Szampon do włosów Planeta Organica w wersji Aleppo

Szampon do włosów Planeta Organica w wersji Aleppo

Muszę się przyznać, że byłam bardzo sceptycznie nastawiona do rosyjskich kosmetyków. Nie wiem z czego to wynikało, pewnie z mojej niewiedzy. Natknęłam się też na kilka nieprzychylnych recenzji i jakoś tak omijałam te produkty z daleka. Będąc kiedyś w drogerii szukałam szamponu do włosów, stojąc przed półką przeglądałam po kolei każdy pod względem składu. Chciałam znaleźć taki bez SLS w składzie. Tak trafił w moje ręce szampon Planeta Organica. Czy jestem z niego zadowolona? Zapraszam do lektury ;)


Gdy zobaczyłam skład rosyjskich szamponów to szczerze powiem, że mnie zaskoczyły. Postanowiłam dać im szansę i wypróbować na własnych włosach. Stwierdziłam, że albo będzie to wspaniałe włosowe odkrycie, albo totalna klapa - czytałam recenzję, że się nie pienią, robią siano z włosów i tego typu rzeczy.

Skład INCI: Aqua with infusions of Organic Olea Europaea Fruit Oil, Ficus Carica (Fig) Fruit Extract, Nigella Sativa Seed Extract, Organic Rosa Damascena Flower Oil (róża damasceńska), Cedrus Atlantica Bark Oil (cedr atlantycki), Thymus Vulgaris Oil (tymianek), Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil (olej z pestek winogron), Crocus Sativus Oil (szafran); Magnesium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Decyl Glucoside, Potassium Olivate, Glycol Distearate, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Sodium Chloride, Parfum, Citric Acid.

Szampon zawiera organiczną oliwę z oliwek, ekstrakt z owocu figi, czarny kminek, i różę damasceńską. Trzeba przyznać, że ma bardzo ciekawy skład zdominowany o owocowe ekstrakty. W składzie są obecne detergenty, ale znajdują się na dalszym miejscu i nie jest to zniesławiony SLS. 


Opakowanie szamponu jest estetyczne. Nieprzeźroczysta, ciemnobrązowa butelka o pojemności 280ml z dozownikiem z pompką jest bardzo praktyczne. Do tego ładna różowo kwiatowa etykieta. Aby zadozować odpowiednią ilość szamponu muszę nacisnąć kilka razy pompkę, ale nie sprawia mi to problemu (nie zacina się). Zapach szamponu jest bardzo przyjemny, delikatny, świeży. Wyczuwam w nim lekkie winogronowe nuty, o których nie można powiedzieć, że trącają sztucznością. Jak najbardziej odpowiadał mi zapach tego szamponu. Konsystencja jest żelowa, można powiedzieć glutowata. Nie ma problemu z rozlewaniem się szamponu. Jest przeźroczysty z lekko zielonkawą poświatą. U mnie szampon pienił się bardzo dobrze, nie miałam z tym w ogóle problemu. Dobrze się spłukiwał, a następnie dawałam na końcówki włosów odżywkę. Po umyciu mokre włosy bez problemu dało się rozczesać szczotką Tange Teezer. 

Zacznę ten fragment od tego przedstawienia jak wyglądają moje włosy - są długie, cienkie, ale w miarę jest ich sporo. Lubią się elektryzować i plątać, ale są proste. Głowę myję co drugi dzień. Po zastosowaniu szamponu Aleppo moje włosy stały się bardziej błyszczące i co dla mnie najważniejsze skóra głowy dobrze zareagowała na szampon, bo włosy nawet na drugi dzień wyglądały jak świeżo umyte i mogłam myć je co trzeci dzień!


Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona szamponem, włosy wyglądają po jego użyciu dużo lepiej. Myślę, że niepotrzebnie obawiałam się kosmetyków rosyjskich. Sugerowanie się opiniami innych czasem jest mylące, bo każdy z nas ma inną skórę, włosy i preferencję. Czasem warto spróbować coś samemu, ewentualnie podpatrzeć jak dany produkt sprawdził się u kogoś z podobnymi preferencjami co do kosmetyku. Dla osób, które szukają szamponu z dobrym składem i niewygórowaną ceną - kupiłam go chyba za 12zł mogę polecić szampon Planeta Organica. Narzeczonemu kupiłam inną wersję tej firmy i jego włosy wyglądają bardzo dobrze - mimo, że ma całkowicie różny włos od mojego ;)


Jestem ciekawa czy znacie i używanie kosmetyki rosyjskie? Też jesteście zdania, że albo się je lubi, albo nienawidzi? :)
Przesyła od firmy Lirene

Przesyła od firmy Lirene

Na początku tego tygodnia dostałam przesyłkę od marki Lirene z produktami do przetestowania. Kosmetyki były zapakowane w firmową, papierową torbę.


Podejście marki Lirene bardzo mi się podoba, ponieważ zostałam mailowo uprzedzona o tym, że paczka ma do mnie zostać wysłana, Poproszono mnie o określenie jakimi kosmetykami jestem zainteresowana, aby mogli dostosować produkty do moich potrzeb. Bardzo miłym akcentem była odręcznie napisana kartka, która była dołączona do przesyłki. Taka drobna rzecz a zmienia diametralnie podejście firmy :)



W paczce znalazłam:
  • Skoncentrowany żel napinająco - ujędrniający 
  • Brązujący balsam do ciała pod prysznic
  • Orientalna Magnolia krystaliczny żel pod prysznic
  • Morska Alga nawilżający balsam pod prysznic
  • ProVita D Opti Corrector korygująco - wygładzający krem pod oczy z wit. D
  • City Matt fluid matująco - wygładzający w odcieniu naturalnym
  • Dwufazowy płyn do demakijażu oczu
  • City Matt mineral mattifying compact powder w odcieniu naturalnym


Opakowanie pudru jest bardzo estetyczne, jeszcze nie wypróbowałam, ale na pewno dam znać jak się u mnie sprawdzi :)



Odżywczy balsam do ciała, Vianek.

Odżywczy balsam do ciała, Vianek.

Balsam kupiłam podczas dermokonsultacji Sylveco już jakiś czas temu. Spośród wszystkich wersji zapachowych, seria odżywcza spodobała mi się chyba najbardziej. Moja skóra jest sucha, zimą szczególnie. Szukałam czegoś co da jej ukojenie na cały dzień, a nie na 5 minut. 

Vianek jest kolejną marką wypuszczoną na rynek przez polską firmę Sylveco.  Inspiracją do stworzenia marki VIANEK stał się wyjątkowy motyw kwiatowy, który stanowi tradycję, przekazywaną z pokolenia na pokolenie w małopolskiej wsi Zalipie. Jest niezwykle oryginalną, jedyną w swoim rodzaju sztuką ludową, cenioną nie tylko w Polsce.

Vianek składa się z sześciu serii produktów, przeznaczonych do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów, które wyróżniają się kolorem:

    seria niebieska – nawilżająca
    seria zielona – orzeźwiająca i oczyszczająca
    seria pomarańczowa – odżywcza
    seria czerwona – ujędrniająca i przeciwzmarszczkowa
    seria różowa – relaksująca i łagodząca
    seria fioletowa – kojąca i wzmacniająca

Produkty nie są testowane na zwierzętach, nie stosuje też żadnych substancji pochodzących z martwych zwierząt. Zioła, które wykorzystujemy do produkcji, pochodzą z upraw ekologicznych, z terenów czystego Podlasia.
Termin ważności to 12 miesięcy od daty produkcji, 3 miesiące od momentu otwarcia. 


Skład: Aqua, Glycine Soja Oil, Glycerin, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Mel Extract, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Glyceryl Stearate, Pulmonaria Officinalis Extract, Linum Usitatissimum Seed Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Hippophae Rhamnoides Oil, Lecithin, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid, Limonene, Linalool.


Opis producenta: Aromatyczny balsam do ciała z ekstraktami miodunki, lnu i nagietka do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry. Odżywia, zmiękcza i uelastycznia. Dzięki zawartości olejów rokitnikowego i z pestek moreli długotrwale nawilża i wzmacnia naskórek, sprawiając, że staje się on bardziej sprężysty. Balsam wzbogacony został miodem - składnikiem, który znany jest ze swoich właściwości regenerujących.


Moja ocena:
Opakowanie - bardzo lubię produkty z pompką, nie dość, że są higieniczne, to jeszcze praktyczne. Nie trzeba nic odkręcać, szybko można zadozować odpowiednią ilość kosmetyku. Pompka się nie zacina i łatwo się ją naciska. Do tego wszystkiego piękna, ciesząca oko kwiatowa etykieta. Biała butelka jest nieprzeźroczysta.

Zapach - dla mnie jest on bardzo przyjemny, taki cytrusowy, świeży. Przypomina mi zapach jaki towarzyszy obieraniu pomarańczy ze skórki. Nie wyczuwam w nim sztuczności, a na ciele po aplikacji jest przez chwilę wyczuwalny. Mimo, że to wersja odżywcza to zapach jest bardzo energetyczny i orzeźwiający.

Konsystencja - jest treściwa, zbita, nie rozlewa się na dłoni. Kolor balsamu jest lekko żółty, ale po rozsmarowaniu robi się biały. Trzeba dwa, trzy razy przejechać dłonią po ciele, aby balsam się wchłonął. Mi to nie przeszkadza, bo to pretekst to wykonania masażu :)

Działanie - balsam nie pozostawia tłustej warstwy na skórze, dobrze się wchłania i nie lepi się. Efekt nawilżenia u mnie był widoczny już po pierwszej aplikacji. Skóra wygląda do zdrową i odżywioną, nie swędzi. Jestem zadowolona z działania, a także z wydajności balsamu.


Jestem zadowolona z balsamu do ciała Vianek. Chętnie wypróbuję inne warianty balsamów, ale i olejków do ciała. One też zapowiadają się ciekawie. Świetne składniki, design i do tego jeszcze polski produkt! Polecam przetestować :)

Biolaven vs Sylveco - porównanie płynów micelarnych.

Biolaven vs Sylveco - porównanie płynów micelarnych.

Lubię płyny micelarne, demakijaż przy ich pomocy jest szybki, a zarazem delikatny. Łatwo zmyć tusz, nie podrażniając przy tym oczu. Poradzi sobie również z trwałą pomadką. Po takim wstępnym zmyciu makijażu mogę dopiero umyć twarz żelem. Poniżej porównam dwa płyny micelarne z polskiej firmy Sylveco oraz Biolaven, który jest kolejną marką Sylveco. Oba mają składniki pochodzenia naturalnego, bez "niepotrzebnych" dodatków.


Lipowy płyn micelarny
Skład: Woda,  Ekstrakt z lipy,  Glukozyd decylowy,  Gliceryna,  Panthenol,  Alantoina,  Proteiny owsa,  Ekstrakt z aloesu,  Kwas mlekowy,  Kwas fitowy,  Alkohol benzylowy,  Kwas dehydrooctowy  

Długo zwlekałam z kupnem tego płynu, ze względu na obecność z ekstraktu z lipy. Jestem uczulona na pyłki lipy i coś mi się w głowie uroiło, że wszystko co związane z lipą może mnie uczulić. Oczywiście moja hipoteza jest totalnym mitem ;) Podczas używania nic mnie nie podrażniło, żadne uczulenie się nie pokazało, mogę wręcz stwierdzić, że jakiekolwiek zaczerwienienia na twarzy zostało przez ten płyn uspokojone

Po otwarciu butelki można wyczuć bardzo delikatny zapach, który nie jest wyczuwalny podczas aplikacji na skórę. Dla mnie to wielki plus, bo jednak nie jestem fanką zapachowych płynów micelarnych.

Kolor po wylaniu na wacik jest lekko żółty. Produkt jest zamknięty w brązowej butelce, która nie przepuszcza promieni słonecznych. Jednak da się przez nią zobaczyć ile płynu nam jeszcze zostało. 

Z działania jestem bardzo zadowolona i na prawdę nie mam się do czego przyczepić. Skład płynu mówi sam za siebie :) Cena za 200ml produktu to ok, 19zł przy czym często można załapać się na promocję.


Płyn micelarny Biolaven
Skład: Aqua, Coco-glucoside, Glycerin, Panthenol, Vitis Vinifera Seed Oil, Lactic Acid, Sodium Lactate, Benzyl Alcohol, Lavandula Angustifolia Oil, Dehydroacetic Acid, Silica, Parfum.

Z serii Biolaven używam żelu do mycia twarzy, który pachnie winogronowo, płyn z kolei pachnie intensywnie lawendą. Wiem już, że nie jestem fanką pachnących płynów micelarnych. Zapach lawendy też nie jest moim ulubionym, mimo to udało mi się zużyć produkt.  

Płyn jest bezbarwny, czasem lubił się pienić na skórze, co trochę mnie irytowało. Makijaż zmywał dobrze, radził sobie z tuszem jak i pomadkami. Butelka jest biała, nieprzeźroczysta. Design serii Biolaven jest bardzo ładny i podoba mi się zestawienie bieli i z lawendowym kolorem :) Na etykiecie jest deklaracja, że w składzie ma być olejek z pestek winogron i lawendowy. W szczegółowym wykazie składników olejku z winogron nie ma (jest za to w żelu do mycia twarzy) Zaszło tutaj więc nieporozumienie i wprowadzenie klienta w błąd. Buteleczka zawiera 200ml produktu i cena to ok. 17zł, często można kupić go jednak w niższej cenie.


Jak dotąd zużyłam dwa opakowania płynu micelarnego Biolaven. W końcu zdecydowałam się wypróbować zachwalany płyn lipowy i nie zawiodłam się, pod względem składu i braku zapachu jest dla mnie faworytem pośród tej dwójki. Zapach lawendy nie jest moim ulubionym, jeżeli chodzi o kosmetyki. Olejek lawendowy (Biolaven) mogę polecić osobom, które mają problem z wypryskami, bo ma on działanie aseptycznie. Z Biolaven płynu micelarnego już nie kupię, bo bardziej odpowiada mi płyn lipowy.
Ulubieńcy kwiecień - maj 2016 + kod promocyjny :)

Ulubieńcy kwiecień - maj 2016 + kod promocyjny :)

Tak dawno nie było ulubieńców, że w końcu postanowiłam się poprawić. Mam kilka ciekawych produktów do pokazania. Wybrałam kosmetyki, które spisują się u mnie dobrze i jestem z nich zadowolona. Podzieliłam ulubieńców na dwie kategorie - pielęgnacja i make up. Na końcu jest jeszcze niekosmetyczny ulubieniec, chciałam się z Wami podzielić fajną aplikacją :)


Ulubionym kremem stał się MultiVitamin Energizująco-odżywczy krem witaminowy z Norel. Używam go codziennie rano i jestem zachwycona. Kupiłam go na targach LNE Na pewno opiszę go w osobnym poście, bo jest tego wart ;)

Marka Ec Lab (na prawdę nie wiem jak to się w końcu pisze) odkryłam przypadkiem. Szukałam jakiegoś naturalnego i niedrogiego żelu pod prysznic a przy tym o ładnym zapachu. Ten pachnie winogronami, ale musicie sobie wyobrazić taką domową winorośl i dojrzałymi słodkimi winogronami - dla mnie ten żel właśnie tak pachnie :)
 
Łagodzący żel aloesowy 99% SKIN79 początkowo leżał chwilę w łazience nie używany. Pierwszy raz użyłam go jako maska na włosy i to był strzał w dziesiątkę. Trzymałam go na włosach przez jakieś 10-15 minut po czym normalnie umyłam głowę. Po wysuszeniu włosy były miękkie, błyszczące i nie plątały się, jak to mają w zwyczaju. Odlałam trochę żelu mamie i ona używa go na ukąszenia komarów, które ostatnio ją zaatakowały. Żel fajnie chłodzi skórę, a dodatkowo nawilża.

Do paznokci namiętnie stosuję Odżywczy eliksir żurawinowy z Mokosh. Malutkie opakowanie 10ml z aplikatorem w pędzelku jest łatwe w użyciu. Można nim smarować tylko skórki, ale ja aplikuje go na całe paznokcie. 

Ulubionym szamponem stał się Aleppo Shampoo z Planeta Organica. Poświęcę mu osobny wpis, bo jest co opisywać :)

Krem do rąk Scandia Cosmetics o zapachu melonowym jest idealnym kremem na lato.



Przed użyciem podkład No Mask z Lirene wydawał mi się nie dla mnie. Rzadka konsystencja, opakowanie bez dozownika i do tego dziwny kolor, mimo najjaśniejszego odcienia 01. Zmieniłam zdanie gdy nałożyłam ten podkład na twarz. Faktycznie nie tworzy efektu maski, ładnie wtapia się w skórę, łatwo się go aplikuje i nie odznacza się. Nakładam bardzo cienką warstwę na twarz i to wystarczy, żeby ujednolicić cerę. 

Tusz Volume Million Lashes So Couture z L'oreal to na prawdę dobry tusz za niewielkie pieniądze (oczywiście jeżeli upolujemy go w promocji i porównamy do perfumeryjnych marek). Nie skleja rzęs, wręcz mam wrażenie, że każdą z osobna pokrywa tuszem i do tego nie osypuje się. 

Z produktów do ust wytypowałam dwóch ulubieńców. Rouge Edition Velvet z Bourjois, kolor 07 Nude-ist jest pięknym naturalnym kolorem, który subtelnie podkreśla usta. Pasuje do każdego makijażu. Sheer Shine Stylo Lipstick czyli Połyskująca Pomadka do Ust z Golden Rose trawiła w moje ręce podczas Meet Beauty w kolorze 30. Niby ciemny kolor, ale pomadka jest lekko transparentna i na ustach wygląda bardzo ładnie a do tego chroni przed promieniami UV.

Do konturowania twarzy sprawdza się świetnie bronzer z Kobo. Odcień Nubian Desert to chłodny brąz, którym łatwo się pracuje. Dodatkowo niewątpliwym plusem jest jeszcze cena produktu, w promocji można go upolować za ok 10zł. 

Do brwi najwygodniejszym produktem dla mnie jest kredka z Catrice. Z jednej strony kredka, z drugiej precyzyjna szczoteczka do wyczesywania nadmiaru produktu. 

Swój pierwszy mineralny podkład poznałam dzięki firmie Costasy, przedstawiciela marki Lily Lolo w Polsce. Bardzo polubiłam się z aplikacją tego produktu, który ławo się rozprowadza pędzlem typu Kabuki. Testuje jeszcze, który kolor będzie dla mnie odpowiedni, bo jest ich na prawdę sporo i spokojnie można dobrać go do swojej karnacji.





A teraz zapowiadany niekosmetyczny ulubieniec i to od dłuższego czasu, czyli aplikacja UBER
Służy do zamawiania taxówki poprzez aplikację na telefonie. Firma została założona 2009 roku w Stanach i rozszerza swoją działalność i działa już w wielu krajach. W Polsce Uber zaczął oferować swoje usługi w Warszawie w 2014 roku. Aktualnie z aplikacji można już korzystać w większości dużych miast - odsyłam Was na stronę www.uber.com/pl/cities gdzie możecie wszystko sobie sprawdzić (m.in. Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Poznań, Wrocław). Jest też pokazane na stronie krok po kroku jak założyć konto i jak zamawiać transport, także na pewno każdy sobie z tym poradzi.

Dlaczego Uber stał się moim ulubieńcem? Nie wiem jak Wy, ale ja nienawidzę dzwonić po taxówkę i tłumaczyć Pani na infolinii przez telefon gdzie aktualnie stoję. Później kolejnym problemem jest znalezienie tego samochodu, który ma po mnie przyjechać w gąszczu innych, a na koniec okazuję się, że nie mam przy sobie gotówki i Pan za kierownicą się wścieka, że musi na mnie czekać, aż ogarnę jakiś bankomat. Do tego nigdy nie wiadomo kto siedzi za tą kierownicą. Tak to zdecydowanie zniechęca mnie do korzystania z taxówek, ale wiadomo są takie sytuacje kiedy na prawdę trzeba z niej skorzystać.

No i tutaj jestem w 100% zadowolona z Ubera. Wyciągam telefon, włączam aplikację i już pineska pokazuje mi na mapce gdzie stoję, mogę oczywiście przejść w jakieś wygodniejsze miejsce do zaparkowania, ale nie jest to konieczne. Mogę również ręcznie wpisać adres pod który ma podjechać taksówka i wpisać adres miejsca docelowego. Na wyświetlacz telefonu widzę czy jakieś samochodu Ubera są w pobliżu i jaki jest czas oczekiwania na taxówkę. Po zaakceptowaniu przez kierowcę zlecenia mogę śledzić na mapce jak do mnie jedzie (widzi gdzie stoję i nie musi do mnie dzwonić) i mam podane dane samochodu i kierowcy. Wsiadam, zamykam drzwi, kierowca ustawia cel podróży i jedziemy. Po dotarciu pod wskazany adres, kierowca ustawia koniec jazdy i aplikacja pobiera środki z mojego konta za przejazd. Spokojnie, przed wejściem do samochodu mamy wyliczone orientacyjnie ile przejazd będzie kosztował, także nie musimy się czuć zaskoczeni i najważniejsze nie trzeba się stresować czy ma się gotówkę i to najlepiej wyliczoną, bo kierowca nie ma jak wydać. Zawsze po wykonanym kursie mamy możliwość oceny kierowcy i samochodu. Mam wrażenie, że to świetny sposób na to, żeby kierowcy utrzymywali swoje auto w czystości. (Nie cierpię kiedy w taxówce śmierdzi papierosami, albo dynda 15 zawieszek Wunder Baum, żeby zamaskować nieprzyjemny zapach). Na e-mail dostajemy dokładne rozliczenie z przejazdu, więc wiemy za co zapłaciliśmy. 

Niewątpliwą zaleta Ubera jest to, że wystarczy mieć zainstalowaną aplikację na telefonie, żeby zamówić taxówkę w każdym mieście (oczywiście chodzi o miasta w którym Uber jest dostępny). Nie muszę się martwić, że nie znam numeru telefonu na infolinię taxówek w Gdańsku czy w Warszawie, a nawet Berlinie czy Pradze nie mam pojęcia jak się nazywają tam ulice. Od tego mam aplikacje i czuję się bezpiecznie, że w razie potrzeby mogę z niej skorzystać i zamówić transport :)


A teraz mam dla Was kod promocyjny! Jeżeli ściągniecie aplikacje Uber i założycie konto, to wpisując w zakładce ZNIŻKI kod promocyjny: srz1atw4ue dostaniecie do wykorzystania na pierwszy przejazd 20zł! Także przejazd taksówką po mieście za free :)


No to się rozpisałam :) Jestem ciekawa czy znacie moich ulubieńców i czy korzystaliście już z aplikacji Uber? Jeżeli nie, to czy macie chęć z niej skorzystać? :)
Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger