Lakiery hybrydowe marki Claresa - Brown Rabbit, Pink Monkey i Pink Crocodile

Markę lakierów hybrydowych Claresa znaleźć możecie w drogerii Rossmann. To chyba aktualnie jedna z bardziej dostępnych stacjonarnie marek. Dostałam ostatnio propozycję przetestowania hybryd tej marki.

Marka Claresa deklaruje, że ich lakiery utrzymują się na paznokciach do trzech tygodni. Pojemność lakierów to 7ml i w standardowej cenie kosztuje 26,99zł. Widziałam jednak, że marka oferuje liczne promocje w stylu 3+2. Zauważyłam tendencje w nazywaniu kolorów, a mianowicie każdy kolor ma w nazwie jakieś zwierzę. Oryginalny zabieg, nie powiem.


Dotarły do mnie następujące kolory:
  • 201 Brown Rabbit
  • 511 Pink Monkey
  • 504 Pink Crocodile

A dodatkowo także:



Zaraz po otrzymaniu paczki, wypróbowałam kolory na wzorniku. Jakie było moje rozczarowanie kiedy użyłam 201 czyli Brown Rabbit, bo to na pewno nie jest brązowy królik, co najwyżej po prostu szarak. Wybierając ten kolor, liczyłam na intensywny brąz. To co jest jednak w butelce jest mocno szarą odmianą brązu. Nie mówię, że ten kolor mi się nie podoba, jest bardzo ładny, jednak podobny kolor już miałam. 

Zostawię na chwilę kolory i zatrzymam się przy bazie i topie. Nie są to gęste produkty, ale pracuje się z nimi łatwo. Bazą nie przedłużymy paznokcia - przynajmniej ja nie umiałabym nią pracować z szablonem, bo jest zbyt rzadka na to. Niemniej jednak dobrze kryje się nią paznokieć. Na stronie Claresy jest zalecane utrwalanie 30sek w lampie LED. Posiadam mostek z Indigo 9W dlatego wolałam utrwalać bazę, a w szczególności top dłużej - ok. 60sek. 

Jeżeli chodzi o kolory są one średnio gęste w kierunku rzadkie. Nie mam jednak problemu jeżeli chodzi o rozlewanie się przy aplikacji. W przypadku krycia to 201 Brown Rabbit i 504 Pink Crocodile wystarczyły mi do pokrycia dwie warstwy, przy czym w tym drugim przypadku warstwy musiały być grubsze niż u Brown Rabbit. 511 Pink Monkey przy dwóch warstwach jeszcze prześwituje i potrzebna jest tu jeszcze trzecia warstwa koloru



Lakiery miałam ponad dwa tygodnie na paznokciach i zdjęłam je po prostu przez odrost paznokcia, który mnie już drażnił. Sam proces zdejmowania był dla mnie szybki, bo to z tym etapem mam największy problem. Spiłowałam wierzchnią warstwę topu i odrobinę koloru, nałożyłam wacik a acetonem na około 10 minut i udało mi się zdjąć lakier z paznokci. Na koniec wspomnę jeszcze o oliwce do skórek, która na prawdę pachnie brzoskwiniami. Aplikator z pędzelkiem ułatwia nanoszenie jej na skórki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuje bardzo za każdy pozostawiony komentarz :)

Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger