest szerszy i dużo twardszy od Beauty Blendera. Według mnie jest wykonany z całkiem innego materiału, nie posiada takiej porowatości jak BB. Stemplowanie gąbeczką Blend it! po twarzy wygląda bardziej jak odbijanie piłeczki niż dociskanie do skóry miękkiej gąbki. Oczywiście da się nią wykonać makijaż, ale w porównaniu z Beauty Blenderm jest to całkiem inna praca.



Poniżej zdjęcie namoczonego, odciśniętego Beauty Blendera w porównaniu z suchym Blend it! 


Na zdjęciu poniżej z kolei wszystkie brudasy - zdjęcia zrobione po kilku miesiącach używania. Suchy Beauty Blender, suchy czarny Blend it! Suchy szary mini Blend it! oraz mokra jeszcze gąbeczka Light Pink Blend it!


Czyścioszki jeszcze mokre. Czarny Blend it! jest według mnie całkiem inną gąbką niż jego siostra Light Pink. Słyszałam wcześniej, że gąbeczki Blend it! mocno się od siebie różnią w zależności od koloru. Muszę przyznać, że jest to prawda. Prócz jakości materiału z jakiego są zrobione, to także kształtem. Czarna Blend it! Kształtem i wielkością jest bardziej podobna na BB, jednak w moim odczuciu Beauty Blenderem podkład nakłada się mi się najlepiej. 

Mała szara gąbeczka jest wykonana z podobnego materiału jak Light Pink Blend it! , ale jakby mniej mięsista (jeżeli tak się mogę wyrazić). W porównaniu z micro.mini Beauty Blender są bardziej twarde i potrafią się mocno odkształcić. 



Co do uszkodzeń w Beauty Blenderze, który mam najdłużej pojawiło się lekkie  ukruszenie przy czubku. Proces ten się nie pogłębia i nie zauważyłam nowych defektów. Czarny Blend it! ukruszył się przy czubku po kilku użyciach/myciach. Mankamentem szarej mini i dużej Light Pink jest fakt, że ich fragmenty jakby się odrywają. Niszczą się w zupełnie inny sposób niż pozostałe. Duża gąbeczka pękła również przy podstawie. 

Nadmienię jeszcze, że Light Pink schnie najdłużej z przedstawionych tutaj gąbeczek. 






Teraz pora na kilka słów podsumowania. Na wstępie (zakończenia) warto podkreślić, że Beauty Blender jest pionierem w swojej dziedzinie. Jest dopracowany w każdym względzie - kształt, proporcje, materiał z którego jest zrobiony. Posiada atesty i badania świadczące o jakości, jest robiony ręcznie w USA i to wszystko składa się na odpowiednią cenę. Blend it! jest ponad połowę tańsze co dla mnie wiąże się też z tym, że nie musi być odbicie na jakości. Nie mam też informacji jak i gdzie są wykonywane. Potwierdzam fakt, że gąbeczka Blend it! gąbeczce Blend it! nie jest równa. Do wersji Blend it! Light Pink i mini szarej nie wrócę na pewno. Czarną mogłabym jeszcze rozważyć, ale widzę, że nigdzie je nie można dostać. 

Aplikacja kosmetyków gąbeczkami pozostaje moją ulubioną formą nakładania makijażu. 

Noworoczne nowości kosmetyczne - m.in. Too Faced, Tarte, MBrush

Noworoczne nowości kosmetyczne - m.in. Too Faced, Tarte, MBrush

Prezentowane nowości są w większości prezentami urodzinowymi. Mam to szczęście, że mój mąż mnie słucha i z prezentami trafia idealnie :D Oczywiście to nie tylko jego zasługa - muszę podziękować jego pomocniczką! Dostałam paczkę z Mintishop, w którym znalazłam pędzel Maxi oraz mini gąbeczki Beauty Blender. Zabawne było to, że w opakowaniu pędzla 01 znajdował się pędzel o numerze 02 :D Szybka reakcja sklepu na pomyłkę i mam pięknego puchacza z niesamowicie miękkim włosiem.




W tym roku część prezentów przyleciała ze USA - zamówienie ze strony Too Faced oraz Tarte. Nie obyło się bez stresów m.in. czy Poczta Polska po przechwyceniu przesyłki od United States Postal Service dostarczy paczkę pod mój adres. Wszystko skończyło się happy endem i tak o to kilka dni przed premierą w polskiej Sephorze jestem w posiadaniu paletki Just Peachy Mattes! Gdy tylko zobaczyłam ją na stronie Too Faced wiedziałam, że ją chcę - jest na prawdę wyjątkowa i prezentuje się przepięknie. Poszła już w ruch i niedługo opiszę ją dokładnie.


Bardzo zaciekawił mnie również podkład z serii Peaches & Cream, tak na prawdę mogłabym mieć całą kolekcję :D Trzeba się jednak hamować i wybrałam te top produkty na mojej wymyślonej wish liście.


Nie obyło się również bez zamówienia słynnego korektora Shape Tape z Tarte. Mam wobec niego ogromne oczekiwanie. Miałam wątpliwości jaki kolor wybrać, poszperałam więc w jego recenzjach i padło w końcu na Light Neutral i Light Medium.



Teraz nic tylko pędzle (gąbeczki) w dłoń i malować :)
Lakiery hybrydowe Oul'ac Nails - nowa marka na polskim rynku

Lakiery hybrydowe Oul'ac Nails - nowa marka na polskim rynku

Lakiery Oulac Nails posiadam od sierpnia zeszłego roku. Od tego czasu już kilka razy gościły na moich paznokciach, czas więc napisać o nich kilka słów podsumowania. Chociaż przed końcową konkluzją kilka informacji powinno się pojawić. Zacznę może od przedstawiania marki, bo pewnie większość osób, która czyta ten wpis pierwszy raz widzi ją na oczy.

OUL'AC gel polish to marka lakierów hybrydowych i profesjonalnych produktów do stylizacji paznokci, która na polski rynek weszła w 2017 roku. Nie zawierają w składzie formaldehydu, toluenu oraz DBP, posiadają zapewnienia o składzie i jakości zgodne z wymogami Unii Europejskiej. Mają szeroki asortyment lakierów hybrydowych i produktów do profesjonalnej stylizacji paznokci.


Lakier zamknięty jest w czarnej prostokątnej buteleczce ze złotymi elementami. Co ciekawe jego pojemność to 12 ml - co przy innych dostępnych lakierach hybrydowych jest na prawdę sporo. Ich cena to 32 zł za standardowe lakiery oraz  bazy, topy - bardziej wymyślne typu Cat Eye czy Chameleon kosztują 35 zł. Dostępne są na stronie producenta → oulacnails.eu/pl

Produkty, które posiadam to:



Osobiście nie jestem przekonana do produktów 2w1 i nie używałam bazy&topu. Zużyję ją jako top, ale nie zdradzę Protein Base z Indigo, której ufam co do trwałości i w kwestii bezpieczeństwa. Na stronie producenta jest nawet wzmianka, że produkt Baza & Top 2w1 może powodować reakcje alergiczne. Dla osób z paznokciami delikatnymi i skłonnymi do podrażnień czy uczuleń - polecają osobną bazę OUL'AC.

Ciekawym lakierem jest ten 003, który należy do serii Orchid Amethyst. Przeznaczony jest według producenta dla kobiety delikatnej i nowoczesnej :) Lakiery tej serii posiadają mieniące drobinki. Przy nałożonych 3 warstwach na paznokieć dalej nie mają pełnego krycia. Mimo, że na wzorniku lakier prezentuje się bardzo ładnie to na paznokciu efekt nie bardzo mi odpowiada. 

Lakier 067 z serii GLK Elegant to intensywny róż, który kojarzy mi się z mocno letnim kolorem. Mimo to z wielką chęcią noszę go na paznokciach w zimowe, pochmurne dnie. 


Jak mogę podsumować testowanie lakierów marki OUL'AC Nails?

Różowym lakierem 067 niesamowicie przyjemnie malowało się paznokcie. Produkt  ma idealną konsystencję do precyzyjnego pokrycia płytki paznokcia. Przy zbyt gęstych lakierach mam problem z równomiernym rozprowadzeniem produktu i na wolnym brzegu zbiera mi się go zbyt dużo, z kolei przy zbyt rzadkich konsystencjach lakier potrafi zalać skórki. Tutaj żadnego z tych problemów nie zauważyłam, mam pełną kontrolę nad pędzelkiem z produktem. Przy kolorze 067 do pełnego krycia wystarcza tylko jedna warstwa produktu. Zrobiłam test i na lewej ręce nałożyłam dwie warstwy koloru, na prawej tylko jedną. Aktualnie lakier mam na paznokciach trzeci tydzień i prócz odrostu nie zauważyłam żadnych powodów z których mogłabym być niezadowolona. Wcześniejsze testowania również wypadły bardzo dobrze. Jeżeli inne kolory z serii Elegant są równie dobre to bardzo chętnie się w nie zaopatrzę :) A ten róż pewnie jeszcze wiele razy zobaczycie na moich paznokciach, bo jestem nim oczarowana!



Lakiery hybrydowe Claresa Yellow Bananas oraz Pink Horse - nowa formuła

Lakiery hybrydowe Claresa Yellow Bananas oraz Pink Horse - nowa formuła

W zeszłym roku pokazywałam na swoim Instagramie produkty, które dostałam od marki Claresa. Przez całe zamieszanie z wypadkiem, a później operacją i rehabilitacją mojego męża nie miałam zbytnio głowy i czasu do malowania paznokci, robienia zdjęć i co za tym idzie regularnego blogowania. Teraz jest już lepiej, staram się więc sprężyć i nadrobić zaległe wpisy. Nie chciałabym zostawiać tematów, które wiszą napoczęte i czekają tak na dokończenie już długi czas. Po krótkim usprawiedliwieniu się zapraszam na prezentację i moją opinie na temat lakierów Claresa.


Dostałam do przetestowania lakiery w nowej formule oraz ich standardowy top i bazę, a także cleaner oraz remover. Miałam już okazję używać poprzedniej wersji lakierów marki Claresa, moje wrażenia opisywałam w poście →  LAKIERY HYBRYDOWE MARKI CLARESA - BROWN RABBIT, PINK MONKEY I PINK CROCODILE Marka dostępna jest stacjonarnie w wybranych Rossmann'ach, Auchan, widziałam je również w Tesco. W poprzednim wpisie wspominałam, że kosztują 26,99 zł, aktualnie w sklepie on-line Claresy może kupić je w cenie 19,90 zł. Nie wiem jak kształtują się ceny stacjonarnie, ale pewnie można załapać się na jakieś promocje.







Kolory, które do mnie dotarły to:
  • 004 Yellow Bananas
  • 505 Pink Horse
Yellow Bananas jest idealnym letnim lakierem, który podkreśli opaloną skórę dłoni lub/i stóp. Pink Horse to brudny fiolet, który od razu przypadł mi do gustu. Ładnie się prezentuje na paznokciach, nie jest wyzywający, spokojnie można go nosić o każdej porze roku.





Nowa formuła od poprzedniej różni się na pewno konsystencją, według mnie  jest ona teraz gęstsza i bardziej napigmentowana. Dobrze mi się z nią pracuje, łatwo kontrolować rozprowadzenie lakieru na paznokciu. Do pełnego krycia użyłam dwóch cienkich warstw, ale nie było problemu z całkowitym pokryciem paznokcia kolorem. 


Na zdjęciu powyżej użyłam bazy i topu z Claresy. Lakier na paznokciach miałam dwa tygodnie i w prawej dłoni na palcu wskazującym lekko się uszkodził przy wolnym brzegu. Przy czym większość dnia klikam na klawiaturze. Jak na 10 palców to wynik jest w porządku. Pod koniec miałam wrażenie, że top jest lekko zmatowiony, ale nie wyglądało to źle. Zdejmowanie paznokci to była chwila. Ściągam pilniczkiem wierzchnią warstwę topu, zostawiam owinięte w acetonie na mniej niż 10 minut i lakier praktycznie sam schodzi. Wystarczy lekko pomóc kopytkiem i po sprawie.


Na poniższym zdjęciu użyłam lakieru Claresy, ale baza i top z Indigo. Baza Protein Base jest jak dotąd moją ulubioną bazą. Wszystkie lakiery z nią dobrze współpracuje i po jej użyciu (i poprawnym rozprowadzeniu) jestem pewna, że mani wytrzyma tyle ile chcę. Jedynym jej minusem jest jej ściąganie. Należy dobrze spiłować paznokcie i dłużej trzymać na nich remover, żeby ją usunąć. Sam lakier Claresy wyglądał bardzo dobrze po dwóch tygodnia noszenia na każdym paznokciu. Jestem zadowolona z remover'a i cleaner Clareasa. Dodam, że ten ostatni jest perfumowany.


Moja pierwsza pomadka marki M.A.C Cosmetics - czy było warto?

Moja pierwsza pomadka marki M.A.C Cosmetics - czy było warto?

Nazwa MAC Cosmetics odbijała się echem wokół mnie, kojarzyła mi się z kosmetykami dla profesjonalistów. O marce słyszałam już długo przed założeniem bloga. Kiedy przechodziłam obok stacjonarnego sklepu w Krakowie, gdzie ekspedientki umalowane niebieską pomadką krzątały się wśród gablotek z kosmetykami, pomyślałam sobie - to nie sklep dla mnie. Nie miałam odwagi tam wejść, poza tym ceny jak na studencką kieszeń były mocno wygórowane. Przeglądając wpisy blogerek, co rusz natrafiałam na wzmiankę o "nowej pomadce do kolekcji" czy serii Pro Longwear. Tyczyło się to wszystko oczywiście opisywanej powyżej marki. Z czasem miałam wrażenie, że każda osoba zajmująca się makijażem jakiś produkt z MAC posiada.   


Pokrótce streszczę historię firmy - założona była w latach osiemdziesiątych w USA przez wizażystę i fotografa, z potrzeby posiadania kosmetyków dobrze wyglądających na modelkach podczas sesji fotograficznych. MAC czyli Make-up Artist Cosmetics została wykupiona w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych przez koncern Estee Lauder. Spora część dochodów ze sprzedaży produktów przeznaczona jest na walkę z HIV/AIDS. Od samego początku kosmetyki MAC kojarzone są z prostymi, czarnymi opakowaniami. Marka osiągnęła sukces sprzedaży dzięki swoim kampaniom reklamowym z udziałem gwiazd tj. Madonna, Naomi Campbell, Cher czy nawet Princess Diana.

Moim pierwszym produktem z MAC był dołączony do zakupionego pudełka JoyBox - tusz do rzęs IN EXTREME DIMENSION LASH 3. Pamiętam, że byłam z niego zadowolona. Jednak później poznałam swojego ulubieńca L'oreal So Couture i do In Extreme nie wróciłam.

Dlaczego kupiłam swoją pierwszą pomadkę z MAC? Ano dlatego, że z każdej strony słyszałam o tym jakie one to nie są wspaniałe i że każda szanująca się osoba zajmująca się wizażem posiada kosmetyki tejże marki. Druga sprawa to po prostu czysta ciekawość. Bardzo lubię testować kosmetyki, sprawdzać czy mi odpowiadają. 

Przyznam się, że ponad dwa lata zajęło mi kupienie swojej pierwszej pomadki z MAC. Podoba mi się ich minimalistyczny design -czarne opakowanie, które wygląda jak nabój :) Lubię kiedy pomadki ładnie pachną i te pachną budyniowo, słodko, ale nie mdło. Nie są najtańsze - 86zł za pomadkę to jednak jest wydatek. Występują w kilku wykończeniach i wielu odcieniach. Tak na prawdę to właśnie na kolor nie mogłam się ostatecznie zdecydować. Wiedziałam, że postawię na matową pomadkę, bo takie wykończenie najbardziej lubię, ale nie byłam przekonana czy chcę pójść w dzienny czy wieczorowy makijaż. Ostatecznie padło chyba na najbardziej popularny odcień - MEHR. Skusiła mnie promocja -20%.


Odcień MEHR to taki odcień kameleon na każdym wygląda inaczej. Jest to dzienny kolor, spokojnie mogłabym go nazwać - ładniejszym odcieniem moich ust. Muszę przyznać, że dobrze wygląda w makijażu tzw. no make-up czyli korektor, tusz do rzęs i właśnie pomadka, jaki i w pełnym full glam dopracowanym makijażu. 




Jestem bardzo zaskoczona jak przyjemnie nakłada się pomadkę na ust. Nie jest to suchy mat, który podkreśla każdą suchą skórkę na wargach. Nosi się ją bardzo komfortowo. Zjada się równomiernie i łatwo można poprawić makijaż w ciągu dnia, bez zrobienia katastrofy na ustach. Powyżej swatch koloru na dłoni w świetle dziennym bez retuszu, a poniżej już nałożona na usta, gdzie też nie doświetlałam się lampą. Na ustach wygląda jakbym miała nałożony błyszczyk, ale tak nie było. Ta pomadka jest po prostu tak kremowa.

Przyznam, że jestem bardzo zadowolona z zakupu i cieszę się, że wybrałam klasyczny kolor, który mogę nosić każdy dzień. Nie zawiodłam się na tym odcieniu i podoba mi się zapach i opakowanie. Nie jestem do końca przekonana czy chcę wypróbować inne odcienie. Wydaję mi się jednak, że po zużyciu tego opakowania odcienia Mehr, chętnie kupie kolejne  :)



Witaminowy koktajl pod oczy na noc A + E + C polskiej marki IOSSI - jak sprawdził się magiczny eliksir na mojej wrażliwej skórze pod oczami?

Witaminowy koktajl pod oczy na noc A + E + C polskiej marki IOSSI - jak sprawdził się magiczny eliksir na mojej wrażliwej skórze pod oczami?

Osoby, które czytają mojego bloga już jakiś czas, mogły natknąć się na informację o mojej walce z podkrążonymi oczami. Walce niestety bezskutecznej, bo zaciemnienia i dołki pod oczami to sprawa genetyczna, więc kosmetykami nic w tej sprawie zdziałać nie mogę. Nie mniej jednak odpowiednia pielęgnacja znacząco poprawia wygląd skóry przez jej odżywienie i nawilżenie, a to w przyszłości zaprocentuje wolniejszym starzeniem się skóry. Stawiam zatem na zapobieganie i inwestuje w produkty dobre jakościowo, licząc na efekty w przyszłości. Pewne jest, że zaniedbanie nawilżenia skóry pod oczami może spowodować jej odwodnienie, przez co pierwsze zmarszczki mogą pojawić się szybciej niż moglibyśmy się tego spodziewać.

Stosuje dwa różne produkty do pielęgnacji okolicy pod oczami. Rano nawilżający krem, ale szybko wchłaniający się. Wieczorem wklepuje mocno odżywcze kremy, które wieczorem powinny zregenerować cieką i wrażliwą skórę. Będąc na Targach EKOTYKI odwiedziłam stoisku marki IOSSI i zakupiłam ich nowość - Witaminowy koktajl pod oczy na noc z witaminami A + E + C. Byłam niesamowicie ciekawa jak sprawdzi się forma bogatego olejku w pielęgnacji okolic pod oczami. Jeżeli Wy też to zapraszam do dalszej lektury :)


Na początek przedstawię po krótce markę IOSSI - jest to polska marka z siedzibą w Krakowie. Wszystkie produkty są wyrabianie ręcznie z samodzielnie wykonanych ekstraktów, maceratów i wyselekcjonowanych komponentów. Miałam już okazję poznać serum do twarzy marki IOSSI - SERUM DO TWARZY, INTENSYWNA REGENRACJA Z OLEJEM WIESIOŁKOWYM.


Co do koktailu to na stronie producenta przeczytamy:

Jedwabiste serum o konsystencji lekkiego olejku, intensywna kuracja do delikatnej skóry okolic oczu. Dogłębnie pielęgnuje, odmładza i zapobiega przyszłym zmarszczkom. Dzięki zawartości Retinolu zwanego witaminą młodości - widocznie zmniejszają się spowodowane czasem zmiany skórne. Dodatek odżywczych i lekkich olejów z pestek cytryny i herbacianego powoduje, że skóra staje się aksamitnie gładka i miękka. Witaminy E i C, doceniane ze względu na swoje właściwości przeciwutleniające - dodatkowo wzmacniają, ujędrniają i regenerują skórę. Serum poprawi strukturę i koloryt. Przeznaczone jest do każdego typu skóry, specjalnie zaś testowaliśmy go pod kątem cery wrażliwej.

Stosowanie: 

Wieczorem, delikatnie wmasuj w skórę pod oczami, dookoła ust lub na szyję. Można stosować samodzielnie lub pod krem.

Działanie:

przeciwzmarszczkowe, regenerujące, nawilżające, wygładzające.



Dla kogo?

Każdy typ skóry, a w szczególności cera dojrzała.

10ml kosztuje 98zł


SKŁAD: olej kameliowy, olej z pestek cytryny, skwalan z trzciny cukrowej, C13-15 Alkane (lekki emolient z trzciny cukrowej), olej z dzikiej róży, olej jojoba, lipidy owsiane, olej z zarodków pszenicy, poliglicerydy roślinne, frakcjonowany olej kokosowy, olej z szałwii hiszpańskiej (chia), stabilna witamina C, naturalna witamina E, retinol, ekstrakt z solirodu zielnego, olejek bergamotkowy, olejek lawendowy, olejek z kadzidłowca, olej copaiba, olejek z rumianku niemieckiego



Koktajl jest zamknięty w aptecznej buteleczce z grubego ciemnego szkła. Dozownik kropelkowy mógłby być dla mnie zastąpiony pipetką. Nie jest to  wielki problem, przez nałożoną zatyczkę do odmierzania kropelek, zawartość nie nie posiada ciągłego kontaktu z powietrzem przy każdym odkręceniu. Produkt musiałam najpierw  nałożyć na palce a następnie wklepać w okolice pod oczami.  Zadozowanie bezpośrednio z opakowania na skórę pod oczami nie było dla mnie  bezpieczne. Bywało, że z dozownika na palec wypadło więcej produktu niż chciałam, szczególnie przy mniejszej zawartości buteleczki. Nic się jednak nie marnowało, nadmiar kosmetyku wklepywałam w miejsca narażone na powstawanie zmarszczek.


Koktajl ma konsystencję olejku, bezwonnego z lekko żółtym zabarwieniem. Każdego wieczora wklepywałam w skórę pod oczami jedną kroplę produktu. Moją największą obawą było, aby produkt nie dostał się do oczu i ich nie podrażnił. Aplikowałam olejek uważnie, nie podjeżdżając zbyt blisko lini wodnej oka. Gdy wcześnie wykonałam cały rytuał wieczornej pielęgnacji i chciałam jeszcze poczytać itp. przed pójściem spać, oczy lekko zaczęły mi łzawić. Nie był to problem na tyle intensywny by używać kropli do oczu, sama gałka oczna nie była zaczerwieniona. Dla własnego komfortu jednak nakładałam koktail tuż przed pójściem spać, by olejek nie miał możliwości przemieszczenia się. Po obudzeniu nie zauważyłam żadnego negatywnego wpływu na oczy - nie były zaczerwienione, nie piekły, wszystko w jak najlepszym porządku. Natomiast na skórze pod oczami można było zauważyć efekt działania olejku. Skóra była nawilżona, miękka w dotyku i to w najlepszym tego słowa znaczeniu. Jestem bardzo zadowolona z efektu stosowania witaminowego koktajlu. Kurację zaczęłam stosować w połowie października i aktualnie w buteleczce zostało jeszcze kilka kropli. Nie żałowałam sobie produktu, tak jak pisałam przy opisie dozownika, czasem używałam produktu przy okolicach ust oraz na moich zmarszczkach na skroniach :)

Czy jestem zadowolona z kuracji?
Jak najbardziej! Mimo wysokiej ceny za opakowanie, polecam bardzo wypróbować produkt, szczególnie tym z Was, którzy mają delikatną i wymagającą skórę pod oczami. Cena jest adekwatna do składu, a tutaj zobaczycie same perełki, bez zbędnych zapychaczy. Produkt należy zużyć do 4 miesięcy od otwarcia i według mnie jest to do zrobienia przy codziennym wieczornym użyciu.



Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger