Nowości styczeń 2016

Nowości styczeń 2016

Dawno nie robiłam podsumowania danego miesiąca, nie licząc oczywiście denka. Postanowiłam w tym miesiącu, podzielić się z Wami nowościami jakie wpadły w moje ręce :) Jeszcze pod koniec zeszłego roku wygrałam konkurs zorganizowany przez Naturalnie z Pudełka. Do wyboru, było kilka nagród, trzeba było zdecydować się na jedną i uzasadnić dlaczego akurat tą chcemy przetestować. Najbardziej zaciekawiła mnie nagroda od marki Iossi. Jest to mała polska manufaktura kosmetyków, o której wcześniej nie słyszałam. Gdy zobaczyłam olejek wiesiołkowy, stwierdziłam, że muszę wypróbować to cudo. Aktualnie jestem w trakcie testowania tego serum, więc już niedługo możecie się spodziewać recenzji.
Tak na marginesie to mam nadzieję, że w przyszłości w Naturalnie z Pudełka znajdzie się kosmetyk, właśnie z marki Iossi :)


W tym miesiącu przyszły do mnie również produkty marki Apis. Zostałam wybrana do przetestowania kosmetyków, które sama mogłam sobie wybrać. W moje ręce wpadł: 
  • Aksamitny balsam odżywczy do rąk
  • Żel pod prysznic o zapachu arbuza
  • Maska stymulująco - wygładzająca z nowej serii Siła Natury 5 Zbóż 


Mydła w płynie Yope znajdują się na mojej tegorocznej WishLiście. W tym miesiącu zdążyłam je już kupić ;) i wypróbować o czym mogliście przeczytać w poprzednim poście. Jestem nimi zachwycona i polecam je Wam!


W styczniu odkryłam też nasiona szałwii hiszpańskiej, znanej bardziej z nazwy nasiona Chia. Świetna rzecz a do tego smaczna i zdrowe :) W internecie można znaleźć mnóstwo przepisów z ich użyciem.


Osobiście najbardziej zasmakowała mi wersja tzw. puddingu czyli nasion zalanych mlekiem. Dodaję do tego jeszcze mleczko kokosowe, nasiona zaczynają wtedy żelować i tworzą taką zwartą strukturę. Dodaje do tego owoce i przekąska gotowa. Jest tyle możliwości wykorzystania nasion Chia, że każdy znajdzie coś dla siebie.


A na koniec, w styczniu założyłam w końcu konto na Instagramie! Wraz z zakupem nowego telefonu, stwierdziła, że najwyższy czas, aby tam się pojawić :) Uporałam się też z dodaniem ikonki "instagram" do mediów społecznościowych na blogu. Postaram się na bieżąco wrzucać zdjęcia!



A jak u Was minął/mija styczeń? :)
Naturalne mydła w płynie Yope. Czy warto wypróbować?

Naturalne mydła w płynie Yope. Czy warto wypróbować?

Gdy tylko przeczytałam o mydle Yope, bardzo chciałam je wypróbować. Mam problem z przesuszającą się skórą dłoni, a zimą dochodzi wręcz do tego, że skóra na palcach mi pęka. Mycie rąk drogeryjnymi mydłami zdecydowanie nie pomaga. Kremuję ręce regularnie, ale to nie wystarcza. 
Kiedy mydła Yope pojawiły się w Drogerii Pigment w Krakowie i to jeszcze w promocyjnej cenie, postanowiłam kupić wersję zapachową - wanilia i cynamon oraz figa. Pozostałe warianty zapachowe możecie sprawdzić na stronie yope.me. Bardzo chętnie w przyszłości sprawdzę mydła kuchenne, które marka ma także w ofercie.


Na początku chciałam zwrócić uwagę na oryginalne etykiety mydeł. Mnie osobiście zauroczyły, są niepowtarzalne, ale zarazem proste. Ciemna butelka, ochrania przed promieniami słonecznymi zawartość (podobnie jest np. z butelkami z piwa czy oliwy), jednak widać zużycie produktu. Dozownik nie zacina się.


Wersja"wanilina cynamon"
Na stronie Yope możemy przeczytać: 
"Do mydła dodaliśmy naturalny ekstrakt ze strączków wanilii i cynamonowej kory. Pierwszy ma działanie przeciwzapalne i odmładzające. Drugi walczy z wolnymi rodnikami i zapobiega rozwojowi bakterii na skórze. Ich aromat pomaga się odprężyć, ale też delikatnie pobudza zmysły. Jakie jeszcze składniki zawiera kosmetyk?Dużą dawkę gliceryny roślinnej, która nawilża, uelastycznia i wygładza skórę. W składzie są także witamina B5 i alantoina łagodzące podrażnienia i wspomagające regenerację naskórka."

Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Cetyl Betaine, Decyl Glucoside, Coco-Glucoside, Vanilla Planifolia Extract, Cinnamonum Zeylanicum Extract, Glycereth-2 Cocoate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Lactic Acid, Allantoin, Panthenol.

Zapach jest bardzo przyjemny, słodkawy, lekko korzenny. Osobiście nie przebija mi w nim cynamon, jest stonowany. Dłonie po umyciu pięknie pachną!



Wersja "Figowa"
Na stronie Yope możemy przeczytać: 
"Do mydła dodaliśmy naturalny ekstrakt z owoców figowca, który pomaga komórkom skóry walczyć z wolnymi rodnikami, regeneruje ja i nawilża dzięki zawartości witamin B i C oraz cennych dla naskórka mikroelementów. Kosmetyk zawiera też dużą dawkę gliceryny roślinnej, która nawilża, uelastycznia i wygładza skórę. W składzie są także witamina B5 i alantoina łagodzące podrażnienia i wspomagające regenerację naskórka."

Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Ficus Carica Extract, Cetyl Betaine, Decyl Glucoside, Coco - Glucoside, Glycereth-2 Cocoate, Sodium Benzoate, Potasium Sorbate, Parfum, Lactic Acid,  Allantoin, Panthenol

Zapach w tej wersji określiłabym jako owocowy, świeży. Podobnie jak poprzednia wersja, bardzo przypadła mi do gustu :)


Konsystencja mydła jest zwarta, gęsta, powiedziałabym, że trochę oleista. Mydła są bezbarwne i bardzo wydajne. Mimo braku szkodliwych pianotwórczych substancji, mydła pienią się i pozwalają na dokładne umycie dłoni. Nie spływają łatwo, w sensie trzeba dobrze ręce przepłukać wodą, przez co mam poczucie, że są dokładnie umyte.


Co dla mnie najważniejsze - nie wysuszają skóry! Nie mam po umyciu nieprzyjemnego uczucia ściągania, nic mnie nie swędzi. Jestem bardzo zadowolona z działania! Mydło ma pojemność 500ml i mimo, że kosztują około 20zł to za taką jakość i delikatność można się pokusić i kupić mydła Yope. Często można je upolować w promocji, mi udało się je kupić po 14zł. Tak jak pisałam wcześniej, bardzo chętnie poznam pozostałe wersje tych mydeł i myślę, że zdecydowanie warto je wypróbować! :)


Znacie mydła Yope?
Jaki mydeł używacie? :)

Moje pierwsze mydła! Naturalne mydła w kostce od Sztuka Mydła.

Moje pierwsze mydła! Naturalne mydła w kostce od Sztuka Mydła.

Jeszcze w wakacje, czyli baaaardzo dawno temu wygrałam na blogu u Karoliny, dwa dowolne przez siebie wybrane mydełka od Sztuka Mydła. Pół roku mydełka leżały i czekały w półce na użycie. Powiem szczerze, że osobiście nie lubię mydeł w kostce. Nie cierpię osadu z mydła na umywalce/wannie, a także irytuje mnie wygląd takiego suchego ogryzka na mydelniczce. Tak, tylko, że dotychczas były to mydła drogeryjne, które miałam wrażenie bardziej wysuszają moją skórę. Dawno temu przerzuciłam się na mydło w dozowniku, które stoi na umywalce a do mycia używam żelu pod prysznic lub kul do kąpieli. Dlaczego, więc skusiłam się zawalczyć o mydła w kostce? Cóż, prawdę powiedziawszy z czystej ciekawości :) Chciałam osobiści przekonać się skąd ten szał na ręcznie robione mydła.


Wybrałam mydło solne - Nagietkowy Solniak oraz mydło z marchewką - Słodka Karotka. Dla mnie oby dwa są bardzo egzotyczne, no bo mydło z solą? Mydło z marchewką? Brzmi jak żart, przynajmniej do póki nie zobaczyłam opisu na stronie producenta, a potem u siebie w rękach tych dwóch gagatków.


Na stronie Sztuka Mydła tak jest napisane o marchewkowym mydle:
"Miód i marchew tworzą słodką, odżywczą dla skóry kompozycję. Marchew ma działanie antyoksydacyjne i kojące, miód ujędrnia, wygładza oraz utrzymuje wilgoć skóry. Mydło dla zwolenników produktów bez dodatków zapachowych. Nie zawiera olejków eterycznych, ale można w nim wyczuć delikatnie słodką nutę miodową.

    Marchew - bogata w beta-karoten, korzystnie wpływa na skórę, jej stan i koloryt.
    Miód - wygładza i zmiękcza skórę. Utrzymuje wilgoć i łagodzi podrażnienia.
    Oliwa z oliwek - pomaga zachować odpowiednie nawilżenie skóry, jest bogata w naturalne przeciwutleniacze.
    Olej ze słodkich migdałów - lekki, dobrze wchłanialny, wygładza i nawilża.
    Masło kakaowe - natłuszcza i ochrania skórę. To naturalny emolient.

Skład: zmydlona oliwa, zmydlony olej kokosowy, zmydlony olej palmowy, gliceryna, woda/mus marchewkowy, zmydlone masło kakaowe, zmydlony olej ze słodkich migdałów, zmydlony olej rycynowy, miód"



O solniaku za to można przeczytać, że: 
Słoneczny kolor, intensywny świeży zapach oraz łagodnie peelingująca sól morska pobudzą zmysły. Połączenie olejków eterycznych lawendowego i lemongrasowego tworzy iście letni aromat. Płatki nagietka wzmacniają działanie ścierające i stymulują krążenie. Mydło z dużą zawartością soli morskiej, która masuje skórę, oczyszczając ją z toksyn oraz martwych komórek. Tworzy kremową, puszystą pianę. Wzbogacone o masło shea oraz mleko kokosowe o właściwościach nawilżających i wygładzających.
Mydła z solą morską różnią się nieco od klasycznych kostek. Są cięższe i twardsze, wolniej się zużywają.

    Sól morska - pomaga pozbyć się toksyn z organizmu, działa odżywczo, bilansuje wilgoć skóry i uzupełnia nawilżenie. Wpływa korzystnie na rozluźnienie mięśni i skóry.
    Mleko kokosowe - koi, poprawia elastyczność i nawilża, polecane dla skóry suchej i odwodnionej.
    Masło shea - odżywia i regeneruje skórę suchą, poprawia jej elastyczność i wygładza.
    Olej kokosowy - nawilżający. Tworzy mydło z dużą ilością kremowej piany i puszystych bąbelków.

Skład: zmydlony olej kokosowy, sól morska, zmydlona oliwa, gliceryna, woda/mleko kokosowe, zmydlone masło shea, naturalne olejki eteryczne (lawendowy, lemongrasowy), suszone płatki nagietka


Na pierwszy rzut oka widać, że te dwa mydła różnią się składem od tych powszechnie dostępnych w drogeriach. Nie ma w nich "niepotrzebnych" zapychaczy.

Co do zapachu - marchewkowe dla mnie prawie w ogóle nie pachnie, jest neutralne. Solniak natomiast pachnie intensywnie lawendą i jakby trawą cytrynową. Nie są to moje ulubione zapachy, ale też nie są nieprzyjemne.

Działanie - nie zauważyłam działania nawilżającego, ale moja skóra zimą jest bardzo wrażliwa i przesuszona. Mydła na pewno nie podrażniły mojej skóry.

Wydajność - są bardzo wydajne, wręcz nie chcą się skończyć ;) Jednak to co opisywałam na początku, czym dłużej używam mydła, tym staje się bardziej nieestetyczne. No nie poradzę nic na to, że nie podobają mi się takie ogarki w łazience. Może to kwesta znalezienia ładnej mydelniczki? Nie wiem, ale póki co to zasłaniam ten kawałek mydła czym się da, żeby nie rzucał się w oczy ;)


Osobiście mam mieszane uczucia co do mydeł w kostkach. Na pewno nie mówię im "nie", jednak nie urzekły mnie na tyle, by stać się ich fanką. Na wielki plus zasługuje skład mydeł i wydajność. Na stronie sztukamydla.pl zauważyłam, że można kupić małe mydło (połowę dużego, które mam). Na pewno łatwiej i szybciej go zużyć. Na rynek weszło sporo marek, które robią mydełka handmade, podobno samemu też je można ukręcić. Wybór jest spory, na pewno można wybierać w kształtach, zapachach i właściwościach mydeł. Nie mówię, więc nie dla mydeł w kostce - czy w innych, wymyślnych kształtach ;)


Jestem ciekawa czy używacie takie mydła? :)
Jak je przechowujecie w trakcie używania?
Wishlista 2016 czyli co chcę wypróbować w nadchodzącym roku :)

Wishlista 2016 czyli co chcę wypróbować w nadchodzącym roku :)

Stary rok rozliczyłam z Wishlisty. Czas na wyznaczenie sobie nowych celów ;) Wszystkie produkty, które tutaj zamieściłam, widziałam już wcześniej na blogach bądź są nowościami na rynku. W pielęgnacji ciała jak i twarzy chciałabym postawić szczególnie na kosmetyki z naturalnymi składnikami, dostosowanymi do potrzeb mojej cery. Na rynku pojawiło się sporo ciekawych pozycji w tym wiele kosmetyków polskich producentów. Nie przedłużając podzieliłam kosmetyki na 3 kategorie.

Pierwsza kategoria - PIELĘGNACJI CIAŁA
1 2 3 4 5 6 7 8
 
Bardzo chciałabym wypróbować kosmetyki marki Zielone Laboratorium - szczególnie ich olejki do ciała, a tak na prawdę to każdy kosmetyk z tej marki zapowiada się extra! Nowością na rynku jest linia Vianek, nowe dziecko marki Sylveco, tutaj też ciekawi mnie olejek do ciała. Mydła Yope to interesujący design, ich wielkim atutem jest brak SLSu w składnie. O mace Nacomi czytałam sporo dobrych recenzji, ciekawią mnie ich masła do ciała i kule do kąpieli. Z Orientany prócz olejków interesująco wyglądają balsamy w kostce. Z Organique tak na prawdę mogłabym mieć wszystko, nie miałam jeszcze ich produktów do włosów, więc te przede wszystkim chciałabym wypróbować ;) A The Secret Soap Store zakochałam się w pomarańczowym kremie do rąk, kiedy powąchałam go na stoisku marki podczas targów LNE. Z koreańskiego SKIN79 chętnie bym poznała aloesowy żel.


Druga kategoria - PIELĘGNACJA TWARZY
1 2 3 4 5 6 7 
Jeżeli chodzi o pielęgnację twarzy to Norel i jego żurawinowe serum i krem z kwasami kusi mnie od dłuższego czasu. Aloes w czystej postaci z azjatyckiej marki Holika Holika, produkt jest uniwersalny i można go stosować do twarzy jaki i do ciała i włosów. Z Make Me Bio mam różany krem do twarzy i jestem nim oczarowana, chętnie wypróbuje ich pozostałe produkty :) Na celowniku mam też kosmetyki marki Resibo. O serach z It's Skin sporo dobrego przeczytałam i może uda mi się je wypróbować, podobnie jak markę Purite.


Trzecia kategoria - MAKIJAŻ

1 2 3 4 5 6 7 8 9
Z kolorówki też nazbierało się sporo rzeczy :) Przede wszystkim chciałabym wypróbować produkty mineralne tj Annabelle Minerals czy Lily Lolo. Z tuszy do rzęs ciekawi mnie wychwalany So Couture oraz Better Than Sex z Too Faced. W tym roku mam ochotę na wypróbowanie lakierów hybrydowych. lampy z Semilaca są piękne, podobnie jak ich kolory lakierów :) Jeżeli chodzi o klasyczne lakiery to koniecznie muszę nabyć wysuszacz lakierów. Zastanawiam się między Seche Vite a Sally Hansen. Bahama Mama z TheBalm chodzi za mną już od dłuższego czasu podobnie jak ich rozświetlacz. Z paletek do oczu urzekła mnie najbardziej Zoeva En Taupe. Potrzebuję kredki do oczu i zastanawiam się nad tą z Urban Decay. A no i oczywiście pomadka z MACa to must have w tym roku ;)

Tak to by wyglądało na ten moment ;) 
Znacie te produkty? 
Chętnie skorzystam w Waszych rad! :)
Mineralny puder brązujący Tristal3 Bronzing Minerals Vita Liberata. Czy wart jest swojej ceny?

Mineralny puder brązujący Tristal3 Bronzing Minerals Vita Liberata. Czy wart jest swojej ceny?

Markę Vita Liberata poznałam dzięki możliwości testowania pianki samoopalającej pHenomenal. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona opalenizną jaką można uzyskać dzięki jej użyciu. Tak jak pisałam w recenzji pianki jestem strasznym "bladziochem". Mam jasną karnację, dlatego używam produktów z wysokim filtrem i unikam opalania twarzy. Solarium dalej mówię stanowcze nie! Co w takim razie zrobić z twarzą, żeby nie wyglądać jak córka młynarza? Samoopalacze? Bleee, nie cierpię ich zapachu, a do tego ten marchewkowy odcień, który uzyskujemy po ich aplikacji...to nie dla mnie. Pianki pHenomenal nie użyję do twarzy, bo nie jest do tego przeznaczona. Jednak Vita Liberata ma produkt, który jest przeznaczony do opalania twarzy. Tristal 3 Bronzing Minerals czyli mineralny puder brązujący. 


Puder dostępny jest w dwóch odcieniach: jasny Sunkissed oraz ciemniejszy Bronze. Oba dostępne są w perfumeriach Sephora. Zdecydowałam się na jaśniejszą wersję pudru, który na pierwszy rzut oka już wygląda na ciemny. Jaśniejszego niż Sunkissed nie można dostać, więc stwierdziłam, że w takim razie będę testować ten odcień :) Sam produkt można używać do opalania skóry twarzy, ale także do konturowania.



Całość zamknięta jest w eleganckim kartonowym opakowaniu. Na pudełku znajdziemy numer odcienia, pełny skład, opis, środki ostrożności oraz sposób użycia oraz termin ważności, który wynosi 6 miesięcy od momentu otworzenia. W środku znajdziemy ulotkę (napisaną w wielu językach), elegancki pędzel Kabuki oraz puder.



Na pierwszy rzut oka pędzel wygląda na bardzo solidny. Włosie jest mięciutkie, delikatne i ułożone w taki sposób, że łatwo nim pracuje i dociera w każdy zakamarek twarzy :) Pędzel jest wykonany z włosia syntetycznego. Myślę, że dla wielu osób będzie to wielki plus, ponieważ nie chcą używać włosia naturalnego np. weganie. Na rączce widnieje logo producenta.



Informacje od producenta

Trystal3TM Minerals: pierwszy na świecie samoopalający puder mineralny!
Rewolucyjna, innowacyjna technologia Trystal3TM łączy natychmiastową mineralną opaleniznę z progresywnie samoopalającymi składnikami dając efekt wypoczętej twarzy trwający aż do 5 dni. Trystal3TM Minerals łączy zalety lekko kryjącego pudru brązującego z natychmiastowym efektem i pudru mineralnego o nieskazitelnie naturalnym wykończeniu. Formuła zawiera mikrokryształki, które odbijają światło, jest matowa i nie zawiera olejków, dzięki czemu cera staje się natychmiastowo świeża, gładka i promienna.


Skład pudru: CI 77019 (Mika), CI 77891 (Titanium Dioxide), Dihydroxyacetone, +/- CI 77491 ( Iron Oxides ), CI 77492( Iron Oxides ), CI 77499 ( Iron Oxides ), CI 77489 ( Iron Oxides ).


Tak jak pisałam wcześniej w opakowaniu znajduje się 9g produktu, zamkniętym plastikowym słoiczku. Wieczko jest zakręcane a w środku jest sitko. Nie ma zabezpieczenia przed rozsypywaniem się produktu. Na początku jest folia, którą trzeba zerwać, aby móc używać produkt. Tyle pierwszych wrażeń, dalej będzie podsumowanie po miesięcznym używaniu produktu.


Zamieszczę zamiast zdjęcia z ulotki, film instruktażowy z kanału YouTube Sephory :)



Teraz czas na moje odczucia po miesięcznym testowaniu produktu. Pudru używałam prawie codziennie do delikatnego opalania twarzy. W grudniu miałam kilka wyjazdów, więc zabierałam puder ze sobą w kosmetyczce. Jak to zniósł?


Na początek pędzel. Po każdym użyciu pędzel myłam tak jak inne, które posiadam. Włosie nadal jest miękkie i delikatne. Żaden włosek nie wysunął się ani nie wypadł, jedyne co zauważyłam to starło się logo. Czy jest to dla mnie jakiś mankament? Szczerze nie, bo nie wpływa to na jakość pracy pędzlem, jednak wydaję mi się, że logo w powinno być wygrawerowane na rączce, aby przetrwało.


Po miesięcznym używaniu tak wygląda opakowanie. Hmm brakuję mi takiego zabezpieczenia pudru. Bez niego przechodzi on przez sitko. Co prawda nie miałam na szczęście żadnego rozsypania się pudru po kosmetyczce, ale myślę, że zabezpieczenie by się przydało. Jedynie wieczko jest ubrudzone permanentnie, ale to też nie przeszkadza. Trzeba być ostrożnym przy odkręcaniu wieczka, aby opakowanie było równolegle do powierzani, wtedy nic nie powinno się rozsypać. Przynajmniej mi się nie rozsypało :)


Przy nakładaniu pudru na pędzel należy pamiętać, aby nadmiar produktu z pędzla strzepać nad opakowaniem. Gdy tak robiłam, nie miałam problemu z rozsypaniem się pudru przy aplikacji czy ubrudzenie ubrania - no chyba, że umalowałam się a później ściągałam bluzkę, wtedy kołnierzyk był lekko ubrudzony. Tyle, że tego już nie unikniemy i lepiej malować się już ubranym ;)


Co do uzyskanego efektu, to już rozumiem dlaczego odcień nazywa się Sunkissed. Cera wygląda jak muśnięta słońcem, ale bez pomarańczowych odcieni. Opalałam twarz, szyję i dekolt, nie zapominałam o uszach i skórze za uszami. Nie używałam pudru do konturowania, osobiście mi się ten efekt nie podobał. Kwestia gustu, pewnie są dziewczyny, które do tego właśnie używają ten produkt. Puder aplikowałam na krem BB okrężnymi ruchami. Trzymał się na buzi cały dzień, miałam wrażenie, że wtapia się w skórę i ładnie współgra w kremem BB. Wieczorem przy demakijażu, który wykonywałam jak zawsze, puder całkowicie się zmywał. Na stronie możemy przeczytać zapewnienia producenta, że opalenizna utrzymuje się 5 dni...no osobiście tego nie zauważyła. Tyle, że dla mnie jest to na plus, nie chciałabym trwałego efektu opalenizny na twarzy. Jednak dla osób, które szukają takiej, mogą czuć się zawiedzione.


Na lewej dłoni zaaplikowałam sporą ilość pudru, aby pokazać różnicę w stosunku do nieopalonej prawej ręki. Zdjęcie zrobione jest w świetle naturalnym i jest nieretuszowane. Różnicę widać gołym okiem. Opaleniznę można oczywiście budować w zależności od użytej ilości pudru.


Cena produktu jest wysoka, na stronie Sephory kosztuje 169zł. Czy produkt wart jest swojej ceny? 

Na wielki plus zasługuje to, że:
  • w opakowaniu w cenie produktu dostajemy wysokiej jakości pędzel Kabuki,
  • pędzel jest wykonany z włosia syntetycznego, które jest miękkie i wytrzymałe,
  • opakowanie zawiera aż 9g produktu,
  • puder jest bardzo wydajny, po miesięcznym używaniu, nie zauważyłam aby go ubyło,
  • w składzie pudru nie występuje talk, przez co nie zatyka porów,
  • puder występuje w 2 wersjach do karnacji jasnej i ciemnej,
  • nie pyli przy aplikacji,
  • nie ma pomarańczowych tonów,
  • wtapia się w skórę,
  • wygląda jak naturalna opalenizna,
Mam do niego kilka uwag:
  • logo marki zeszło z pędzla, jednak tak jak pisałam nie stanowi to żadnego problemu w używaniu pędzla, 
  • nie ma zabezpieczenia, które chroniło by przed rozsypaniem pudru po otworzeniu wieczka. Jednak otwierając opakowanie ostrożnie, nie miałam jeszcze nieprzyjemności rozsypania pudru,
  • produkt schodzi ze skóry wraz z demakijażem, co dla mnie też nie jest problemem, jednak dla osób szukających trwałej opalenizny może to być rozczarowaniem. 
  • data ważności to 6 miesięcy od pierwszego otwarcia produktu, wydaję mi się, że będzie problem zużyć cały ;)
Czy według mnie warto mieć mineralny puder od Vita Liberata? Tak! Jest to mój pierwszy produkt mineralny do twarzy. Osobiście jestem bardzo zadowolona z efektu lekko muśniętej słońcem buzi. Jeżeli chodzi o uwagi do pudru, to mi nie przeszkadzają w jego używaniu. Opisałam je, aby recenzja była rzetelna i osoby, które zastanawiają się nad kupnem wiedziały czego mogą się spodziewać. Co do ceny to oczywiście jest bardzo wysoka, jednak po pierwsze dostajemy na prawdę spore opakowanie pudru, bo aż 9g i do tego pędzel Kabuki, który będzie nam służył nawet po wykończeniu pudru. A po drugie trwają promocje w Sephorze i można teraz upolować go nawet 30% taniej :)

Jestem ciekawa czy znacie puder mineralny Vita Liberata?
Jeżeli tak to czy macie podobne odczucia do moich? :)

Wishlista 2015 - rozliczenie. Co kupiłam, jak się sprawdziło i czy jestem zadowolona :)

Wishlista 2015 - rozliczenie. Co kupiłam, jak się sprawdziło i czy jestem zadowolona :)

Chciałam jeszcze rozliczyć swoją wcześniejszą Wish Listę, która zrobiłam w połowie zeszłego roku. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię robić takie listy. Wydaję mi się, że podczas zakupów jestem bardziej opanowana przed włożeniem do koszyka czegoś "niepotrzebnego". Lubię oczywiście testować nowości i sprawdzać co tam nowego się pojawiło na rynku, jednak wolę przed tym, cokolwiek o danej rzeczy poczytać przed jej kupieniem. Do tego sprawdzam w którym miejscu dany produkt można kupić najkorzystniej. Przez robienie listy zakupowej wydaje mi się, że jest się bardziej zorganizowanym i nie pada się ofiarą tzw. promocji ;)


Kupiłam:
  • Kallos Bananowy - jestem z niego zadowolona, cena do jakości jest bardzo dobra i do tego zapach dojrzałych bananów KLIK
  • Kule LUSH - chciejstwo zostało zaspokojone w Londynie KLIK.
  • Krem Green Tołpa - został już nawet zużyty
Prawie kupiłam ;)
  • Krem Sylveco - kupiłam, ale w wersji lekkiej KLIK.
  • krem pod oczy Organique - zamiast tej wersji skusiłam się na wersję z dynią KLIK.
  • Soap&Glory - miało być masło do ciała w końcu wzięłam krem do rąk KLIK
Nie kupiłam, ale nadal chcę :)
  • Maska do włosów z Organique
  • Pomadka do ust z Sylveco

Z kolorówki  kupiłam tylko cień do brwi z Golden Rose w odcieniu 104 KLIK

Nie kupiłam, ale nadal chcę :)
  • Kultowy rozświetlacz i bronzer z The Balm.
  • Gimme Brow z Benefitu. 
Podkład z Estee Lauder już mnie tak nie kusi, wolałabym przetestować podkłady mineralne.

Z akcesoriów nabyłam miseczkę do maseczek KLIK i pędzele, ale z Hakuro KLIK i KLIK. Pędzle Zoeva dalej zostają marzeniem, pastelowych gumek Ivisibobble nie znalazłam a opaskę do włosów kupiłam sportową a na targach kosmetycznych udało mi się kupić różową KLIK.

Tak to wygląda ;) Jestem zadowolona z rzeczy, które udało mi się kupić, oczywiście w 2015 roku pojawiło się sporo nieplanowanych zakupów. Jednak nadal uważam, że taka lista jest pomocna. Teraz muszę się zabrać za taką na 2016 rok. 

Lubicie przygotowywać takie listy?
Rozliczacie się z nich? ;) 




Chciałabym Was zaprosić na konkurs, który zorganizowałam na swoim profilu facebook'owym :)
 
Kąpielowy umilacz od Ministerstwa Dobrego Mydła. Półkula do kąpieli z olejkiem z róży.

Kąpielowy umilacz od Ministerstwa Dobrego Mydła. Półkula do kąpieli z olejkiem z róży.

O marce Ministerstwo Dobrego Mydła słyszałam już jakiś czas temu. Niestety nigdzie nie mogłam znaleźć ich produktów stacjonarnie. Już tak mam, że jeżeli czegoś nie znam to lubię zobaczyć to najpierw na własne oczy. Oczywiście zakupy on-line są jak najbardziej na tak, ale jeżeli mam już coś upatrzonego i wiem czego mogę się spodziewać. Udało mi się znaleźć na świątecznych targach Mustache w Warszawie, gdzie MDM miało swoje stoisko. Chciałam zapoznać się z ich olejami, niestety przyszłam za późno i wszystkie były wyprzedane :(


Skusiłam się więc na półkulę do kąpieli. Do wyboru były wersje: róża z glinką francuską, rumianek, nagietek i lawenda. Zdecydowanie najprzyjemniejszy zapach miała dla mnie półkula z różą. Cena to 5,50zł za 60g. Kula była zapakowana w biały papier z naklejką informującą o składzie a całość włożona w ekologiczną papierową torebkę.


Skład: Soda oczyszczona, Kwasek cytrynowy, Masło shea (Butyspermum Parkii), Olej ze słodkich migdałów, Olej z pestek winogron, Olej ryżowy, Pełne mleko, Olej z dzikiej róży, Olejek eteryczny z róży Geranium, Różowa glinka francuska, Płatki róży damasceńskiej

Gratis dostałam 2 kawałeczki mydła - rozmaryn a drugi nagietek.


"Musujący proszek kąpielowy uformowany w kształt półkuli wypakowany po brzegi odżywczymi dodatkami: różową glinką francuską, olejkiem eterycznym z róży geranium, olejem z dzikiej róży, nierafinowanym masłem shea, olejem ze słodkich migdałów, olejkiem z pestek winogron, pełnym mlekiem i olejem ryżowym." Tego możemy się dowiedzieć ze strony Ministerstwa Dobrego Mydła.


Po wrzuceniu półkuli do wody, zaczyna musować i rozpuszcza się pozostawiając wodę lekko mętną z pływającymi po powierzchni suszonymi płatkami róż. Zapach jest lekki, nieduszący, charakterystyczny dla produktów z różą. Czuć od razu dużą zawartość olejów i masła shea. Skóra po kąpieli jest natłuszczona i nie potrzeba stosować dodatkowych nawilżaczy. Na drugi dzień czułam, że skóra jest miękka i nawilżona, co przy mojej suchej skórze a do tego zimą jest na prawdę rzadkością. Trzeba pamiętać, aby dobrze umyć wannę, ponieważ zostaje tłusty nalot.


Miałam już kule do kąpieli z Lush'a, Organique i Standers. Półkula od Ministerstwa Dobrego Mydła nie pachnie tak intensywnie jak wymienione przed chwilą kule, jednak jej atutem na pewno jest wysoka zawartość olejów. Moje subiektywne odczucia są takie, że po kąpieli w półkuli MDM moja skóra była najbardziej nawilżona i natłuszczona a efekt utrzymywał się jeszcze długo. Nie zmienia to jednak faktu, że poprzednie kąpielowe umilacze również bardzo lubiłam :) W końcu zapach w trakcie kąpieli, który wypełnia całą łazienkę jest również bardzo ważny!
Victoria's Secret Juiced Flavored Gloss - Kiwiberry

Victoria's Secret Juiced Flavored Gloss - Kiwiberry

O ile dobrze kojarzę to w Polsce są tylko dwa salony Victoria's Secret i znajdują się one w Warszawie. Oferują jedynie produkty kosmetyczne oraz akcesoria. Niestety bielizna, którą na pokazach prezentują słynne aniołki jest niedostępna stacjonarnie. Spotkałam się ze stroną, która pośredniczy w zamówieniach na amerykańskim sklepie internetowym Victoria's Secret, ale to nie to samo co móc coś zobaczyć i przymierzyć na żywo. Myślę, że w Polsce fenomen marki potęguje fakt, że jest tak trudno dostępna. Wczytując się w historię marki, znalazłam zabawną informację. Roy Raymond chciał kupić swojej żonie bieliznę, jednak czuł się bardzo niekomfortowo w sklepie z damską bielizną - jak intruz podkreślił w którymś wywiadzie. Postanowił więc założyć własny sklep :) Roy firmę sprzedał, a swój największy rozgłos marka zyskała dzięki pokazom mody - do dzisiaj przyciągają tłumy. Wszyscy chcą zobaczyć nową kolekcję bielizny na idealnych (a jednak kontrowersyjnych) kształtach sławnych modelek.


Dostałam na Święta od koleżanki, która mieszka w Stanach prezent - bieliznę oraz błyszczyk właśnie z Victoria's Secret. Jeszcze raz chciałabym Ci bardzo podziękować! :* Z racji tego, że blog jest o tematyce beauty, to zajmiemy się recenzją błyszczyka. Przyznam jednak, że bielizna jest nieziemska i można się w niej poczuć jak modelka ;) A do tego jest tak uroczo zapakowana, wszystko to składa się na to, że można się właśnie poczuć wyjątkowo.


Na co dzień nie maluję się błyszczykami, mam długie włosy i zawsze przylepiają mi się do ust, gdy te są pomalowane czymś klejącym. Najlepiej sprawdzają się u mnie pomadki matowe. Nie zmienia to faktu, że lekki błysk na ustach wygląda ładnie. Dlatego, gdy otworzyłam tubkę, byłam ciekawa jaką konsystencję będzie miał błyszczyk.


Zacznijmy więc po kolei:

Opakowanie: zgrabne, małe, lubię przeźroczyste opakowania, bo przynajmniej widzę ile produktu jest w środku i jakiego jest koloru błyszczyk. 

Zapach: słodki, cukierkowy, przyjemny. Dla mnie bardziej jagodowy niż kiwi :)

Konsystencja: zwarta i gęsta jak na błyszczyk. 

Trwałość: łatwo się rozprowadza na ustach, jest lekko klejący, ale trwały. Zawiera połyskujące drobinki, ale są malutkie i ładnie się mienią.




Jestem zadowolona z efektu. Bardzo się cieszę, że mogłam go wypróbować :) Już zagrzał miejsce w mojej kosmetyczce.


Macie swoich ulubieńców z VS? :)
Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger