Wishlista 2016 - rozliczenie. Co kupiłam, jak się sprawdziło i co nadal chce wypróbować.

Wishlista 2016 - rozliczenie. Co kupiłam, jak się sprawdziło i co nadal chce wypróbować.

Tworzenie wish list to jedno, a rozliczanie się z nich? :) Patrząc wstecz na to co chcieliśmy możemy sobie uświadomić czy dana rzecz to tylko zachcianka czy faktycznie bardzo chcemy ją mieć. Powoli tworzę już listę na 2017 rok, a tym czas poniżej znaleźć możecie zobaczyć listę utworzoną w zeszłym roku. Powiem szczerze, że na prawdę sporo z niej znalazło się u mnie. Czasem nie był to dokładnie konkretny produkt, ale marka się zgadza :) Na zielono zaznaczyłam produkty, których nie udało mi się wypróbować.

Pierwsza kategoria - PIELĘGNACJI CIAŁA
1 2 3 4 5 6 7 8
 
1 Nie poznałam się z marką Zielone Laboratorium, nadal mnie jednak ciekawi.
 
2 Załapałam się już na nową wersję żelu aloesowego 99% ze Skin79. Żel aloesowy jest na prawdę uniwersalnym kosmetykiem.
 
3 Z Vianka nie poznałam olejku do ciała, który zamieściłam w wish liście, za to wypróbowałam odżywczy balsam do ciała i peeling do ciała. Aktualnie używam jeszcze płynu do higieny intymnej z Vianka.
 
4 Z Nacomi skusiłam się na krem pod oczy. Już niedługo pojawi się jego recenzja. Chętnie sięgnę po inne produkty tej marki.

5 Mydła Yope kupowałam w tym roku na namiętnie. Bywały promocje, gdzie kosztowały ok 10zł, więc wtedy robiłam zapas.

6 Orientany nie udało mi się wypróbować, ale nadal chętnie poznam.
 
7 Z Organique skusiłam się na ałun, ale nie był to strzał w dziesiątkę.
 
8 W tym roku zamiast The Secret Soap Store polubiłam ich firmę matkę - Scandia Cosmetics.



Druga kategoria - PIELĘGNACJA TWARZY
1 2 3 4 5 6 7 



1 i 2 Norel w tym roku pojawiał się u mnie często. Z żurawinowej serii skusiłam się na krem pod oczy. Stosuję też kwasowy tonik, kolejne opakowanie kremu multiwitaminowego oraz serum z witaminą C. Jestem z nich bardzo zadowolona i chętnie poznam kolejne produkty. 
 
3 Holika Holika i ich kultowy żel aloesowy znalazł się u mnie.
 
4 Miałam próbkę kremu w wersji Orange z Make Me Bio i zapach mi nie podszedł. Kupiłam w końcu Lekki krem nawiżający SPF25
 
5 Pierwszy kosmetyk, który testuję z Resibo to olejek do demakijażu. Szykuje się recenzja, ale już mogę powiedzieć, że chętnie wypróbuję ich krem pod oczy.

6 Produkt It's Skin dostałam w paczce od Inteterendo. Póki co Pianka MangoWhite to jedyny produkt, który przetestowałam z tej marki.
    
7 Marki Purite nadal nie testowałam. 


Trzecia kategoria - MAKIJAŻ

1 2 3 4 5 6 7 8 9
1 Podkłady mineralne miałam w tym roku możliwość przetestować, z czego bardzo się cieszę. Produkty Annabelle Minerals dostałam podczas konferencji Meet Beauty. Do testów dostałam również mini produkty Lily Lolo. Minerały to na prawdę fajna sprawa.

2 Tusz do rzęs So Coutute stał się moim ulubieńcem! Aktualnie używam wersji So Couture So Black, która też jest świetna.   

3 Skusiłam się jednak na wysuszacz do lakieru z Sally Hansen. Co prawda używam teraz hybryd, ale paznokcie u stóp dalej maluję tradycyjnymi lakierami i tam przyspieszacz wysychania jest nieoceniony.

4 Kosmetyki z TheBalm dalej za mną chodzą i to nie tylko bronzer i rozświetlacz, ale i paletki cieni.
 
Zoeva En Taupe jest u mnie dzięki mojemu żowi :)

6 Better Than Sex z Too Faced dalej mnie ciekawi szczególnie ze względu na jego mocno kontrowersyjne opinie. Może trafi się kiedyś miniatura tego tuszu w którymś z Sephora box.

7 Niezmiennie pomadka z MAC za mną chodzi, ale nadal się na nią nie skusiłam. Przede wszytskim nie mogę się zdecydować na kolor ;)

8 Urban Decay to jedna z tych marek, którą bardzo bym chciała przetestować i nad myślę, że kredka na początek do dobry pomysł.

9 W tym roku miałam okazję być na warsztatach macicuru hybrydowego, na które zaprosiła mnie marka Indigo. Największą jednak niespodzianką był dla mnie upominek jaki dostałam - zestaw startowy do hybryd, gdzie znalazłam wszystko do robienia sobie paznokci w domu :)   
Jak pomóc innym? Możesz to zrobić nawet u fryzjera! Fundacja Przyjaźni WeGirls

Jak pomóc innym? Możesz to zrobić nawet u fryzjera! Fundacja Przyjaźni WeGirls

Jak można pomóc innym? Jest na to wiele sposobów - akcja krwiodawstwa, Fundacja DKMS, Szlachetna Paczka. Każdą fundacje można oczywiście wesprzeć finansowo. Dodatkowo przy rozliczeniu podatkowym, każdy ma możliwość przekazać swój 1% podatku na wskazany cel. Pomaganie jest fajne! Czasami nie musi nas kosztować wiele, a dla innych jest to zbawienne. Oprócz krwi, szpiku, pieniędzy darować można również włosy. Wiem, że wśród Was jest wiele włosomaniaczek, które nie wyobrażają sobie ściąć włosy. W takim wypadku można wrócić do początku postu i jeżeli chce się zrobić coś dobrego, wybrać inną formę pomocy :) Jeżeli natomiast macie ochotę np. na zmianę wizerunku, a przy okazji zrobić tzw. dobry uczynek to zapraszam dalej, gdzie opiszę dokładnie jak to zrobić.
 
Znam dwie fundacje, które zajmują się dostarczaniem peruk dla osób chorych, które straciły własne włosy. Fundacja Rak'n roll ruszyła z akcją Daj Włos! Na stronie Fundacji przeczytać możemy: 
Obecnie w Polsce peruki z naturalnych włosów są tylko częściowo refundowane przez NFZ, a dopłata do nich jest wyjątkowo wysoka. W odpowiedzi na tą sytuację ruszyła akcja „Daj Włos!”. Każdy, kto chce obciąć włosy, może to zrobić w dobrym celu – na peruki dla kobiet w trakcie chemioterapii. Angażujemy do współpracy zakłady fryzjerskie, które ścinają włosy w odpowiedni sposób, a następnie przekazują je nam. Dalej wędrują do perukarni Rokoko, która robi doskonałe, wygodne i piękne peruki. Te są przekazywane za darmo kobietom, które walczą z rakiem. Dzięki temu mogą wyglądać znacznie lepiej i mają więcej siły w drodze do zdrowia.  


Drugą fundację, którą znalazłam jest  Fundacja Przyjaźni WeGirls.
 

Na stronie fundacji przeczytamy : Fundacja Przyjaźni WeGirls działa prężnie już od kilku lat. Dzięki naszym darczyńcom nie tylko z Polski ale i z innych krajów, zbieramy włosy, a dzięki naszemu partnerowi – firmie Rokoko – dostarczamy peruki uzyskiwane w toku całkowicie bezpłatnej  produkcji. Zaangażowanie firmy Rokoko, z którą współpracujemy już kolejny rok, praca całego zespołu oraz woluntariuszy pozwala nam przekazywać darmowe peruki dzieciom, które ich potrzebują. 

Zdecydowałam, że po ślubie zetnę włosy i przekaże je fundacji, która zrobi z nich perukę i przekaże potrzebującym dzieciom.
Niezależnie której fundacji przekażecie włosy, instrukcja ścinania włosów jest podobna. Oby dwie Fundacje organizują akcje, gdzie można ściąć włosy. Dodatkowo na stronie można znaleźć listę salonów fryzjerskich, gdzie obetniemy włosy za darmo. Jeżeli nie ma takiego w pobliżu waszego miejsca zamieszkania, włosy można ściąć według poniżej zamieszczonych zasad i wysłać na adres fundacji.

Minimalna długość włosów, które można przekazać fundacji to 25 cm. Włosy należy przed ścięciem umyć, bez korzystania odżywki, nie wolno pomieszać końca włosów z nasadą. 25 cm to minimalna długość włosa, z którego perukarz jest w stanie utkać perukę 15 cm. Krótsze włosy nie są wykorzystywane. Można za to oddać włosy, które mają więcej niż 25cm, wtedy powstanie peruka z dłuższymi włosami. Włosy mogą być farbowane na ciemniejsze kolory, nie mogą być jednak rozjaśniane, ombre ani po hennie! Z ciekawostek - żeby zrobić jedną perukę, trzeba zebrać włosy od trzech dawców!

Instrukcja ścięcia włosów:
 
1.  Umyte i wysuszone włosy dzielimy na kilka pasm. Nie nakładamy odżywki na włosy!
2. Każde pasmo pleciemy w warkocz, po czym wiążemy gumką (najlepiej recepturką) dla bezpieczeństwa w kilku miejscach.
3. Warkocze ucinamy około 2 cm powyżej utrzymującej ich gumki (od strony głowy), nie należy ich wyrównywać.
4. Ścięte i dokładnie wysuszone warkocze zawijamy, np. w papier.
5. Oznaczamy nasadę włosa, np. wkładamy pod gumkę karteczkę z napisem "nasada".
6. Włosy wysyłamy na adres Fundacji podany poniżej. 

Adres do wysyłki włosów:

Fundacja Przyjaźni WeGirls
ul. Grochowska 341/89
03-822 Warszawa

lub

Fundacja Rak'n'Roll
ul. Wiśniowa 59/6
02 - 520 Warszawa






Oddałam pół metra włosów, wile osób mnie pytało czy nie żałuję. Oczywiście, że nie żałuję. Włosy przecież odrosną! Nigdy nie miałam krótkich włosów, a okazja, żeby sprawdzić nową fryzurę i do tego pomóc komuś to idealne zestawienie. Teraz włosy schną mi chwilę w porównaniu do kilku godzin, kiedy miałam długie włosy :) Także jeżeli macie ochotę na małą odmianę lub po prostu chcecie skrócić włosy to pomyślcie o oddaniu 25cm dla innych!
34 Międzynarodowy Kongres i Targi Kosmetyczne LNE, Spotkanie blogerów Beauty Flash

34 Międzynarodowy Kongres i Targi Kosmetyczne LNE, Spotkanie blogerów Beauty Flash

Targi LNE w Krakowie odbywają się dwa razy do roku - jesienią w listopadzie i na wiosnę w kwietniu. W tej edycji padł rekord, jeżeli chodzi o liczbę wystawców - ponad 200 stoisk zmusiło organizatorów do wynajęcia drugiej sali. Wcześniej wszyscy mieścili się w jednym pomieszczeniu, podczas tych targów rozdzielono wystawców na "paznokciowych" i resztę. Pomimo tego przedsięwzięcia przechodzić między stoiskami było ciężko, kupujących było na prawdę sporo.




W tym roku po raz pierwszy (odkąd ja pamiętam) równolegle z targami odbyło się spotkanie blogerów Beauty Flash, organizowane przez serwisuroda.pl. Cieszę się bardzo, że zostałam na nie zaproszona, dodatkowo każdy z blogerów dostał dwudniowy karnet na Targi. W sobotę zebraliśmy się o 9:50 przed szatnią. Rozpoczęcie miało być o 10:00, niestety z powodu problemów organizacyjnych był mały poślizg. 


Przywitali nas Małgorzata Waszczyk-Cocińska, manager ds. marketingu, reprezentująca LNE oraz Sebastian Tatarek, kierownik ds. projektów i komunikacji, portal SerwisUroda.pl. Niestety niedogodnością był brak nagłośnienia, a miejsce, w którym się zebraliśmy było fatalne, jeżeli chodzi o akustykę. Od sal targowych w których przeprowadzane były pokazy (z nagłośnieniem) odgradzała nas jedynie kurtyna. Organizator przepraszał nas za to bardzo, tłumacząc się, że został źle poinformowany o wyglądzie pomieszczenia. Musieliśmy bardzo wytężyć słuch, aby cokolwiek usłyszeć, a osoby z dalszych rzędów przesuwały swoje krzesła do przodu. Niemniej jednak atmosfera była miła, była okazja do poznania nowych osób i ponarzekania na zaistniałą sytuację ;)


Pierwszy wykład prowadziła Monika z bloga Candymona, która opowiedziała o blogowaniu ze swojego doświadczenia. Szczegółowo opisała m.in. proces robienia ładnych zdjęć, zdradzając swoje sposoby - oświetlenie, sprzęt, tła. 


Firma Nails Company zaprezentowała swoje produkty. Wykładu niestety praktycznie nie słyszałam, ale za to przypatrywałam się jak stylistka zdobiła paznokcie modelki. Opisywała każdy krok, zwracając uwagi na ważne aspekty - takie jak zachowanie higieny pracy. Robiąc manicure innym osobą, nawet znajomy, należy dezynfekować sprzęt, a patyczki czy pilniczki powinny być używane tylko przez nas. 
Bardzo ładnie prezentowały się lakiery magnetyczne. Nowością dla mnie była seria lakierów ONE STEP, czyli jeden lakier 3w1 bez warstwy dyspersyjnej. Produkt po nałożeniu na paznokcie utwardza się w lampie, a zdejmuje standardowo remowerem. Zaleca się stosowanie tego typu lakierów na krótkie paznokcie. Od marki dostałam próbki ich kosmetyków pielęgnacyjnych oraz oliwkę do skórek.



Firma Ikor zaprezentowała makijaż wykonany w całości swoimi produktami. Dzięki pomocny męża Moniki mogliśmy wszystko na ekranie monitora, a na koniec znalazł się i mikrofon. Ikor to przede wszystkim produkty, które zawierają wyłącznie czyste mineralne składniki takie jak: tlenek cynku, dwutlenek tytanu, mika i tlenki żelaza, dlatego doskonale sprawdza się w przypadku wszystkich rodzajów cer, nawet tych najbardziej problemowych. Nie podrażnia i nie zatyka ujść gruczołów łojowych. Dodatkową zaletą produktu jest wysoki współczynnik ochrony przeciwsłonecznej. Firma zapewnia, że można nakładać minerały nawet na podrażnioną skórę. Do wypróbowania od firmy dostałyśmy pigment mineralny, pierwotnie dostał mi się kolor turkusowy. Niespecjalnie bym go używała, więc dzięki uprzejmości IKOR mogłam go wymienić na Beige White.


W ostatniej części spotkania przeprowadzone zostały warsztaty. Należało wykonać kosmetyków z produktów dostępnych w kuchni, na stoliku znalazłyśmy m.in. mleko, miód, cytryny, olej. Zostaliśmy podzieleni na cztery grupy. Każda musiała wybrać swojego lidera, który oddelegowany do stanowiska z różnymi produktami mógł wybrać tylko cztery, na bazie których następnie zespół miał stworzyć kosmetyk. Nie powiem, wielką frajdą było pracować w grupie i miałyśmy z tego wielki ubaw.



Jury, w skład którego wchodzili – Monika, autorka bloga Candymona; Michał, autor bloga Twoje Źródło Urody oraz Sebastian Tatarek, reprezentujący portal SerwisUroda.pl wyróżnili nasz produkt - kawowy peeling do ciała :)


W sobotę nie miałam czasu przejść się po stoiskach. Skorzystałam z karnetu i przyjechałam w niedziele z całą listą do kupienia - większość rzeczy była oczywiście dla znajomych :)


Zaopatrzyłam się w cążki, które idealnie sprawdzają się do pozbywania się zadziorów ze skórek przy paznokciu.


Idealny krem - maść do dłoni na noc. Sprawdza się u mnie też jako krem do stóp.


Moje odkrycie tego roku - kremy marki Scandia Cosmetics! Super skład i do tego piękne zapachy :)


Produkty marki Norel podczas targów można kupić w pojemnościach "salonowych" i z dużymi zniżkami. Krem Witaminowy 150ml był tańszy niż dostępne w Douglasie 50ml. To kolejne opakowanie tej wersji kremu. Skusiłam się także na serum z witaminą C. Żałuję teraz, że nie kupiłam sobie kremu pod oczy, będę musiała poczekać do następnej edycji targów.


Produkty, które dostałam w targowych torbach - krem do rąk z Bielendy. Odżywkę do paznokci i pigment IKOR opisywałam powyżej.


Tak zachwalałam produkty Norela, że miałam nie małe zamówienie na ich kosmetyki :) Z Kryolanu kupiłam (nie dla mnie) maskary do rzęs - pogrubiającą i wodoodporną. Ciekawe jak się sprawdzą.


Wpadła też nowy kolor hybrydy, tym razem Neo Nail w odcieniu Light Beige.


Nowości październik 2016

Nowości październik 2016

Opisywane w tym wpisie nowości to w głównej mierze prezenty i zakupy z podróży. Tak się zdarzyło, że w październiku wzięłam ślub, a następnie pojechaliśmy z mężem w tak zwaną podróż poślubną. Wybraliśmy Pragę, tak wiem, jest to mało tropikalne miejsce. Oczywiście bardziej fancy byłoby jechać na jakąś karaibską wyspę, szczególnie w piździerniku, kiedy w Polsce jest 5 stopni. Byliśmy jednak zbyt zmęczeni przygotowaniami do ślubu, żeby pomyśleć wcześniej o zorganizowaniu sobie egzotycznego wyjazdu. Po ślubie mieliśmy wreszcie chwilę odprężenia, sprawdziliśmy pociągi, zarezerwowaliśmy hotel i na drugi dzień rano byliśmy już w podróży do stolicy Czech. Praga jest piękna, na prawdę polecam, żeby ją zobaczyć. Udało nam się, że podczas naszego pobytu zaświeciło słońce i zrobiło się ciepło - jak na październik oczywiście. Miałam okazję sprawdzić swój język, mówiąc wszędzie po czesku.Dobrze, dobrze, ale wróćmy już do kosmetyków ;)



Dostaliśmy na prezent ślubny między innymi, a bardziej ja dostałam, bo mąż raczej nie będzie używał ;) paczkę w której znajdowały się kosmetyki z UK. Dzięki Cooler :* Marka Soap&Glory jest bardzo trudno dostępna w Polsce. Błyszczyk Sexy Mother Pucker, który po nałożeniu powoduje lekkie mrowienie ust. Nawilżający krem do twarzy Speed plump ma świetny zapach, no i to retro opakowanie! Pomadki ochronne Burt's Bees uwielbiam, a pomadek do ust nigdy dość ;) Do tego jeszcze mydełko Yardley London, która bardzo intensywnie pachnie lawendą. Dostaliśmy również bajecznie pachnącą dużą świece z Bath&Body Works - zapomniałam jej sfotografować, ale na pewno jeszcze pojawi się na blogu!




Nie mogłam nie wykorzystać faktu, że w Pradze znajduje się salon LUSH. Jest dużo mniejszy niż ten, który widziałam w Londynie, mimo to zaopatrzony był zadowalająco. Ja wpadłam w wir wąchania i próbowania wszystkiego po kolei, a mąż się ze mnie oczywiście śmiał, no przecież nie na co dzień mogę chodzić po LUSHu. Zdecydowałam się w końcu na słynny Comforter, czyli kulę do kąpieli, która pachnie cudnie (to już moja druga sztuka, kupiłam ją też w Londynie). Spokojnie starcza na 2 - 3 kąpiele. Chciałam wypróbować w końcu świeżą maseczkę do twarzy. Dostępne są w dwóch pojemnościach mała 50g i duża chyba 125g. Kupiłam ostatecznie małą, ponieważ trzeba ją zużyć w przesięgu niecałego miesiąca, a dodatkowo należy ją trzymać w lodówce. Padło na Rosy Cheeks, maskę z olejkiem różnym i czerwoną glinką. W LUSH bardzo mnie intrygowały szampony w kostce, oczywiście trudno było mi się zdecydować, który wybrać. Prócz składu i działania, ważny był dla mnie zapach, wybrałam w końcu cytrusowy Montalbano. Dokupiłam do szamponu metalowe opakowanie, w którym się go trzyma po użyciu i wyschnięciu.



Na Duraline z Inglota zdecydowałam się jeszcze przed ślubem. To był mój ostatni zakup do makijażowego kuferka Panny Młodej. Potrzebowałam go, żeby odświeżyć mój eyeliner w żelu, który zaschnął. Duraline przywrócił mu konsystencje, a do tego przedłużył jego trwałość. Nic się nie rozmazało, ani nie skruszyło. Można go również użyć do zaschniętej maskary do rzęs, albo zrobić sobie eyeliner z pokruszonego cienia do powiek.


Robiąc zakupy w Tesco, zauważyłam półkę z kosmetykami Organic Shop. Nie mogłam przejść obojętnie i wróciłam z masłem do ciała o zapachu liczi. Za 250ml zapłaciłam ok 9zł. Ostatnio bardzo polubiłam się z tą marką. Żele pod prysznic i mydła do rąk mają bardzo fajne.


Z nowości mogę jeszcze nadmienić o Instax Mini. Śmieszny, mały aparacik, który chyba wszyscy kojarzą z instagramowych zdjęć. Przyznam, że jest to świetny gadżet! Naciskasz przycisk, wyskakuje kartonik wielkości karty kredytowej, czekasz 30 sekund i jest zdjęcie. Za każdym razem towarzyszy temu wielkie oczekiwanie -  wyjdzie czy nie wyjdzie? O nie! Pewnie będę mieć zamknięte oczy, albo lepiej ktoś mi uciął głowę, albo włożył palec przed obiektyw. Zabawa jak kiedyś z aparatem na film, emocje gwarantowane :) Instax został kupiony z myślą o weselu, postawiliśmy go na stoliku obok Księgi Gości. Każdy mógł się sfotografować i wkleić do niej swoje zdjęcie, a my na drugi dzień mogliśmy już oglądać swój album z wesela :)

Denko wrzesień - październik 2016

Denko wrzesień - październik 2016

Kolejna porcja zużytych produktów doczekała się swoich mini recenzji. Podobnie jak ostatnio zebrałam pustaki z dwóch miesięcy, bo przynajmniej trochę ich wtedy jest. Wydaję mi się, że tak już zostanie. Nie ma sensu pisać o dwóch trzech rzeczach, lepiej zebrać większą gromadkę na raz. 

Aby ułatwić opis, wprowadziłam oznaczenie poziomu zadowolenia z produktu kolorami:

kolor zielony - kupię ponownie
kolor pomarańczowy - może kupię
kolor czerwony - nie kupię  



1. Balsam do ciała Coconut Oil Palmer's
Bardzo przyjemnie stosowało się ten balsam, aż szkoda, że się skończył. Zapach kokosu był obłędny! Must have dla coconuts lovers ;) Pełna recenzja produktu w TYM wpisie.

2. Mydło do rąk Vanilla cinamon YOPE
Bardzo lubię te mydła i fakt, że opakowania po nich pojawiają się praktycznie w każdym denku, ten fakt powinien potwierdzić :) Wersja wanilii z cynamonem jest moją ulubioną. Odsyłam do recezji. Na targach kosmetycznych w Krakowie miałam przyjemność trzy nowe wersje zapachowe mydeł - są z ulepszoną formułą i niestety droższe.

3. Żel pod prysznic Organic Mint Organic Shop
W denkowaniu pomaga mi dzielnie mój mąż :D Jego podstawowe i praktycznie jedyne kosmetyki to szampon i żel pod prysznic. Staram mu się kupować naturalne produkty. Wersja miętowa żelu pod prysznic skojarzyła mi się z męską wersją i nie pomyliłam się. Osobiście wolę bardziej owocowe i kwiatowe zapachy. Mięta dla faceta na pewno się sprawdzi :)

4. Scrub do ciała Ayurveda Rituals
Przecudownie pachniał! Dostałam go w pudełku Birchbox, które przywiozłam sobie w zeszłym roku z Londynu. Używałam go tam długo, z prostego powodu. Był tak wspaniały, że dozowałam go bardzo racjonalnie, żeby starczył jak najdłużej :D Ostatnio widziałam, że Hania w swoim sklepie ma markę Rituals. Akurat tej wersji scrubu u niej nie wiedziałam, ale mam nadzieję, że pozostałe wersje pachną równie obłędnie :)

5. Ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała z mielonymi pestkami malin Vianek
Dostałam ten peeling podczas dermokonsultacji marki Sylveco do zakupów. Cieszyłam się bardzo, bo zapach malin to jeden z moich ulubionych. Po otworzeniu opakowania, nastąpiło niestety rozczarowanie. Peeling pachniał bardzo dusząco, nic nie przypominało mi w nim zapachu malin. Działanie było zadowalające, skóra po użyciu peelingu była bardzo nawilżona. Może kiedyś skuszę się na inne wersję zapachowe. Pamiętam, że z wersji odżywczej miałam balsam, którego zapach z kolei bardzo mi się podobał.

6. Masełko do ust Soczysta brzoskwinia Bielenda
Produktów do ust nigdy za wiele. Masełko znalazłam w JOYBoxie. Wolę jednak pomadki w sztyfcie, niż w słoiczkach.

7. Maska do twarzy Watermelon Girl - Skin79
Maseczki w płachcie są teraz na topie. Nie powiem, ich stosowanie jest bardzo wygodne. Nie trzeba się zajmować ich przygotowaniem, tylko siup wyciągamy szmatkę z opakowania i sru na buzię. Do tego są bardzo urocze - kotki, pieski, pandy czy truskawki i arbuzy.



8. Szampon organiczny rokitnik Planeta Organica
Podobnie jak miętowy żel pod prysznic, ten szampon zdenkował mąż. Podebrałam mu go kilka razy i włosy jak u niego tak i u mnie były bardzo miłe w dotyku. Dobrze się pieni, jest wydajny, na końcu zakrętki jest dozownik, który trzeba wcisnąć, żeby go otworzyć. Łatwe i praktyczne.

9. Micelarny płyn do demakijażu twarzy i oczu Ec Lab
Z marki Ec Lab miałam krem do twarzy i postanowiłam wypróbować też płyn micelarny. Jak krem bardzo polubiłam i chętnie bym do niego wróciła, tak ten płyn mnie jakoś nie zachwycił. Nie był zły, ale powiedzmy sobie, był takim przeciętniakiem. 

10. Wybielająca pasta do zębów Blanx
Wiem, pasta w denku. Chciałam jednak zwrócić na nią uwagę, bo oprócz ciekawego opakowania (pozbywamy się problemu spadającej zakrętki) to pasta na prawdę działa. Po wybielaniu zębów dentysta zalecił, żeby właśnie nią myć zęby. 

11. Tusz do rzęs So Couture L'oreal
Bardzo dobry tusz, w jego wypadku miałam wrażenie, że czym był starszy, tym bardziej podobał mi się efekt jaki dawał na rzęsach. Nie osypywał się, nie rozmazywał. Aktualnie mam wersję So Couture So Black, ale wydaję mi się, że to jednak jest inny tusz, mimo, że szczoteczki mają praktycznie identyczne. 

12. Pomadka ochronna do ust Pomegranate Burt's Bees
Naturalna pomadka z pszczelim woskiem. Jest dość tępa, ma charakterystyczny zapach, tzn. czuć w nim coś co przykrywa lekko zapach (w tej wersji) granatu. Dla mnie fajnie nawilża usta, chroni je przed zimnem. Już kolejne opakowania czekają na swoją kolej. Minusem jest słaba dostępność w Polsce.




Trochę zużytych próbek. Wrzesień był czasem intensywnych poszukiwań podkładu. Padło na markę Clarins, trzeba było jeszcze dobrać odpowiedni kolor i formułę. Produkty Norel oczywiście na tak. Znalazłam kilka próbek produktów Arbonne, które w końcu zużyłam.
Lirene, No Mask, fluid + serum z kwasem hialuronowym. Podkład dla każdego?

Lirene, No Mask, fluid + serum z kwasem hialuronowym. Podkład dla każdego?

Podkład No Mask na sklepowych półkach pojawił się około kwietnia tego roku. Swój egzemplarz do testowania dostałam podczas Konferencji Meet Beauty. Podczas spotkania został nam zaprezentowany makijaż przy użyciu fluidu No Mask, wykonany przez wizażystkę Lirene. Mam otwarty ten podkład od kwietnia i myślę, że najwyższy czas coś więcej na jego temat napisać.


Informacja ze strony Rossmann

Ultralekki, długotrwały fluid No Mask zapewnia perfekcyjny i nieskazitelny wygląd cery przez cały dzień. Fluid nie zmienia koloru w czasie, nie rozmazuje się i nie brudzi ubrań. Lekka, płynna konsystencja sprawia, że fluid idealnie stapia się ze skórą, dzięki czemu makijaż wygląda świeżo i naturalnie, a skóra nie jest obciążona. Cera o wyrównanym kolorycie staje się gładka i aksamitna w dotyku. Zawarty w formule kwas hialuronowy odpowiednio nawilża skórę, w efekcie czego cera wygląda zdrowo i promiennie. Elastonyl zapewnia skórze odpowiednie napięcie oraz ochronę i regenerację.  

Skład: Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Caprylyl Methicone, Isododecane, Polyglyceryl-4 Isostearate, Pentylene Glycol, Butylene Glycol, Nylon-12, PEG-10 Dimethicone, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Sodium Chloride, Disteardimonium Hectorite, Triethoxycaprylylsilane, Magnesium Sulfate, Propylene Carbonate, Sodium Citrate, Ethylhexylglycerin, Sodium Hyaluronate, Hydrolyzed Cucurbita Pepo (Pumpkin) Seedcake, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 77492 (Iron Oxides), CI 77491 (Iron Oxides), CI 77499 (Iron Oxides).


Podkład występuje w trzech wersjach kolorystycznych 01 jasny, 02 naturalny i 03 beżowy. Podczas prezentacji marki Lirene, usłyszałam informację, że najbardziej uniwersalnym kolorem fluidu jest kolor 2. Niestety do testów dostałam odcień 01 jasny, więc nie mogę się do tego odnieść. Czytałam już na temat tego produktu bardzo dużo skrajnych opinii. Postanowiłam, więc wypowiedzieć się co o nim myślę i jak się u mnie sprawdza.

Tak elegancko zapakowany fluid dostałyśmy od marki Lirene.


Produkt znajduje się w szklanej buteleczce o objętości 30ml, która zakręca się złotą zakrętką. Całość prezentuje się minimalistycznie, ale zarazem bardzo elegancko. Przypomina mi to styl podkładu Estee Lauder Double Wear, oba nie posiadają pompki, ani innego dozownika.

Zapach podkładu jest bardzo przyjemny, świeży, lekko cytrusowy. Nie przeszkadza mi to w aplikacji i nie czuje tego zapachu po nałożeniu. 



Produkt jest bardzo płynny, przed użyciem producent zaleca mocno wstrząsnąć buteleczką. Najlepiej produkt aplikować na twarz bezpośrednio palcami. Jego konsystencja nie lubi się z pędzlami czy gąbeczkami. Pod wpływem ciepła palców łatwo i dokładnie można rozprowadzić podkład na całej twarzy. Podkład szybko się wchłania i zastyga na skórze, co mnie pozytywnie zaskoczyło - nie tworzy smug i nie waży się. Gdy się spieszę, No Mask radzi sobie najlepiej i najszybciej.

Jeżeli chodzi o kolor, to on chyba wywołuje największe konsekwencje. Tak jak pisałam powyżej No Mask dostępny jest tylko w trzech kolorach, posiadam odcień 01. Wydawać by się mogło, że będzie to jasny kolor i tutaj można się zaskoczyć. Na żywo jest na prawdę ciemny i do tego wpada w pomarańczowe tony. Nie mam pozostałych dwóch kolorów, ale oczywiste jest, że powinny być ciemniejsze. Także typowo jasne, blade karnacje będą miały problem z dopasowaniem koloru podkładu do swojej skóry. 

Jeżeli tak narzekam na kolor, to dlaczego go używam? 
Początkowo gdy dostałam ten podkład wiosną, kolor był dla mnie zbyt ciemny. Gdy na początku lata, słońce mnie lekko opaliło, kolor podkładu wyglądał już lepiej. Końcówka lata - musiałam przestać używać podkładu, bo był zwyczajnie za jasny. Teraz jesienią znowu do niego wróciłam i używam go "na co dzień". 



Czy w takim razie No Mask jest dobrym podkładem? Dla mnie jest to podkład przyzwoity, ponieważ nie muszę się przejmować, że na skórze zostaną brzydkie zacieki lub podkład się zważy. Jego krycie nie jest najmocniejsze, ale w końcu ma nie tworzyć efektu maski i jak dla mnie spełnia to zadanie. Ujednolica koloryt skóry, nie podkreśla włosków na twarzy i buzia nie wydaję się taka sucha. Taki efekt zapewni jedna, cienka warstwa. Efekt można budować, ale dla mnie nie jest to potrzebne. Dodatkowym atutem jest elegancka buteleczka. Jedyna kontrowersja to właśnie kolor, który przy najjaśniejszym odcieniu jest na prawdę ciemny. Niedogodnością może być sposób aplikacji, brak jakiegokolwiek dozownika może być po prostu upierdliwy.


Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger