THE BLOGGER MADE ME BUY IT, CZYLI CO KUPIŁAM Z POLECENIA  BLOGEREK część I

THE BLOGGER MADE ME BUY IT, CZYLI CO KUPIŁAM Z POLECENIA BLOGEREK część I


Można by powiedzieć, że większość jak nie wszystkie kosmetyki posiadam dzięki przeczytaniu o nich pozytywnej recenzji. Tak na prawdę nie była to jakaś tam przypadkowa opinia, lecz przewijające się co chwila zdjęcia na Instagramie, makijaże wykonywane konkretnymi produktami czy recenzje na blogach. Kiedy zewsząd słyszysz jaki to cudowny produkt i musisz go mieć to w końcu łamiesz się i idziesz go kupić. W większości z produktów muszę to przyznać, byłam i jestem zadowolona. Zdarzało się oczywiście i tak, że dany produkt mi nie podpasował. Tu trzeba podkreślić, że każdy z nas jest inny, ma inne potrzeby, preferencje itp. Mimo to warto jednak moim zdaniem sięgać po informację, jak dany produkt sprawdzał się u innych, poczytać o składzie, funkcji, a nawet opakowaniu.

Tak było i w moim przypadku. Zaprezentowane poniżej produkty posiadam dzięki napatrzeniu się na nie u innych :) Post podzieliłam na dwie części, żeby nie wyszedł z tego tasiemiec. 


Palety cieni do oczu

Nie zawiodłam się na poleceniu mi tych palet. Oczywiście nie wszystkie kolory cieni używam jednakowo, jednak ich jakość jest bardzo wysoka. Matowe cienie z THEBALM są niesamowicie napigmentowane. Cienie Zoevy również są niczego sobie jednak dla mnie są w nich cienie bardziej i mniej napigmentowane. W zestawieniu Naturally Yours i En Taupe, to ta pierwsza jest bardziej używana. W En Taupe jak na pierwszy rzut oka byłam oczarowana kolorami, to makijaży wykonany tylko tą paletką jest mało wyraźny. Kolory zlewają się ze sobą, a maty są słabo napigemntowane.

Pędzle do makijażu

Jeżeli były już cienie to teraz czas na pędzle. Przed założeniem bloga, cienie nakładałam palcami, bo pacynek, które czasem dołączane są do palet nie znosiłam. Blendowanie było dla mnie słowem, które kojarzyłam tylko z robotem kuchennym i nic mi więcej nie mówiło. Od momentu zagłębienia się w tajniki makijażu wiem, że dobry pędzel może zdziałać cuda na powiece. Pierwszymi pędzlami były Hakuro, potem droższe Zoevy, a teraz wiem, że mistrzowskie są te z MBrush.


Szczotka do włosów

Byłam bardzo sceptycznie nastawiona do szczotki Tanglee Teezer. Nie rozumiałam jak kawałek plastiku może kosztować (wtedy) ponad pięćdziesiąt złotych. Co chwilę jednak słyszałam ochy i achy na jej temat i jak ona to cudownie rozczesuje mokre włosy. Rozczesywanie moich mokrych, wtedy jeszcze długich włosów to była istna katorga.  Plątały się nie miłosiernie, każde pociągnięcie grzebieniem czy szczotką wiązało się z wyrwaniem garści włosów. Skusiłam się i na promocji kupiłam podstawową wersją Tanglee Teezer i to był przełom. Niczym innym nie rozczesuje swoich włosów, nic mnie nie kudli, nie wyrywa włosów, nie rani skóry głowy. Nabyłam również kompaktową wersję szczotki i porównując ją z klasyczną, to ta druga dla mnie wygrywa. Mimo, że kompaktowa wersja prezentuje się bardziej elegancko, ma zamknięcie na ząbki i jest mniejsza, to wersja klasyczna jest dużo lżejsza oraz dla mnie przynajmniej bardziej poręczna. 

Zagraniczne kosmetyki niedostępne w Polsce

Do tej grupy szczególnie przyczyniły się polecenia innych blogerek. Bo jak kosmetyki dostępne w Polsce są reklamowane w prasie czy innych mediach i łatwo się na nie natknąć, tak o kosmetykach zagranicznych dowiaduje się jedynie z recenzji innych blogerek. Takim przykładem jest marka LUSH, w której asortymencie znajdziemy m.in. pięknie pachnące kule do kąpieli, mydła, świeże maseczki do twarzy, szampony w kostce i wiele innych ciekawych produktów. Jeżeli jesteście ciekawi jak wygląda salon LUSH to opisałam swój pobyt w salonie w Londynie w tym poście → LUSH! ZABIERAM WAS DO SALONU W LONDYNIE


Najlepszy tusz do rzęs i najlepsza marka kosmetyczna.

Tusz do rzęs L'oreal So Couture to dla mnie odkrycie kosmetyczne. Najlepsza maskara z którą moje rzęsy bardzo się polubiły. Próbowałam wielu tuszów i tych drogeryjnych i wysoko-półkowych i póki co nie znalazłam lepszego. Cieszę się, że wypróbowałam go, właśnie z polecenia innych blogerek. Jeżeli miałabym wykonać cały makijaż jedną marką, to bez wachania wybrałabym Golden Rose. Nie zaliczyłabym jej do typowo drogeryjnej szufladki, bo jednak mają swoje stoiska - podobnie jak Inglot, KIKO czy Paese. Stosunek jakości produktów do ich ceny jest bardzo zadawalający. Uwielbiam ich matowe pomadki czy to klasyczne, w kredce, w płynie.

Ładnie wyglądające kosmetyki


Takich kosmetyków jest całe mnóstwo. Taka prawda, że ładne opakowanie "robi robotę" i przyciąga wzrok i woła do nas "musisz mnie mieć". Jestem wzrokowcem i ładnym opakowanie można mnie łatwo kupić. Oczywiście przede wszystkim musi to być dobry produkt, który jest dopasowany do moich potrzeb, jednak bywa z tym różnie. Często chęć poznawania czegoś nowego zwycięża. W tej kategorii swoje miejsce może znaleźć sztyft ochronny do ust EOS. Słodkie jajeczko, które opanowało internet swoim jajeczkowatym kształtem i pastelowymi kolorami. Poległam i musiałam wypróbować - osobiście jestem z nich bardzo zadowolona. Zarzucić im można wysoką cenę, bo spotkałam się z cenami ponad 25zł, osobiście zrobiłam zapas podczas Rossmannowych wyprzedaży i kupiłam je za około 12zł.


Nie da się ukryć, że blogerki kuszą pokazując coraz to nowsze produkty na swoich blogach, social mediach. Napatrzy się człowiek i potem odruchowo wrzuca do koszyka, bo przecież trzeba to mieć, skoro tyle dobrego się o tym naczytał. Ze swojego doświadczenia wiem, że o wielu produktach nie dowiedziałabym się w ogóle, gdyby właśnie nie blogi. Sporo fajnych kosmetyków jest dostępnych w dużej mierze on-line i nie tak łatwo zdobyć je stacjonarnie. Po przeczytaniu opinii o nowym produkcie, przeanalizowaniu składu, stwierdzam, że chciałabym go wypróbować. Wiadomo, niezawsze jest tak, że skoro u kogoś produkt się sprawdził to i u mnie musi być hitem, ale o tym już w następnej części :)
Które kule do kąpieli polecam? Zestawienie wypróbowanych przeze mnie marek - LUSH, Bomb Cosmetics, Sweet Bath, MDM

Które kule do kąpieli polecam? Zestawienie wypróbowanych przeze mnie marek - LUSH, Bomb Cosmetics, Sweet Bath, MDM

Kule do kąpieli są teoretycznie zbędnym produktem, w takim sensie, że przecież spokojnie umyjemy się żelem pod prysznic. Rach ciach, szybka sprawa, problem z głowy, jesteśmy umyci.  Zaoszczędzony  czas, pieniądze, woda. Oczywiście, ale przychodzi taki moment kiedy po ciężkim dniu, treningu ma się ochotę wyłożyć w ciepłej, pachnącej kąpieli. Wtedy z pomocą przychodzą kąpielowe umilacze. Małe i niepozorne lub kolorowe, przyciągające wzrok, cudnie pachnące kule do kąpieli. Napakowane olejkami, drobinkami, płatkami kwiatów, które po zanurzeniu w wodzie zmieniają jej kolor i często tworzą gęstą pianę. 

Przerobiłam już kilka produktów do kąpieli, chciałabym więc pokrótce opisać jak się sprawdziły, co o nich sądzę i po które sięgnę jeszcze raz.

Ministerstwo Dobrego Mydła

W ich asortymencie znajdziemy półkule do kąpieli. Ich waga to około 60g. Cena 5,50zł sztuka.


Pakowane są w biały papier na który naklejana jest informacja o produkcie. Dotychczas wypróbowałam półkulę:
  • czekoladową
  • różaną z glinką francuską
  • nagietkową


Małe niepozorne półkule, a po wrzuceniu do wanny sprawiły, że w całej łazience pięknie pachniało. Szczególnie wersja czekoladowa przypadła mi do gustu pod względem zapachu. Kule nie wytwarzają piany, ale natłuszczają wodę i wersja różana i nagietkowa dodatkowo zawierają płatki kwiatów. Półkule zawierają Masło Shea, olejki przez co skóra po kąpieli jest bardzo nawilżona i praktycznie nie trzeba jej już natłuszczać dodatkowo.



Bomb Cosmetics

Maiłam wersję Morning Sunshine. Jej waga 160g. Cena około 14zł sztuka.


Pięknie wyglądająca kula, która zapowiadała się bardzo dobrze. Po odpakowaniu zapach był lekko cytrusowy, ale po wrzuceniu do wody zapach stał się mniej przyjemny. Kula zabarwiła wodę na żółty kolor i całość kojarzyła mi się z basenem do którego ktoś nasikał. Mało przyjemnie wspominam tą kąpiel. Co do efektu nawilżenia to nie był jakieś spektakularny.



BOMB COSMETICS


Dziubek. Jego waga to 50. Cena to ok. 10zł.

Jak kula opisywana powyżej średnio przypadła mi do gustu, tak biało niebieska babeczka z dziubkiem już bardziej. Przyjemny owocowy zapach, woda zabarwiona na lekko niebieski kolor. Skóra była faktycznie nawilżona po kąpieli. 


SWEET BATH


Markiza do kąpieli. Jej waga to ok. 30g. Cena 1 sztuki to 3zł, pakowana po 5 sztuk.

Mała niepozorna, ciesząca oko. Tak w skrócie. Po wrzuceniu do wanny musuje i wypełnia łazienkę łanym zapachem. Mimo małego rozmiaru, nawilża skórę.


Mała kula z płatkami róż jest niestety niezidentyfikowanej marki. Niestety płatki róż zalegają na ściankach wanny i trudno jest je usunąć.



LUSH


Think Pink Bath Bomb 90g kosztuje $5,25 lub 119Kč
Kula zabarwia wodę na różowo, przyjemnie pachnie, lekko słodkawo. Cała łazienka w czasie kąpieli wypełniona jest pięknym zapachem.


Avobath 180g kosztuje £3,50 lub 139Kč
Przyjemny lekki zapach, zabarwiona woda na miętowo. Nawilżenie skóry było wyczuwalne. Kula po wrzuceniu do wody, bardzo szybko musuje.


Comforter, 200g kosztuje £4,95 lub 165Kč

Mój absolutny faworyt wśród zapachów. Wystarczy wrzucić kawałek i w całej łazience pięknie pachnie. Miałam już dwa razy Comfortera i za każdym razem dzieliłam ją przynajmniej na trzy części. Zabarwia wodę na intensywnie różowy kolor, wytwarza pianę i pachnie słodko. Skóra jest nawilżona, ale dla mnie nie jest to tak bardzo intensywnie jak przy półkulach MDM.


Podsumowując, pod względem zapachu moim największym faworytem są kule z LUSH, szczególnie wersja Comforter, która dodatkowo tworzy pianę. Niestety przez wzgląd na utrudnioną dostępność - nie ma ich stacjonarnie w Polsce, nie mogę się w nie zaopatrywać. Dostaniemy je np. w Londynie, Berlinie czy Pradze.  Poza tym w tym zestawieniu są również najdroższe. Jeżeli chodzi o bardzo dobre nawilżenie skóry po kapieli to Ministerstwo Dobrego Mydła wychodzi na prowadzenie. Chętnie sprawdzę jeszcze produkty Sweet Bath, które wizualnie bardzo się wyróżniają. Z Bomb Cosmetics można trafić na fajny produkt jaki i się rozczarować, a za tą cenę można znaleźć coś fajniejszego.

Kosmetyki za mniej niż 15zł, które moim zdaniem warto kupić i wypróbować.

Kosmetyki za mniej niż 15zł, które moim zdaniem warto kupić i wypróbować.

Przy tak ogromnej ilości kosmetyków, które są dostępne na rynku, można mieć kłopot z wyborem odpowiednich dla nas produktów. No dobrze, ale co to w ogóle znaczy - odpowiednich? Dla mnie to przede wszystkim chodzi o ich działania na skórę, co wiąże się się z ich składem oraz stężeniem poszczególnych składników. Kolejnym aspektem jest oczywiście cena, co tu ukrywać krem o podobnym składzie może mieć spory rozrzut cenowy. Fajnie jest nie przepłacać, a mieć porządny produkt. Trzeba jednak być świadomym, że nie których rzeczy się nie przeskoczy. Chodzi mi tu o to, że niektóre składniki są droższe, niektóre tańsze np. uzyskanie olejów zimno tłoczonych jest o wiele droższa niż rafinowanych. Krem którego bazą jest parafina będzie o wiele tańszy, niż ten krem, który wysoko w składzie zawiera Masło Shea. Dlatego podkreślam - bądźmy świadomi przy kupowaniu kosmetyków! Prócz działania, składu i ceny na nasz wybór często ma wpływ opakowanie, jego funkcjonalność, aspekty wizualne. Co to ukrywać ładna buteleczka, czy słoik przyciąga wzrok. 

Mając na uwadze wyżej wymienione aspekty, chciałabym polecić dziś kilka kosmetyków, które moim zdaniem są warte wypróbowania. Sprawdziły się one u mnie i byłam/jestem z nich zadowolona. Starałam się by zmieściły się w kwocie poniżej 15zł, ale wiadomo w większości wypadków kupowałam je na promocjach. Także cena początkowo w niektórych drogeriach, sklepach stacjonarnych może być ciut wyższa. To tak gwoli ścisłości ;) W podpisach zamieściłam linki odnoszące do sklepów internetowych.


Kosmetyki kolorowe



1 2 3 4 5 6 7 8 9
 
Rozświetlacze z Lovely i Wibo można kupić w Drogerii Rossmann, nie są drobie, ale polecam kupić je na promocji -49%. Jedyną wadą tych produktów jest dość lich opakowanie, ale mimo tego dostajemy produkt na prawdę dobrej jakości. Pełnowymiarowy produkt Ecocery - czyli puder ryżowy lub bambusowy, który służy do utrwalania podkładu, dostępny jest w okolicy 20zł. W drogeriach internetowych dostępna jest jednak wersja mini za niecałe 4zł, która u mnie jest już jakiś czas i stwierdzam, że jest bardzo wydajna. Bronzer z Kobo polecam kupić na często powtarzających się promocjach -40% w Drogerii Natura. Jest świetny do konturowania twarzy. Teraz czas na kosmetyki marki Golden Rose - produkty poniżej 15zł, które mogę polecić to matowa pomadka Velvet Matte oraz bardziej kremowa Matte Lipstick Crayon. Dla osób, które używają klasycznych lakierów polecam lakiery do paznokci Golden Rose, których jakość do ceny jest w bardzo korzystnej proporcji. Bardzo lubię również żel koloryzujący do brwi z tej marki → pisałam o nim w Brow Color Tinted Eyebrow Mascara - Przyciemniająca mascara do brwi Golden Rose, z kolei kredkę do brwi polecam z Catrice, która posiada od razu szczoteczkę do wyczesywania nadmiaru produktu → pisałam o niej Kredka do brwi Catrice.


Kosmetyki pielęgnacyjne


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

Z szamponów mam do polecenia dwa w cenie poniżej 15zł - aloesowy z Equilibra, który bardzo dobrze nawilża włosy oraz Aleppo z Planeta Organica → pisałam o nim w Szampon do włosów Planeta Organica w wersji Aleppo. Moim hitem do włosów stała się odżywka Jantar w sprey'u. Żel pod prysznic z APIS w wersji arbuzowej pachniał obłędnie i jeżeli lubicie owocowe zapachy to polecam wypróbować. Z peelingów do ciała polecam wypróbować Planeta Organica, wersja mango pachnie tak, że chce się go zjeść. Jeżeli ktoś posiada wannę to półkule do kąpieli z Ministerstwa Dobrego Mydła to świetna sprawa - SPA w domowym zaciszu zagwarantowane. Mydło do rąk w płynie marki YOPE jest świetne jeżeli posiada się problemy z przesuszeniem skóry, jest kilka wersji zapachowych. Moim ulubionym jest wanilia z cynamonem. → Naturalne mydła w płynie Yope. Czy warto wypróbować? Maseczki do twarzy w saszetkach marki Bania Agafii to moje odkrycie - szczególnie maseczka dziegciowa. Nie wyobrażam sobie nie mieć w torebce żelu antybakteryjnego do rąk. Poręczne, małe opakowanie i piękne zapachy mają te z Bath&Body Works. Olejek Isana to moje odkrycie, dzięki któremu domywam każdy pędzel i gąbeczkę do makijażu. Krem do rąk Palmer's całkiem dobrze nawilża dłonie a przy tym pachnie obłędnie kokosem. Z naturalnych pomadek do ust, które dobrze nawilżają warto popatrzeć na te z Sylveco.


Czy macie swoje typy kosmetyków za mniej niż 15zł, które się u Was sprawdziły i możecie je polecić? :)
Nowości maja - upominki z Meet Beauty i zakupy na Targach Beauty Days

Nowości maja - upominki z Meet Beauty i zakupy na Targach Beauty Days

Sponsorem majowych nowości jest w głównej mierze Meet Beauty Conference. Relacje ze spotkania, możecie przeczytać → 3 EDYCJA KONFERENCJI MEET BEAUTY 20-21 MAJ NADARZYN.
Na początek upominek dla uczestników panelu makijażowego Golden Rose, który skomponowała Karolina Ziętek.


Bardzo ładne pudełko, które na pewno posłuży przechowywaniu skarbów. W środku omawiana na Panelu paleta barw, która ma posłużyć nam jako ściąga np. przy maskowaniu różnego rodzaju niedoskonałości na twarzy.


W środku znalazła się nowość - bezbarwna baza pod pomadkę, kredka do konturowania oraz kredki do kamuflowania niedoskonałości. Dodatkowo matowa pomadka w płynie nr 18 w pięknym czerwonym kolorze, myjka do pędzli, urocze mini pęsetki oraz próbki baz i żelu do mycia twarzy. 




Na warsztatach NeoNail, każda uczestniczka dostała losowo wybrany kolor lakieru z serii Aquarelle. Akurat trafił mi się kolor biały. Niestety do wykonania zdobień techniką Aquarelle potrzebne są dodatkowo specjalne bazy - biała lub przeźroczysta. 



Na warsztatach rzęsowych z marką Eylure, każda z uczestniczek dostała jedną parę rzęs - u mnie to model N°116, który próbowałam sobie przykleić. Niestety jedna część odkleiła się z powieki i już jej nie znalazłam. Drugi model rzęs mogłyśmy sobie wybrać spośród zaprezentowanych - wybrałam delikatne N°003. Ich pasek jest krótszy, także jest szansa, że będą lepiej się trzymać.


Każdy uczestnik konferencji dostał upominki od:


Firmy Bielenda - fluid matujący, żel do mycia twarzy, esencja do pielęgnacji twarzy oraz bazę rozświetlającą.


Marka Cashmere podarowała nam produkty do konturowania - Duo Stick oraz Rozświetlacz z gąbeczką.


Palmer's obdarował wszystkich swoimi kokosowymi kosmetykami - balsamem do ciała, pomadką do ust i maską do włosów. Dodatkowo dostałyśmy kremik do rąk z Alma K, którym to Palmer's jest dystrybutorem.


Marka Lirene - serum, baza matująca i skarpety regenerujące do stóp.


Tołpa - płyn micelarny w chusteczkach, żel do mycia twarzy oraz 2-etapowy zabieg oczyszczająco-kojący. 


Soraya - z serii Ideal Beauty, lekki hydro - krem, złoty krem-esencja oraz balsam do ciała a'la podkład, który maskuje niedoskonałości.


Dwa cienie mineralne z Annabelle Minerals w odcieniu Chocolate i Vanilla.


GlySkinCare to marka o której wcześniej nie słyszałam. Upominki od nich to Gold Collagen Serum i złote płatki pod oczy.


Marka MAMA'S - mini produkty, krem przeciw rozstępom oraz krem do pielęgnacji biustu. W paczce znalazł się jeszcze suplement diety.


Marka Jordan - szczoteczki, w tym jedna dla dzieci i nitkowykałaczki.


Marka Pierre Rene - w paczce znalazłam żelowy eyeliner, zestaw do konturowania twarzy oraz matową pomadkę w iście szałowym kolorze :)



A teraz czas na zakupy podczas Targów Beauty Days!


Na stoisku INGLOT obowiązywała zniżka -20%. Skusiłam się na mgiełkę do twarzy do cery suchej i normalnej. Długo koło niej przechodziłam i w końcu kupiłam. Do zakupów gratis dostałam pojedynczy cień oraz próbkę.


Na stoisku Sylveco kupiłam swój ulubiony płyn micelarny oraz nowość - maseczkę do twarzy Vianek. Gratis do zakupów dostałam pomadkę peelingującą do ust.


Na targach zauważyłam stoisko z koreańskimi kosmetykami i była to marka Dr.G. Nie znałam ich kosmetyków wcześniej, ale obiło mi co nieco o uszy. Dostałam sporą ilość próbek do wypróbowania i już powiem, że spodobały mi się ich kremy BB. Mają bardzo ładne żółte odcienie.


Na stoisku Golden Rose obowiązywał bodajże 15% rabat na zakupy. Stoisko mi się nie podobało o tyle, że było zamknięte i nie dało się porządnie sprawdzić testerów. Skusiłam się jedynie na cielistą kredkę.


Na stoisku Indigo obowiązywała promocja 2+1. Oczywiście skorzystałam, szczególnie, że Indigo nie pojawia się na targach w Krakowie. Lakiery Aloha i Beach, Please zostały zakupione na zamówienie i z tego co słyszałam bardzo się spodobały :)


Chodząc po targach z identyfikatorami dostrzegła nas marka Bandi, która dla blogerek miała przygotowane swoje produkty do testowania. Dostałam aksamitną mgiełkę do ciała, emulsję kojąco - regenerującą do twarzy i ciała oraz krem do twarzy Hydro Care.


Po konferencji uczestnicy konferencji dostali wielką paczkę wypełnioną kosmetykami.

Marka Vianek - szampon do włosów oraz maseczka do twarzy. A z Biolaven krem do rąk.


Marka CosNature - maska do włosów. Widziałam na zdjęciach w social media, że w paczkach pozostałych uczestników było również masło do ciała. Niestety w mojej przesyłce go nie było.


Nivelazione zaopatrzyło nas w dezodorant do stóp, krem w sprey'u do stóp i kurację S.O.S. dla stóp.


Marka Eveline miała dwa warianty - z kolorówką i kosmetykami pielęgnacyjnymi. Akurat z Eveline zdecydowanie bardziej wolę kolorówkę, ale dostałam pudełko z pielęgnacją. Maseczkę do twarzy z aktywnym węglem, lekki matujący hydrożel na dzień, balsam do ciała, kawowe serum wyszczuplające, odżywka do paznokci 8w1.



W Drogerii Pigment kupiłam kolejne opakowanie odżywki do włosów Jantar oraz maseczki dziegciowej do twarzy z Bania Agafi.


A na koniec prezent, który dostałam od Katarzyny i Keczupa - lotion z kwasem hialuronowym z Hada Labo.


O tym dlaczego nie zamówię już kosmetycznego boxa?

O tym dlaczego nie zamówię już kosmetycznego boxa?

Mój pierwszy wpis na blogu dotyczył zaprezentowania zawartości pudełka beGlossy. Zostawiam do niego link, jeżeli chcielibyście zerknąć jak wyglądał. beGlossy - najlepsze kosmetyki 2014. Pomińcie fakt strasznych zdjęć, ich kompozycji i obróbki. Tak na prawdę dopiero uczyłam się co i jak. Początkowo byłam mocno zachwycona pudełkami subskrypcyjnymi i śledziłam co nowego wchodzi na rynek polski. A działo się sporo, co rusz powstawał nowy projekt kosmetycznych boxów, które były konkurencją dla znanych już na rynku beGlossy i ShinyBox. Powstał wpis BOXY SUBSKRYPCYJNE Z KOSMETYKAMI DOSTĘPNE W POLSCE, który do teraz cieszy się niesamowitym zainteresowaniem i jest najbardziej czytanym wpisem na blogu. 

Szybka informacja, dla osób niewtajemniczonych - czym są w ogóle boxy subskrypcyjne? (Przecież mogą to czytać osoby, które wcześniej nie miały z boxami nic do czyniennia) Idea takiego boxu to po prostu kupienie kota w worku. A dokładniej zamawiasz i opłacasz pudełko i czekasz, aż przyjdzie do domu dostarczone przez kuriera. W praktyce zapisując się na newslettery, bądź śledząc social media danej firmy, możemy doszukać się podpowiedzi co może znajdować się w danej edycji. Subskrypcja takiego boxu to zamówienie miesięcznej usługi dostarczenia pudełka, poprzez comiesięczne ściąganie z konta bankowego opłaty lub wykupienie tzw. pakietu kilkumiesięcznego z góry. W pudełku znajdują się kosmetyki, których sumaryczna wartość przeważnie (powinno tak być) sporo przewyższają cenę pudełka. To tak w telegraficznym skrócie, więcej informacji znajdziecie w poście, w którym opisuje poszczególne pudełka.


Co się stało w takim razie, że z totalnego boxowego freaka stałam się totalnie obojętna na pudełka subskrypcyjne?

Myślę, że na ten fakt ma wpływ sporo czynników, najbardziej istotne to:  
  • ogólny przesyt kosmetykami, tzn mam/miałam ich na prawdę sporo,
  • powtarzające się kosmetyki i rodzaje w edycjach, 
  • łatwo dostępne, drogeryjne znajdujące się produkty w pudełkach,
  • kosmetyki pielęgnacyjne niedobrane do potrzeb mojej skóry,
  • cena boxu mino, że całościowo korzystnie wypadała do zawartości, to przez wzgląd nie wykorzystania większości produktów była nieopłacalna.
w Polsce widoczny był trend, że zawartość produktów w pudełku była pełnowartościowa, za to kosmetyk był przeważnie klasy drogeryjnej, łatwo dostępny w Rossmannie czy Hebe. Zdecydowanie bardziej podoba mi się idea testowania produktów wysoko półkowych, gdzie otrzymujemy produkt miniaturowy. Nie mam tu oczywiście na myśli próbek, które starczają na jedno, czasem pół użycia. Podoba mi się idea boxów zagranicznych, gdzie takie rozwiązanie jest stosowane - Patrz BOXY KOSMETYCZNE NA ŚWIECIE


Ostatnim boxem, na który się skusiłam był Sephora Box → SEPHORA BOX WRZESIEŃ 2016, przy czym jego idea odbiega od tradycyjnego pudełka subskrypcyjnego. Pojawia się co jakiś czas możliwość dodania go do zakupów robionych za odpowiednią kwotę na stronie sephora.pl. Jest po prostu atrakcyjnym gratisem, który kusi do wydania pieniędzy. Czy skuszę się na niego ponownie? Jeżeli będę chciała kupić coś w Sephorze wcześniej, a akurat pojawi się informacja o Sephora Boxie, to nie wykluczam. W dużej mierze zależy to również od zawartości pudełka, które jest wcześniej ujawniana. 

Aktualnie polskie boxy kosmetyczne nie kuszą mnie swoją ofertą. Pudełka z naturalnymi kosmetykami są fajną opcją, bo w drogeriach ciężko o takie produkty. Pojedyncze pudełka mogą być ciekawe, jednak comiesięczna subskrypcja może przyczynić się do powstania w łazience małego magazynu kremów, balsamów. Osobiście zerkam na pudełka zagraniczne oraz czasem na jedzeniowe. 


Jestem ciekawa jakie jest wasze stanowisko w tej sprawie? :) 





Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger