Burt's Bees  pomadka ochronna do ust z olejkiem z granatu

Burt's Bees pomadka ochronna do ust z olejkiem z granatu

Pomadki Burt's Bees bardzo mnie ciekawiły, szczególnie przez ich naturalny skład. Niestety są słabo dostępne w Polsce. Popularne są w Stanach i UK. W Boots'ie kosztują około 4 funtów. Sama pomadkę dostałam, widziałam ją w paru sklepach internetowych, jednak koszt przesyłki był bardzo drogi. 

Zacznę może od składu pomadki, ponieważ to on jest tu fenomenem:

helianthus annuus (sunflower) seed oil, cera alba (beeswax, cire d'abeille), cocos nucifera (coconut) oil, ricinus communis (castor) seed oil, lanolin, aroma (flavor), punica granatum (pomegranate) oil, tocopherol, rosmarinus officinalis (rosemary) leaf extract, glycine soja (soybean) oil, canola oil (huile de colza), carmine, benzyl salicylate, cinnamal, citral, eugenol, geraniol, hydroxycitronellal, limonene, linalool 

Osobiście jestem pod wrażeniem, ponieważ zawiera same naturalne składniki. Na początku olej słonecznikowy, następnie wosk pszczeli i kolejno: kokosowy i rycynowy olej, lanolina, olej z pestek granatu. Mamy też witaminę E jako przeciwutleniacz, za kolor odpowiada karmin - naturalny czerwony barwnik.


Co do opakowania to pomadka znajduje się w sztyfcie, który jest mniejszy niż standardowe opakowanie. Pojemność to 4,25g, wygodne w użyciu. 

Konsystencja pomadki jest masełkowata, zwarta, nie kruszy się, nie ma grudek. Kolor pomadki jest ciemno czerwony, jednak na ustach jest transparentna. Jedynie nadaje lekki połysk ustom. 

Co do zapachu to spodziewałam się czegoś innego...dla mnie pomadka pachnie mocno jakby ziołami i specyficznym hmm czymś. Nie umiem tego określić jakby apteką? Nie jest to na tyle nieprzyjemny zapach, żebym nie mogła używać pomadki, jednak nie jest to mój ulubiony zapach.  Na pewno nie pachnie granatem.

Jeśli chodzi o działanie to jestem zadowolona z nawilżenia jakie pomadka zapewnia. Dobrze chroni przed mrozem i wiatrem. Nie zjada się szybko, pozostawia lekki połysk na ustach. Zapach po aplikacji jest wyczuwalny tylko chwilę, co mnie bardzo cieszy ;)


Jestem ciekawa innych wersji pomadek ochronnych Burt's Bees. Czy w nich również jest wyczuwalny ten specyficzny apteczny zapach. Mimo to jestem bardzo zadowolona z nawilżającego działania i gdyby nie problem z dostępnością to już miałabym kolejną :)


Znacie pomadki Burt's Bees? Wyczuwacie w nich ten specyficzny zapach?

Jeżeli znacie inne pomadki ochronne z naturalnym składem to koniecznie dajcie znać w komentarzu! :)


Pomadki Bourjois Rouge Edition Velvet - Nr. 05, 07, 08 i 09

Pomadki Bourjois Rouge Edition Velvet - Nr. 05, 07, 08 i 09

Jeszcze niedawno nie miałam żadnej ;) Teraz mam i powiem Wam, że są świetne! Początkowo nie wiedziałam o co chodzi z tymi zachwytami nad matową serią Velvet. Pomadka w opakowaniu błyszczyku i horrendalnie droga. Co chwile widziałam zachwyty nad ich kolorami i trwałością. Przy okazji Rossmannowej promocji -49% skusiłam się na pierwszą i tak później poleciało ;)


Pierwsza pomadka na którą się skusiłam to 07 Nude-ist. Zachwalany odcień, który nie jest typowym nudziakiem. Jest podobny do mojego naturalnego koloru ust (ciut ciemniejszy) i jest idealny do delikatnego makijażu.
Kolejną zakupioną pomadką była 05 Ole flamingo! Niesamowicie ciepły, głęboki odcień różu (maliny).
Ha! A następne dwa odcienie dostałam. 08 Grand Cru - burgundowa czerwień, którą dostałam od koleżanki oraz 09 Happy Nude Year - kolor nude wpadający lekko w pomarańcz. Tą ostatnią dostałam od Interendo :)


Co mogę o nich napisać? Jestem zaskoczona ich trwałością. Nakłada się je pędzelkiem bardzo łatwo, trochę jak błyszczyk. Początkowo są bardzo kremowe, po chwili zastygają na ustach. Czy podkreślają suche skórki? Tak jak każda matowa pomadka, przed jej nałożeniem należy zadbać o usta. Wykonać peeling, nawilżyć. Dopiero wtedy można powiedzieć, że Rouge Edition Velvet (i każda inna matowa pomadka) dobrze wygląda na ustach. Schodzą z ust równomiernie przez co nie trzeba się martwić o poprawki w ciągu dnia. Szczególnie tyczy się to Nude-ist. Gorzej jest z Grand Cru - przy takim odcieniu trzeba być dokładnym w nakładaniu a poprawki w ciągu dnia są nieuniknione, żeby usta wyglądały nienagannie :)


Konsystencja w przypadku tych czterech kolorów jest inna. Dziwne, ale takie jest moje odczucie. 09 Happy Nude Year i 05 Ole flamingo są najbardziej kremowe. 07 Nude-ist jest według mnie rzadszy od nich a 08Grand Cru ma najbardziej odbiegającą konsystencje. Mogłabym to określić tak, że ma grudki w sobie, ma taką tępą formułę. Trzeba z nim uważać. 
CO do opakowanie to jest bardzo estetyczne, małe i poręczne. Polubiłam się aplikatorem w pędzelku.


Bardzo ciężko jest uchwycić prawdziwy odcień koloru pomadek (w sumie to tyczy się koloru ogólnie wszystkiego co chcemy przedstawić na zdjęciach). Bardzo się nagimnastykowałam, aby go oddać na tych zdjęciach. Niestety nie wszystko zależy od aparatu i światła w jakim robimy zdjęcia. Monitor też oszukuje trochę w kolorach. Poniżej zamieściłam zdjęcie, które znalazłam na Pinterest a ma przedstawiać zestawienie kolorów pomadek. Jednak nawet tu widzę przekłamania w odcieniach. Na pewno na każdym monitorze widać te kolory inaczej. Dlatego najlepiej wybrać się samemu do sklepu i zobaczyć jak wygląda pomadka (tester!) na żywo.


Znacie te pomadki?
Jeżeli tak to która jest Waszą ulubioną? :)
Co przyniósł mi Mikołaj :)

Co przyniósł mi Mikołaj :)

Mikołaj w tym roku zapytał mnie co chce dostać, napisałam więc krótką notkę co i gdzie mógłby mi kupić :) Zaznaczyłam, że 1 grudnia jest Dzień Darmowej Dostawy. W niedziele 6 grudnia dostałam taką pięknie zapakowaną paczkę.



Nigdy wcześniej nie zamawiałam w sklepie internetowym Minti. Widziałam na zdjęciach dziewczyn jak pokazują swoje pięknie zapakowane zamówienia z tego sklepu. Nie ma co - opakowanie i cała otoczka wokół tego jest bardzo ważna :)


W paczce znalazłam to co chciałam - pędzle Hakuro.



Dostałam:
  • H15 - Pędzel wykonany z włosia syntetycznego. Służy do nakładania rozświetlaczy na szczyty kości policzkowych. Może być stosowany do nakładania różu lub kosmetyków brązujących (umożliwia precyzyjne konturowanie). To syntetyczny odpowiednik H13, o włosiu takim samym jak pędzel H14.
  • H79 - Pędzel wykonany z włosia naturalnego. Służy do aplikacji cieni na całą ruchomą powiekę i powyżej, aż do linii brwi. Zaokrąglony kształt umożliwia nałożenie cienia rozświetającego pod dolną linię brwi. Może również służyć do zacierania granic pomiędzy kolorami.
  • H78 - Pędzel wykonany z włosia naturalnego. Służy do precyzyjnej aplikacji cieni do oczu, w zewnętrznym (tzw. zewnętrzne 'V') lub wewnętrznym kąciku oka, cienia wzdłuż dolnej linii rzęs. Może być użyty do rozmazywania kreski na oku w celu uzyskania efektu 'smokey eye'
  • H76 - Pędzel wykonany z włosia naturalnego. Służy do bardzo precyzyjnej aplikacji cieni do oczu, w zewnętrznym (tzw. zewnętrzne 'V') lub wewnętrznym kąciku oka, cienia wzdłuż dolnej linii rzęs.




Bardzo się cieszę z tego prezentu! Kolekcja pędzli powoli się powiększa :) Bardzo dziękuje Mojemu Mikołajowi ;)
Denko Listopad 2015

Denko Listopad 2015

Denko czyli kosmetyki, które dobiły dna. Niby głupie zbierać puste opakowania, ale nauczyłam się, że dzięki temu mam podgląd na to jak szybko zużywam dany produkt. W trakcie opisywania denka mogę wydać pełną ocenę czy dany kosmetyk sprawdził się u mnie i co ważniejsze, czy mam ochotę używać go znowu :) 

Na poniższym zdjęciu znajdują się listopadowe "pustaki" :)


1. Luksja Care Pro - kupiona głownie dla darmowego biletu do kina ;) Samo mleczko pod prysznic było w porządku, wiadomo na początku SLS, ale nie wysuszył mi skóry. Nie wiem czy sięgnę po niego znowu, no chyba, że dla darmowego biletu ;)

2. Mleczko pod prysznic Balea w wersji wanilia i kokos - tani i ładnie pachnący, nie wysuszył mi skóry. Jeżeli będę w drogerii DM chętnie poznam kolejne zapachy.


3. Mydło do rąk z Bath & Body Works - moje pierwsze mydło z BBW, dozuje się w postaci pianki, pachnie nieziemsko! Cena z kosmosu, ale jeżeli trafię na promocję w ich salonie w Warszawie chętnie nabędę kolejne.


4. Żel do mycia twarzy Biolaven - to już drugie opakowanie tego żelu i na pewno nie ostatnie. Mimo intensywnego zapachu - dla mnie jest to zapach soku winogronowego, żel bardzo dobrze myje twarz. Świetnie radzi sobie też z domywaniem pędzli. 

5. Krem do rąk Delawell 50ml - Krem Pielęgnacyjny i Ochronny przeznaczony jest do pielęgnacji domowej lub na koniec zabiegu w gabinecie kosmetycznym. Jego działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne ma zastosowanie u osób narażonych na zakażenia (pracownicy salonu kosmetycznego, fryzjerskiego, służby zdrowia, osoby korzystające z basenu itp.), a także w profilaktyce u osób po leczeniu np. grzybicy. Oprócz działania ochronnego krem posiada właściwości pielęgnacyjne, działając na naskórek odżywczo, regeneracyjne i łagodząco. Krem ten miał bardzo specyficzny zapach, przyjemny, ale specyficzny. Kojarzył mi się z czymś, ale nie mogłam skojarzyć z czym. Krem miałam w torebce, szybko się wchłaniam i dobrze nawilżał. Chętnie do niego wrócę :)

6. L'occitane żel pod prysznic werbena - próbka była dołączona do gazety ELLE. Nie powalił mnie, zapach jednak nie mój, rzadka konsystencja i bardzo wysoka cena pełnowartościowego produktu.


7. Odżywka do rzęs FEG - niby kultowy produkt, zawiera kontrowersyjną substancję Bimatoprost. Miałam do niej trzy podejścia i za każdym razem po jej użyciu moje oczy bardzo mnie piekły. Leżała tak chwilę i postanowiłam, że jednak się jej pozbędę, bo nie będę cierpieć dla rzęs dłuższych o parę mm. Nie kupię!

8. Tusz It's Real Benefit - miniatura tuszu, którą dostałam w pudełku beGlossy. Polubiłam tą maskarę, szczególnie w podróży :) Nie osypywała się i miała wygodną szczoteczkę. Chętnie przygarnęłabym taką miniaturę tego tuszu.

9. Tusz do rzęs Extra Super Lash Waterproof Rimmel - zaczął się już osypywać, więc wyrzucam. Co do efektu to nie był on powalający a szczoteczka nie była moją ulubioną. Nie wrócę do niego.

10. Tusz Kate Moss Rimmel - dostałam od znajomej, niestety strasznie się osypuje i wylatuje. Ma bardzo dziwną szczoteczkę. Nie planuję powrotu do tego tuszu.


Tak prezentują się szczoteczki opisywanych wyżej maskar.


W listopadzie nie zużyłam zawiele próbek. Próbki kremów BB ze Skin79 poszły w ruch oraz krem nawilżający z Norel. Wersja Gold chyba bardziej mi pasuje niż Pink a Norel przyjemnie nawilżył skórę.


Zobaczymy jak wyjdzie denko grudniowe :)

5 kosmetyków do makijażu, których nie chciałabym, aby wycofano ze sprzedaży

5 kosmetyków do makijażu, których nie chciałabym, aby wycofano ze sprzedaży

Niedawno opisałam 5 kosmetyków do pielęgnacji, których nie chciałabym, aby wycofano ze sprzedaży. Dziś chciałam przedstawić taką 5 kosmetyków do makijażu :) Muszę przyznać, że w tej kategorii miałam problem ze zdecydowaniem się na tylko pięć produktów. Spokojnie mogłabym umieścić tutaj trzy razy tyle kosmetyków, jednak chciałam trzymać się zasady "złotej piątki". Wybrałam te, które moim zdaniem zaskakują stosunkiem jakości do ceny. Wiadomo, że można by zamieścić w tym wpisie sporo innych kosmetyków. Skupiłam się jednak na tych, których polubiłam i bardzo by mnie zasmuciło, gdyby je wycofali ze sprzedaży. 


1. Pierwszym produktem jest puder do brwi z Golden Rose. Mam odcień 104 i pasuje do moich brwi idealnie. W asortymencie marki jest aż 7 odcieni, myślę, że każda znajdzie odpowiedni do swojego naturalnego koloru brwi. Cena to ok 11zł, więc na prawdę trzymam kciuki, żeby tego kosmetyku nie wycofano ze sprzedaży :)


2. Rozświetlacz z Lovely. Mam go w odcieniu Gold, jest jeszcze wersja Silver. Cena ok 10zł a w promocji można go upolować w Rossmannie za niecałe 5zł. Opakowanie nie jest może idealne, moje jest już pęknięte i do tego zawartość mi się pokruszyła. Nie zmienia to jednak faktu, że produkt pięknie rozświetla nasza twarz złotą taflą bez widocznych brokatowych drobinek. Porównywalny jest to kultowego rozświetlacza z TheBalm, więc jeżeli mogę mieć zamiennik za 5zł to trzymam kciuki, aby dalej można było go kupić ;)


3. Korektor Lasting Perfection z Collection. Używam najjaśniejszego odcienia do maskowania cieni pod oczami i powiem szczerze nie wiem co bym zrobiła gdyby go wycofali! Minusem jest słaba dostępność, ponieważ produkt można kupić w drogerii Boots oraz SuperDrug w UK w cenie ok 4 funtów. Jednak dostępny jest też na allegro, oczywiście cena jest wyższa, ale warto! Korektor sprawdza się również jako baza na powiekę pod cienie, więc mamy produkt 2w1 ;)


4. Krem BB Skin79. Ten produkt można by podciągnąć też pod pielęgnację, ponieważ posiada bardzo wysoki filtr UV. Posiadam wersję Dream Girls, ale oferta marki SKIN79 jest bardzo pokaźna i każda znajdzie krem BB odpowiedni dla siebie. Mam nadzieje, że koreańskie kremy BB nie znikną z naszego rynku :)


5. Na koniec pomadka Velvet Matte od Golden Rose. Za ok 12zł dostajemy świetną pomadkę! Dostępne są z tego co mi wiadomo 33 odcienie, więc do wyboru do koloru. Posiadam kolor numer 18 i chciałabym powiększyć swoją kolekcję, dlatego mam nadzieję, że nie znikną ze stoisk Golden Rose :)


Uff było ciężko wybrać tą piątkę:) 
Jestem ciekawa jak wyglądałaby Wasz 5 kosmetyków do makijażu, których nie chcielibyście, aby wycofano ze sprzedaży! Dajcie koniecznie znać :)
Boxy subskrypcyjne dla Panów dostępne w Polsce

Boxy subskrypcyjne dla Panów dostępne w Polsce

Pudełka subskrypcyjne stały się ostatnio bardzo popularne. Przez ostatni rok powstało sporo nowych i jest ich coraz więcej. Dziś chciałam przedstawić jakie boxy znalazłam dla Panów. Oczywiście post będę aktualizować, gdyby na rynek wypuszczona nowe pudełko. Na razie znalazłam trzy stricte dedykowane panom. 

CKM BOX

ckmbox.ckm.pl


Dziękuje Angelice za powiadomienie mnie o istnieniu tego pudełka :) Na stronie znalazłam informację, że w pierwszej edycji CKM BOX znajdowało się 6 produktów. Aktualnie box jest wyprzedany, ale pewnie będzie kolejna edycja.


beGlossy Men

www.beglossy.pl/men 



Cykliczna edycja pudełka dla mężczyzn zawierająca około 7 produktów do pielęgnacji. Koszt ostatniej edycji wynosił 59zł. Myślę, że wznowią edycje przed świętami - zobaczymy :)


Shinybox Men

shinybox.pl

ShinyBox także wypuszcza raz na jakiś czas MenBox. Aktualnie poprzednie edycje są wyprzedane. Także myślę, że wznowią edycje przed świętami - zobaczymy :)



Inspired By

inspiredby.pl/rafal-maslak 



Aktualnie box jest dostępny. Inspired by pojawia się raz na 3 miesiące, można wykupić subskrypcję lub pojedyncze pudełko. II edycja dla Panów jest podpisany nazwiskiem Rafała Maślaka, zawiera produkty, które pokazane są na zdjęciu powyżej. Koszt pojedynczego pudełka to 99zł + 10zł za przesyłkę. 


Jeżeli znacie inne typowo męskie boxy to koniecznie dajcie znać w komentarzach! :)

Zapraszam jeszcze do zapoznanie się ze starszymi postami gdzie opisałam pozostałe boxy. Zostawiam Wam linki poniżej :)

Boxy subskrypcyjne niekosmetyczne dostępne w Polsce - tutaj też można znaleźć ciekawy pomysł na prezent dla Panów :)

Oraz dla przypomnienia

5 kosmetyków do pielęgnacji, których nie chciałabym, aby wycofano ze sprzedaży!

5 kosmetyków do pielęgnacji, których nie chciałabym, aby wycofano ze sprzedaży!

Lubię czytać posty tego typu u innych. Sama wcześniej nie napisałam takiego, więc weszłam do łazienki i zastanowiłam się, które kosmetyki pielęgnacyjne mogłyby znaleźć się na liście 5 kosmetyków pielęgnacyjnych, których nie chciałabym, aby wycofano ze sprzedaży. Powiem szczerze, że nie sądziłam, że będzie to tak trudne zadanie. Na prawdę chwilę trzeba się zastanowić i wybrać faktycznie te, które sprawdzają się bardzo dobrze. Po dłuższym namyśle wytypowałam piątkę ulubieńców :)

1. Balsam do ust EOS
Mój ulubiony balsam do ust, szczególnie dzięki temu, że posiada naturalny skład. Na razie miałam wersję Sweet Mint i Vanilla Mint. Mam nadzieję, że nie przestaną produkować tych słodkich jajeczek. Czekam, aż wprowadzą wersję bananową :)


2. Balsam do ciała z masłem SHEA Organique 
Nic tak dobrze nie nawilża mojej skóry jak ten balsam, szczególnie zimą nie wyobrażam sobie używać innego balsamu. Wersja mleczna pachnie cudownie, ale z chęcią wypróbuję inne wersje.


3. Krem do skóry suchej i wrażliwej Garden Roses Make Me Bio
Moje odkrycie tego roku w pielęgnacji skóry twarzy. Krem jest jak masło gęsty i treściwy. Idealnie nawilża i koi skórę. Teraz gdy za oknem zimno i mokro, krem idealnie chroni moją cerę. Chętnie wypróbuję też wersję z pomarańczą, ale mam nadzieję, że różnego kremu nie wycofają!


4. Krem do rąk Hud Salva Naturemedicine
Moje dłonie bardzo szybko się wysuszają a do tego często pojawiają się na nich równego rodzaju uczulenia. Krem Hud Salva idealnie sprawia się jako maska na dłonie i ratuje je. Zmieniona już szatę graficzną tego kremu, mam nadzieję, że nie zmienią jego składu ;)


5. Płyn Micelarny Sensibio Bioderma
Nic tak jak on nie zmywa u mnie makijażu. Poradzi sobie z każdym tuszem i najbardziej trwałą, matową pomadką. Nie szczypie w oczy, nie podrażnia skóry, jest bezzapachowy i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Tak, jest drogi, ale można znaleźć go w promocji - ostatnio w SuperPharmie widziałam 2 butelki 250ml za 24zł. Bardzo bym nie chciała, żeby w nim coś zmienili!



Jestem ciekawa jak wyglądają Wasza 5 kosmetyków do pielęgnacji?
Napiszcie w komentarzu lub jeżeli prowadzicie bloga to chętnie przeczytam taki wpis u Was! :)
pHenomenal - pianka samoopalająca od Vita Liberata. Czy faktycznie jest fenomenalna?

pHenomenal - pianka samoopalająca od Vita Liberata. Czy faktycznie jest fenomenalna?

Jesienią możemy tylko pomarzyć o naturalnej opaleniźnie. No chyba, że akurat na listopad zostawiliśmy sobie urlop i wyjeżdżamy do ciepłych krajów. Wylegiwanie się na słońcu może i jest (dla niektórych) przyjemne, ale na pewno nie jest zdrowe. Szczególnie gdy ma się jasną karnację, chociaż nawet przy oliwkowej cerze trzeba pamiętać o używaniu wysokich filtrów UV. No dobrze a co jeśli chce się mieć opaloną skórę a ciepłe dni już minęły? Może solarium? Nie! W trakcie wizyty w solarium nasza skóra otrzymuje ok. 20-krotnie większą dawkę promieniowania UV niż miałoby to w trakcie naturalnego wystawienia jej na promienie słoneczne. Na solarium byłam, nie powiem, skończyło się to poparzeniem skóry. Do tego to straszne uczucie, gdy wieko maszyny się zamyka nad tobą i czujesz się jak w trumnie... Osobiście stanowczo odradzam chodzenia na solarium.  Co nam zostało? Samoopalacze. Tak, tylko dla mnie to też jest nie do przejścia. Nie mogę znieść tego charakterystycznego zapachu! Chyba każdy kto używał, bądź nawet otworzył opakowanie samoopalacza, wie co mam na myśli. Wynika z tego, że aby ukryć bladą skórę to nie pozostało mi nic innego jak zakrywać ręce długimi rękawami, na nogi ubrać kryjące rajstopy a twarz opalić bronzerem? :) Ha! Też tak myślałam, ale niedawno natknęłam się na informację o nowym produkcie samoopalającym, który podobno nie ma tego nieprzyjemnego, charakterystycznego zapachu. 

Marka Vita Liberata, bo o nią chodzi, oferuję ekskluzywne preparaty samoopalające zawierające aktywne składniki organiczne, aby zapewnić Twojej skórze naturalną opaleniznę i  kompleksową pielęgnację. Zastosowanie rewolucyjnych technologii Moisture Locking,  Odour RemoveTM, efektu wysychania w momencie kontaktu ze skórą, naturalnego koloru oraz idealnego zanikania opalenizny sprawia, że produkty marki Vita Liberata są najbardziej zaawansowane  technologicznie na świecie. Tego dowiedziałam się ze strony Sephory, która jest jedynym dystrybutorem marki Vita Liberata. Wszystkie produkty marki są dostępne w sklepach stacjonarnych Sephory oraz w sklepie on-line. 

Poniżej chciałam Wam przedstawić samoopalającą piankę pHenomenal w odcieniu Medium. Dostępna jest jeszcze wersja Dark, ale to dla osób o ciemniejszej karnacji. Cena za 125ml to 175zł. Do prawidłowego zaaplikowania pianki producent zaleca użycia rękawicy Tanning Mitt, którą należy dokupić osobno za 29zł. Cena jest bardzo wysoka, jeżeli jesteście ciekawi czy było warto użyć tego produktu to zapraszam dalej!



Sama rękawica wygląda niepozornie, kawałek pianki zszyty z materiałem do którego można wsunąć dłoń. Po wyjęciu z foli widać, że jest wykonana bardzo precyzyjnie i co najważniejsze nie ma żadnego zapachu.









Co do opakowanie z pianką to wykonane jest precyzyjnie, nie mogę się do niczego doczepić. Po naciśnięciu pompki otrzymujemy niewielką ilość piany - pokazane na zdjęciu. Łatwo zdejmuje się i nakłada zatyczkę na produkt. Co najważniejsze dla mnie mogę potwierdzić, że niewyczuwalny był charakterystyczny zapach samoopalacza! Już tu mogę potwierdzić, że producent miał rację :) Widoczną na zdjęciu ilością produktu wykonałam na ręce test uczuleniowy. Nałożyłam piankę w jedno miejsce i poczekałam dzień czy nie wystąpi reakcja uczuleniowa na kosmetyk. Na szczęście żadna wysypka/swędzenie się nie pojawiło, wiec na następny dzień przystąpiłam do testowania pianki na całej nodze.


Na ulotce, która jest dołączona do produktu zalecane jest, aby przed zastosowaniem pianki wykonać peeling skóry. Chodzi o wygładzenie i pozbycie się martwego naskórka. Nie zaleca się natomiast używania kosmetyków nawilżających przed nałożeniem produktu. Do nakładania pianki użyć rękawicy i nakładać kosmetyk okrężnymi ruchami. Należy nakładać mniejszą ilość produktu na dłonie, kolana i łokcie. Zaleca się przetrzeć te obszary lekko wilgotną ścierką. Aby uzyskać zadowalający efekt producent zaleca 3-krotną aplikację kosmetyku z odstępami 6-24h. Między aplikacjami wziąć prysznic.

Tyle z teorii a w praktyce wyglądało to tak: przed użyciem pianki wykonałam wieczorem dokładny peeling całego ciała (szczególnie nóg, bo tu chciałam wpierw wypróbować samoopalacz). Zgodnie z zaleceniami nie zaaplikowałam balsamu, tylko przystąpiłam po dokładnym osuszeniu skóry do pierwszej aplikacji pianki. Muszę przyznać, że przy jednokrotnym naciśnięciu dozownika otrzymujemy tyle produktu by pokryć sporą powierzchnię skóry. Aplikacja rękawicą była precyzyjna, szybka i wygodna. Pierwsze wrażenie - zero smug. Udało mi się pokryć całą prawą nogę a lewą zostawiłam dla kontrastu bez samoopalacza. Lekka różnica była widoczna już po pierwszym użyciu. Nie wiedziałam czy mogę umyć rękawicę (nigdzie nie znalazłam na ulotce/produkcie tej informacji), więc zostawiłam ją tak po prostu w łazience. Rano wzięłam prysznic, osuszyłam się ręcznikiem i zaaplikowałam kolejną warstwę. Tym razem różnica była już bardziej widoczna. Doczytałam w internecie, że rękawice można umyć normalnie w wodzie i wysuszyć - tak więc zrobiłam. Wieczorem po 12h wzięłam prysznic i zaaplikowałam 3 warstwę kosmetyku. Rano w świetle dziennym zrobiłam zdjęcia, żeby pokazać kontrast między jedną a drugą nogą.


Różnica jest diametralna - lewa noga świeci białością w porównaniu z prawą :) Jestem bardzo zaskoczona, oczywiście pozytywnie. Udało mi się nie zrobić smug przy rozprowadzaniu pianki. Najbardziej bałam się właśnie kolan i stopy, ale nie jest źle, wręcz powiedziałabym, że efekt jest naprawdę naturalny. Pianki zużyłam bardzo mało, więc wystarczy jej na długo. Minął ponad tydzień odkąd użyłam samoopalacza i dalej widać różnicę między prawą i lewą nogą (dobrze, że jest zimno i można chodzić w długich spodniach ;) i nikt nie widzi, że mam kolorowe nogi) Samoopalacz schodzi równomiernie, więc nie mam plam na nodze, co mnie bardzo cieszy.


Poniżej zdjęcie rękawicy po jej upraniu. W jednym miejscu został ciemniejszy punkt, ale to przez to, że tam zaaplikowałam piankę do zdjęcia (na początku tego postu) i została tam dłużej przed umyciem. Jednak nie przeszkadza to w dalszym używaniu rękawicy.



Podsumowując:
  • brak nieprzyjemnego zapachu charakterystycznego dla samoopalaczy,
  • łatwość i wygoda aplikacji,
  • brak smug,
  • wydajność produktu,
  • trwałość,
  • produkt schodzi równomiernie,
  • nie brudzi ubrań,
  • nie wysusza skóry.
Cena 175zł + koszt 29zł za rękawice może wydawać się astronomiczny jak za samoopalacz. Jednak w przypadku za produkt wysokiej jakości myślę, że można zainwestować. Dodatkowo można skorzystać z licznych promocji w Sephorze a zakupiona rękawica jest wielokrotnego użycia. Sama jestem zaskoczona działaniem pianki Vita Liberata. Powiem szczerze, że bardzo sceptycznie byłam do niej nastawiona. Przyznam, że sprawdziła się bardzo dobrze i dzięki niej mogę uzyskać zdrowy kolor skóry w środku deszczowej jesienni. Jestem bardzo ciekawa innych produktów marki Vita Liberata :)


Znacie markę Vita Liberata? 
A może stosowałyście inne kosmetyki tej marki? 
Jestem bardzo ciekawa jak się u Was sprawdziły :)
Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger