Sekrety urody Koreanek. Czy warto przeczytać?

Sekrety urody Koreanek. Czy warto przeczytać?

O książce Sekrety urody Koreanek było/jest ostatnio głośno w sieci. Okładka książki jest w słodkim, pudroworóżowym kolorze, który ładnie wygląda na zdjęciach. Byłam bardzo ciekawa co nowego Elementarz pielęgnacji może mi przekazać w tym temacie. W końcu o pielęgnacji wiem sporo, od roku prowadzę urodowy blog, znam się na markach i powoli uczę się za co odpowiada poszczególny składnik kosmetyku. Bałam się, że to po prostu pięknie wydana książka, która będzie tylko ozdobą na półce i będę po nią sięgać przy robieniu zdjęć jako ładne tło. Nie mniej jednak bardzo mnie ciekawiło co Charlotte Cho chce nam przekazać i wzięłam udział w konkursie u bibaba.pl, gdzie była do wygrania właśnie ta książka. Miałam to szczęście, że udało mi się ją wygrać :) Elementarz już przeczytany, więc postanowiłam podzielić się moimi wrażeniami. Jeżeli ktoś martwi się, że zrobię mu spoiler, to niech się nie martwi, ale o tym dalej :)


Tak jak pisałam wcześniej, książka wydana jest bardzo ładnie. Czcionka jest dość duża, ale najważniejsze jest, że znajduje się w niej sporo ilustracji. Zabawne rysunki nadają Elemenarzowi humorystyczne zabarwienie, łatwiej jest się zorientować o czym będzie dany rozdział książki. Autorka jest Koreanką, która urodziła się i wychowała w Ameryce. Opisuje w niej jak to było wychowywać się Stanach, po czym wyjechać do Korei i zobaczyć jak życie wygląda tam. Najważniejszy jest jednak aspekt kulturowy, jak do pielęgnacji podchodzą Azjaci a jak reszta świata.


Może od razu odpowiem na pytanie czy warto był przeczytać tą książkę? Warto! Nie zawiera on dla mnie tajemnej wiedzy, nie odkryłam nowinek w pielęgnacji, ale muszę przyznać, że poukładałam sobie swoją wiedzę. A już na pewno będzie on świetny, dla osób, które stroniły lub nie wiedziały o co i po co ta cała pielęgnacja. Przecież każdy się myje i to mogłoby wystarczyć.
Nasze babcie przecież nie używały tylu kosmetyków co my...
No tak, ale po pierwsze nasze babcie żyły w innych czasach, w większości na terenach nie tak zanieczyszczonych jak dzisiaj. Gdy popatrzę na zdjęcie mojej babci, która była wtedy w wieku, w jakim teraz jest moja mama to widzę ogromną różnicę. Nasze mamy przez to, że bardziej pielęgnują swoją skórę, wyglądają młodziej (a na pewno chcą wyglądać młodziej). Mam nadzieję, że zrozumieliście o co mi chodzi? ;)

A jak to jest u mnie? Czy metody pielęgnacji opisane w książce są mi znane i czy się do nich stosuje?

1. Po pierwsze oczyszczanie

Tak, oczyszczam buzię. Przede wszystkim zawsze demakijaż, a później żel do mycia buzi lub pianka. Chcę wypróbować mycie twarzy olejkiem, tak jak opisane jest to w książce i skuszę się chyba po polski olejek Resibo. O olejku jednak wiedziała już przed przeczytaniem książki :) Skóra twarzy w końcu jest odsłonięta przez cały dzień i narażona na bezpośredni kontakt z zanieczyszczeniami.

2. Złuszczanie

Peeling używam, ale sporadycznie. Pozbycie się martwych komórek jest istotne, żeby cieszyć się promienną buzią, także powinna się bardziej pilnować. W moim przypadku bardziej wskazany jest peeling enzymatyczny. Gdy nie ma się problemu z naczynkami, spokojnie można używać peelingów z ziarenkami. Polubiłam się też z glinkami, chociaż mam dylemat czy dać je tutaj czy w podpunkcie dotyczącym maseczek ;)

3. Tonizowanie

Kiedyś myślałam, że tonik służy po prostu do zmywania makijażu...teraz już wiem, że chodzi o przywrócenie skórze prawidłowego pH. 


4. Sera i maseczki

To obszerny temat w książce. Przyznam się szczerze, że na maseczki jestem po prostu zbyt leniwa i zapominam je nakładać regularnie. Azjatyckie maseczki w płachtach są na pewno bardzo wygodne i proste w użyciu. 

5. Krem pod oczy

Stosuje już regularnie, w końcu skóra w tych rejonach jest najdelikatniejsza. Zdradza ona też czy jesteśmy zmęczone, a także niestety nasz wiek. Zasinień pod oczami i widocznych żyłek, niestety nie zniweluje żaden krem. Na pewno jednak pomoże on w zachowaniu gładkiej i zdrowej skóry.

6. Krem na całą twarz, szyję i dekolt

Nie wyobrażam sobie nie nałożyć kremu na twarz. Od wczesnego dzieciństwa używałam kremu na noc i na dzień. Jednak od niedawna zaczęłam skupiać się bardziej na nakładaniu kremu na szy i dalej ;)



7. Ochrona przeciwsłoneczna
     
Ten punkt jest chyba najistotniejszy jeżeli chodzi o azjatycką pielęgnację. W książce jest dość sporo na ten temat. Jak to jest u mnie? Pamiętam, że gdy jeździliśmy na wakacje to mama zawsze kazała się smarować filtrem UV. Jednak na co dzień nie jest powszechne używania olejku/balsamu do opalania. Co najwyżej używałam krem z filtrem UV o ile taki posiadał, nie było to dla mnie najistotniejsze. Teraz już wiem, że warto ochraniać skórę przed słońcem. Z pomocą przybył mi azjatycki krem BB z wysokim filtrem UV.



Podsumowując (pewnie ta część będzie najchętniej czytana :P), książka jest ciekawą lekturą. Szybko i przyjemnie się ją czyta, wystarczy jedno popołudnie. Interesujące jest popatrzenie na zagadnienie piękna i pielęgnacji przez pryzmat mieszkańców Korei. Były jednak parę nieścisłości w książce, kilka rzeczy powtórzyło się, niektórych rzeczy mogłoby być więcej. Takie odczucia są jednak bardzo subiektywne i pewnie każdy wypowiedziałby się inaczej. Według mnie warto przeczytać tą książkę i cieszę się, że jeden egzemplarz trafił w moje ręce ;)


Apis Siła Natury 5 – Zbóż MASKA STYMULUJĄCO-WYGŁADZAJĄCA Z KOMPLEKSEM HYDROMANIL TM

Apis Siła Natury 5 – Zbóż MASKA STYMULUJĄCO-WYGŁADZAJĄCA Z KOMPLEKSEM HYDROMANIL TM

Zostałam wybrana przez markę Apis do przetestowaniach ich kosmetyków. Mogłam wybrać sobie trzy dowolne produkty z serii detalicznej jak i profesjonalnej. Opublikowałam już recenzję arbuzowego żelu pod prysznic oraz balsamu do rąk. Ostatnim produktem jest maska stymulująco - wygładzająca z serii profesjonalnej. 


Na stronie Apis przeczytamy o produkcie następujące rzeczy: "Wygładzająca maska o wyjątkowym składzie selektywnie dobranych składników aktywnych. Zawiera  ujędrniająco - regenerujący ekstrakt złożony z jęczmienia, pszenicy, owsa, żyta, kukurydzy, lucerny dostarczający wielu naturalnych witamin A,B,C,D,E. Intensywnie nawilżający kompleks Hydromanil TM   wyekstrahowany z nasion peruwiańskiej rośliny Tara, regenerujący antyoksydant skwalen z oliwek, odżywczy, witaminowy ekstrakt z marchwi oraz delikatnie  złuszczający, wygładzający ekstrakt z jabłek. Maska ma działanie wielofunkcyjne. Stymuluje proces regeneracji, odżywiania, nawilżania skóry, przywraca jej naturalne piękno."


Skład na zdjęciu poniżej - jak widać na początku olejki i ekstrakty. Na bogato :) Na samym końcu konserwant, ale na prawdę ładnie to wygląda. Substancje jak kompleks Hydromanil TM   wyekstrahowany z nasion peruwiańskiej rośliny Tara czynią ten produkt bardzo ciekawym. Maskę należy nałożyć na oczyszczoną skórę grubą warstwą, a następnie po 15 minutach zmyć.


Opakowanie
Duża, plastikowa tubka o pojemności 200ml. Etykieta jest ładna i nawiązuje do składu produktu. Nie będę się zbytnio o niej rozpisywać, bo jest to seria profesjonalna, którą częściej stosuje się w salonach. Tam opakowanie ma być po prostu praktyczne a pojemność spora, aby by było opłacalnie.

Konsystencja i zapach
Konsystencja nie jest zbyt gęsta, bo mamy tu sporo olejków, ale nie jest też rzadka. Dobrze się rozprowadza na twarzy. Widać kolorowe kropki, pomysłowe rozwiązanie, w końcu kosmetyki maja też cieszyć oko ;) Zapach jest bardzo delikatny, przyjemny i nie przeszkadza mi w trakcie nakładanie i trzymania maski na twarzy. 

Działanie i wydajność
Początkowo bałam się, że maska mogłaby mi mnie uczulić, tyle ekstraktów, których wcześniej nigdy nie używałam. Zrobiłam kilka prób na małym skrawku skóry i na szczęście nic niedobrego się nie działo. Po wypróbowaniu na maski na całą twarz, nie pojawiły się żadne nieporządne zmiany. Skóra po zmyciu maski wyglądała dobrze, nie miałam uczucia ściągania. Mogę spokojnie powiedzieć, że jestem zadowolona z działania. Muszę się przyznać, że nie jestem wielką fanką masek do twarzy, a szczególnie tych, które trzeba zmywać. Najlepsze są te w płachcie lub tzw peel-off i to z czystego lenistwa, bo nie trzeba ich zmywać ;) Niemniej jednak taką kurację nawilżająco-odżywczą dobrze sobie zrobić. W przypadku opisywanej maski to będę musiała się nią podzielić, ponieważ jest bardzo wydajna i wątpię, żeby udało mi się ją zużyć przed terminem ważności.


Lubicie stosować maseczki na twarz? Robicie to regularnie? Przyznam się, że czasem zdarza mi się nałożyć po prostu grubszą warstwę kremu na noc lub serum, zamiast maseczki. Gdy jednak mam wrażenie, że moja skóra jest zmęczona, przesuszona sięgam po maskę na twarz. Zaczęłam też bardziej zwracać uwagę przy pielęgnacji na szyję i dekolt. Kiedyś nie przejmowałam się tym, po prostu podczas kąpieli potraktowałam je mydłem i wodą i uważałam, że na tym pielęgnacja tych miejsc się kończy ;) Teraz wiem, że szyję i dekolt trzeba pielęgnować podobnie jak skórę twarzy, w końcu skóra tam jest również delikatna i narażona na czynniki zewnętrzne.


Iossi - serum do twarzy, intensywna regenracja z olejem wiesiołkowym.

Iossi - serum do twarzy, intensywna regenracja z olejem wiesiołkowym.

Markę IOSSI poznałam dzięki wygranej w konkursie organizowanym przez Naturalnie z pudełka. W moje ręce dostało się serum intensywna nocna regeneracja z olejem wiesiołkowym. Szczerze, to wcześniej nie słyszałam o tej marce i było dla mnie dużym zaskoczeniem, że IOSSI jest polską marką, a do tego wywodzącą się z Krakowa!


Na stronie IOSSI dowiemy się, że "produkty marki składają się z naturalnych i organicznych olejów i maseł, samodzielnie przygotowywanych ekstraktów roślinnych i olejków eterycznych. Komponentów szukamy zarówno na rodzimych łąkach jak i w najdalszych zakątkach świata. Z Afryki pochodzi organiczne masło shea, które jest ważnym składnikiem kosmetyków. Z Bułgarii importują najlepszy olejek lawendowy. Olej z dzikiej róży, którego używają pochodzi z najlepszych upraw róż na świecie zlokalizowanych w Chile. Aromatyczne drzewo sandałowe i paczula płyną z dalekich Indii. A olej lniany i konopny znajdują w naszych polskich tłoczniach ekologicznych. Starannie wyselekcjonowane składniki najwyższej jakości to coś co charakteryzuje IOSSI."


Olejek jest dedykowany do każdego typu skóry a w szczególności dojrzałej, suchej, zniszczonej, naczyńkowej, mieszanej, przetłuszczającej się wrażliwej lub alergicznej. Uelastycznia i wzmacnia skórę, stymulując jednocześnie odnowę komórek skóry i hamując procesy jej starzenia się. 

olej wiesiołkowy odżywia, dotlenia i poprawia ogólną kondycję skóry, a także hamuje proces jej starzenia się.
olej z baobabu nawilża, zmiękcza, regeneruje oraz uelastycznia skórę, pomaga redukować zmarszczki.
olej rokitnikowy przyspiesza regenerację naskórka, chroni go przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych, a ponadto nadaje skórze złocisty blask.
witamina E poprawia ukrwienie skóry, uelastycznia ją oraz wspomaga prawidłową gospodarkę wodną naskórka. olejek z paczuli– przeciwdziała starzeniu się skóry, silnie ją regeneruje i przywraca jej elastyczność.
olejek mirrowy wygładza, pielęgnuje oraz tonizuje skórę, długo zachowuje jej młodzieńczy wygląd, co więcej, ma także działanie uspokajające.
olejek z kadzidłowca charakteryzują go silne właściwości odmładzające, a ponadto poprawia samopoczucie i działa antydepresyjnie.


Skład: olej jojoba*, nagietek* i kocanka* w oleju z pestek winogron, olej z wiesiołka*, olej z baobabu, olej z ogórecznika*, olej z zarodków pszenicy, olej z dzikiej róży*, skawlan, macerat marchwi w oleju słonecznikowym, olej rokitnikowy, witamina E, witamina C, olejek eteryczny paczuli, olejek eteryczny żywicy drzewa mirra, olejek eteryczny z cedru, olejek eteryczny z kadzidłowca, olejek z liści cynamonu, olejek eteryczny z lawendy, olejek eteryczny z rumianku
*składniki pochodzące z certyfikowanych upraw organicznych


Opakowanie zawiera 30ml serum, które zamknięte jest w buteleczce z ciemnego szkła. Po odkręceniu widzimy dozownik, który pozwala zaaplikować odpowiednią ilość serum. Etykieta jest prosta, ale przejrzysta i czytelna. Ma elementy orientalne, co mi osobiście kojarzy się właśnie z różnymi olejkami. W składzie nie ma niczego, czego by być nie powinno :) Serum ma intensywny żółtopomarańczowy kolor, może brudzić ubrania. Niestety została mi plama na piżamie :( Co do zapachu jest in bardzo intensywny, orientalny. Na stronie zaznaczone jest, że nie zaleca się używania serum kobietom w pierwszym trymestrze ciąży, ze względu na obecność olejków eterycznych. Dla mnie jest on ciężki, ale nie na tyle, żeby nie mogła go używać. Serum jest bardzo wydajne, jednorazowo na twarz zakrapla się kilka kropel olejku. Od otwarcia należy produkt zużyć w ciągu 4 miesięcy i nie wiem czy uda mi się tego dokonać, bo po 2 miesiącach używania, nie ubyło w butelce wiele.


A co mogę powiedzieć o działaniu serum? Jestem jak najbardziej pozytywnie zaskoczona. Skóra rano wygląda zdrowo i promiennie, jest nawilżona. Czy wzmacnia naczynka i działa przeciwstarzeniowo? Cóż tego nie umiem stwierdzić ;) Na pewno cera po zastosowaniu serum wygląda dobrze. Trzeba uważać, żeby nie ubrudzić pościeli i ubrania, ale poza tym dla mnie produkt rewelacyjny. Niektórym może nie odpowiadać zapach, mi on nie przeszkadza. Cena to 89zł za 30ml, jednak patrząc na skład i wydajność serum wydaję mi się, że warto wypróbować.


Znacie markę IOSSI?
Manicure - zadbaną kobietę poznaje się po jej paznokciach?

Manicure - zadbaną kobietę poznaje się po jej paznokciach?

Zgodzicie  się ze mną, że dłonie/paznokcie są wizytówką kobiety? Zawsze zwracam uwagę na dłonie ludzi. Może dlatego, że sama mam problem, żeby doprowadzić je do dobrego stanu. Przeważnie mam na prawej dłoni uczulenie, skóra wtedy czasem pęka lub pojawia się wysypka. Co ją powoduje? Lekarz nie umiał mi powiedzieć jasno - alergeny czyli tak na prawdę wszystko: niekiel, substancje chemiczne, roztocza itd. Niestety :( Odkąd zmieniłam mydło w łazience na Yope dłonie mi się tak nie przesuszają a przez co skóra jest mniej podrażniona. Najgorsze jest jednak mycie naczyń! Nie cierpię używać rękawiczek a zmywarki niestety nie mam (póki co nie mam jej gdzie włożyć). Co do paznokci to oczywiście kształt moich mi się nie podoba, są za małe, no, ale żyć trzeba ;) Zostało mi więc dbanie o to co mam. W końcu każde paznokcie można jakoś podrasować. W tym poście pokrótce chciałam przedstawić co w tym temacie robię :)


Aby skóra dłoni była nawilżona, staram na bieżąco smarować ją kremem do rąk. Niestety mimo to skórki wokół paznokci nadal pozostają suche i nieestetycznie, łuszczą się i zadzierają. Wspomagam się oliwką, którą wsmarowuje, aby dodatkowo ją nawilżyć i łatwiej wycinać skórki rydełkiem (z Sally Hansen). Od razu lepiej to wygląda, następnie biorę pilniczek i nadaję kształt paznokciom. Niestety mam tendencje do rozdwajania się paznokci co jest irytujące, bo nie da się ich zapuścić. 


Gdy już pozbędę się niechcianych skórek i nadam im kształt pilniczkiem, odłuszczam płytkę paznokcia czyli idę umyć dłonie i dla pewności przejeżdżam wacikiem nasączonym zmywaczem każdy paznokieć. Następnie nakładam moją ulubioną bazę pod lakier czyli odżywkę z Golden Rose Black Diamond. Podstawowa informacja to ta, że nie zawiera formaldehydu. Dzięki niej lakier trzyma się dłużej a przy ciemnych kolorach kolor nie zabarwia trwale płytki paznokcia przez co łatwiej i szybciej jest go usunąć. Dodatkowo zabezpieczam paznokcie właśnie przed rozdwajaniem czy złamaniem. Teraz czas na położenie lakieru. Krycie czyli ilość położonych warstw zależy od koloru i producenta. Oczywiście lubię te szybko schnące, bo z moimi zdolnościami ledwo pomaluję paznokieć a już gdzieś walnę ręką i coś mi się na nich odbije. Strasznie mnie to irytowało! Do tego nie ma nic gorszego niż odpryśnięty lakier już po 2 dni i wypadałoby wtedy pomalować paznokcie od nowa...Z pomocą przyszedł mi wysuszać lakieru Insta-Dri z Sally Hansen. Po położeniu lakieru na paznokcie czekam chwilę, aż podeschnie - gdzieś ok. 2minut i nakładam warstwę wysuszacza. Zanim pomaluję drugą rękę, pierwsza jest już sucha. Wiadomo, że nie idę od razu myć garów, bo jednak mogłoby się coś stać z lakierem. Nie boję się już odcisków i spokojnie można iść np. spać, bo pościel nie odbije się nam na lakierze :) Do tego wysuszać sprawia, że lakier pięknie błyszczy i przedłuża jego trwałość. Tak pomalowane paznokcie zostają w nienaruszonym stanie nawet 4-5dni. Oczywiście wszystko zależy co w tym czasie robimy, ale jeżeli nie znęcamy się nad garami, szorując ich druciakiem lub nie pieprzemy ręcznie stosu prania to na pewno odczujemy różnicę :)


Niedawno miałam okazję mieć na paznokciach hybrydy. Sama nie mam zestawu do ich robienia, ale koleżanki mają - dziękuje I i M :* Zrobiłyśmy sobie paznokciowy wieczór i tak o to na paznokciach miałam takie piękne kolory Semilaców. Oczywiście to zasługa I, ja jestem totalnym laikiem jeżeli chodzi o paznokcie i nie wiedziałam w jakiej kolejności i dlaczego trzeba nałożyć kolejną warstwę. Przed tym M nadała moim paznokciom nowy kształt. Dotychczas miałam proste paznokcie w sensie kwadratowe a po opiłowaniu faktycznie prezentowały się ładniej. Chyba będę teraz zaokrąglony kształt paznokcia, a może jeżeli uda mi się zapuścić paznokcie to będę piłować je w kształt migdałka.


Poniżej moje hybrydy po prawie tygodniu noszenia. Niestety z dwóch paznokci lakier mi się podważył i z palca środkowego lakier się oderwał. Pozostałe paznokcie były bez zarzutu, hybryda trzymała się płytki paznokcia i nic nie odprysło. Możliwe, że stało się tak, bo źle odtłuściłam płytkę, albo jakoś dostało się powietrze pod warstwę hybrydy. 


Pojechałam więc do drogerii po zestaw do usuwania hybryd. Wybrałam się do Pigmentu, bo miałam do wykorzystania kartę rabatową. Do tego zabrałam jeszcze polerkę do paznokci, nie wiem dlaczego nie mam jej na zdjęciu tutaj. Hybrydy łatwo zeszły i nie naruszyły mi zbytnio płytki paznokcia. Na koniec pozbyłam się resztek topu, polerując wszystkie paznokcie. Teraz korci mnie, żeby kupić sobie swoją własną lampę do hybryd ;) Na pewno wygodą jest to, że hybryda trzyma się dłużej niż zwykły lakier. Jeżeli jest dobrze nałożona (nauczę się na pewno w końcu :D) to trzeba ją zmywać tylko dlatego, że pojawia się odrost (w sensie paznokieć rośnie).


Swoje paznokcie wzmacniam po ściągnięciu hybryd odżywczym eliksirem z Mokosh. Świetna sprawa, jest w formie olejku, który nanosimy na paznokcie i skórki wokół pędzelkiem - takim jak jest w lakierach. Póki co jestem bardzo zadowolona z efektów i na pewno napiszę o nim coś więcej w osobnym poście :)

Jestem bardzo ciekawa waszych paznokciowych rytuałów :) 
Denko luty 2016

Denko luty 2016

Nadrabiając zaległości, dziś zdenkowane produkty. W lutym pokończyły mi się kosmetyki, które polubiłam i używałam praktycznie codziennie. Nie było produktu, którego bym musiała męczyć jakoś specjalnie. Na dokładny opis co jak się sprawdziło zapraszam poniżej :)



1. A - Derma, żel pod prysznic na bazie owsa ultra-rich 200ml.
Żel pod prysznic wygrałam kiedyś u Hushaaabye. Przeznaczony jest dla osób ze skórą suchą i wrażliwą. Sprawdzał się dobrze, nie wysuszał skóry. Osobiście brakowało mi w nim jednej rzeczy - zapachu. Nie pachniał praktycznie niczym, ale w końcu był delikatnym kosmetykiem. Powrotu do niego osobiście nie planuję, bo zapach dla mnie jest istotną rzeczą w żelach pod prysznic, ale polecam go osobą, które mają problemy skórne i perfumowane kosmetyki mogą ich uczulać. Tak już mam, że w czasie kąpieli/prysznica powinno pięknie pachnieć w łazience ;)

2. Dove szampon Nourishing Oil Care 400ml.
Tą wersję szamponu używam od dawna, włosy najlepiej po niej wyglądają. Wiem jednak, że skład tego szamponu do najlepszych nie należy, także zakupiłam już butelkę z Planeta Organica, zobaczymy jak będzie się sprawować. 

3. Dove szampon regenerująco-odżywczy Regenerate Nourishment 250ml
Dostałam go w pudełku od Interendo. Cieszę się, że go wypróbowała, ma przeźroczysty kolor w porównaniu z opisanym powyżej szamponem Dove. Tak jak pisałam wyżej, będę się starać znaleźć delikatniejszy szampon.


4. Make Me Bio krem do twarzy Garden Roses
Bardzo wydajny krem, aktualnie w użyciu kolejne opakowanie. Recenzję znajdziecie w TYM poście.

5. Clarena balsam do ciała Body Advanced.
Próbka, którą dostałam od Interendo. Niby mała próbka a przydała się na wyjazd. Zapach balsamu jest specyficzny, ale przyjemny. Czy kupię pełne opakowanie? Nie wiem, zobaczymy ;)

6. Organique balsam do ciała z masłem shea
Wersja milk to póki co moja ulubiona, zużyłam już 2 lub 3 opakowania tego balsamu i na pewno zaopatrzę się w kolejne. Recenzję pisałam już TU.

7. Sylveco lekki krem rokitnikowy 
Potwierdzam fakt, że jego termin przydatności to 6 miesięcy od daty otwarcia. Miałam go właśnie pół roku i nic się z nim nie stało przez ten czas. Recenzję już napisałam i chętnie nabędę kolejne opakowanie.


8. Collection Lasting Perfection korektor pod oczy w odcieniu 1
Kolejne opakowanie. Mój ulubiony korektor pod oczy, stosuję go również jako baza pod cienie. Kolejne opakowanie już w użyciu.

9. Cartier La Panthere, 
Próbka wody perfumowanej, którą dostałam jako gratis do zakupów i powiem szczerze, że nie spodziewałam się, że zapach tak mnie urzeknie! Zapamiętuje i kiedyś w przyszłości może nabędę ;)

10. Próbki podkładów: 
  • Estee Lauder Double Wear Light - dla mnie trochę za ciężka konsystencja i dziwne uczucie wysuszenia na twarzy.
  • Sensai Fluis Finish Lasting Velvet - mniejsze uczucie ściągania niż w Estee Lauder, ale chyba póki co krem BB mi wystarczy.

Nowości lutego 2016!

Nowości lutego 2016!

Nawet nie wiem kiedy luty się skończył, a już prawie połowa marca! Wstrząs wywołany popatrzeniem na kalendarz mam już za sobą, czas więc zabrać się za zaległości. Zaczniemy od podsumowania co nowego trafiło do mnie w lutym. 
Na początku lutego złożyłam zamówienie w sklepie Kosmetykizameryki.pl. Skusiłam się na promocje wysyłka za 1zł. Wcześniej słyszałam o tym sklepie internetowym, ale nie zamawiałam wcześniej z niego. Przeglądając ofertę znalazłam kilka pozycji z mojej listy zakupowej w bardzo dobrej cenie.


Tak do koszyka trafił:
  • Tusz So Couture z L'oreal
  • Insta-Dri z Sally Hansen
  • Trymer do skórek z Sally Hansen
  • próbka pudru ryżowego z Ecocera 
Dodatkowo dostałam kod niespodziankę na następne zakupy - jeszcze nie sprawdzałam na jaką kwotę on jest ;)



Na początku miesiąca dostałam do testowania samoopalającą maskę nawilżającą z Vita Liberata. Jej działanie zrecenzowałam już w tym wpisie KLIK.


Zachęcona pozytywnymi opiniami i promocją w drogerii Natura skusiłam się na bronzer KOBO w odcieniu Nubian Desert. Cena przed promocją to 19,99zł. Udało mi się go dostać w cenie niższej o -49%. Dostępny jest jeszcze jeden odcień - Sahara Sand, ale jest jaśniejszy i cieplejszy. Osobiście bardziej odpowiada mi ciemniejszy Nubian Desert.


W lutym mam urodziny i dostałam niesamowity prezent od narzeczonego :) Pudełko z Mintishopu, w którym ukryte były takie skarby:


Od Douglas dostałam zniżkowy kod urodzinowy, który wykorzystałam na krem pod oczy z Norel. To moje pierwsze zamówienie on-line z Douglas'a i miło mnie zaskoczyło, że można było sobie wybrać do zakupów próbki. Dodatkowo dostałam bon zniżkowy na następne zakupy.


Udało mi się wygrać w konkursie u bibaba.pl książkę Sekrety urody Koreanek. Lektura już przeczytana, myślę, że podzielę się kilkoma uwagami odnośnie jej treści w osobnym poście :)


W moje ręce wpadł też krem z kwasami AHA. Dostałam go do testowania od marki APIS. W paczce znalazły się też próbki z serii Professional.

Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger