3 edycja Konferencji Meet Beauty 20-21 maj Nadarzyn. Jak było i czy każda kolejna edycja jest lepsza od poprzedniej?

3 edycja Konferencji Meet Beauty 20-21 maj Nadarzyn. Jak było i czy każda kolejna edycja jest lepsza od poprzedniej?


W weekend 20-21 maja odbyła się Konferencja Meet Beauty. Jest mi niezmiernie miło, że mój blog został wyróżniony i znalazłam się wśród 300 blogerów i vlogerów urodowych z Polski, którzy dostali zaproszenie na III już edycję Meet Beauty. Tym razem wydarzenie to zostało połączone z targami kosmetycznymi Beauty Days, które miały miejsce w Ptak Warsaw Expo w Nadarzenie pod Warszawą. Fakt, że event odbywał się poza Warszawą, wiązał się z komplikacją dojazdu na miejsce. Organizator targów zapewnił bezpłatny autobus dla uczestników konferencji jak i samych targów, który odjeżdżał co godzinę spod Dworca Centralnego do hali Expo w Nadarzynie.  Podobnie w drugą stronę zabierał pasażerów do Centrum spod hali. Wszystko fajnie, tylko jeden autobus na godzinę, do tego mały i stary, nie pomieścił wszystkich chętnych, którzy chcieli z niego skorzystać. Jeżeli ktoś się zaparł, że musi nim jechać to czekała na niego półgodzina przygoda stania na jednej nodze w saunie. Była to spora niedogodność, szczególnie, że alternatywą dla tego transportu był Uber/taxi, które przez odległość do centrum do tanich nie należały. W każdym razie udało mi się wsiąść do porannego autobusu i tak około 9:30 z rozwianą grzywką (stałam na przeciwko otwartego okna) byłam na miejscu.

Jak przebiegała konferencja?

W sobotę rano, każdy uczestnik konferencji dostał identyfikator oraz opaski upoważniające do wejścia na teren targów Beauty Days i do strefy Meet Beauty. Nie trzeba było wychodzić z budynku, mogliśmy swobodnie poruszać się miedzy targami a konferencją. W przerwach między wykładami i warsztatami można było wyjść na szybkie zwiedzanie stoisk i zrobić małe zakupy. Poniżej  sobotni harmonogram wydarzenia.


Harmonogram konferencji dostaliśmy około tygodnia przed. W trakcie trwania konferencji można było wybrać się na warsztaty, na które obowiązywały wcześniejsze zapisy i niestety ograniczone miejsca oraz wykłady dostępne dla wszystkich uczestników. Niestety większość warsztatów i wykładów pokrywały się czasowo. Bardzo dobrym rozwiązaniem w tegorocznych zapisach na warsztaty było to, że dostawałyśmy potwierdzenie zapisania się mailem. Co prawda trzeba było być na prawdę szybkim, bo po 5 minutach nie było już żadnego miejsca. 

Zaraz po oficjalnym przywitaniu przez Anię Pytkowską. Pierwsza na scenie z wykładem wystąpiła Ewa, znana chyba wszystkim YouTuberka Red Lipstick Monster. Niestety w tym czasie miałam warsztaty makijażowe z Golden Rose, które prowadziła Karolina Ziętek, która również prowadzi swój kanał na YouTube. 


Moim pierwszym z trzech warsztatów na które udało mi się zapisać, było wspomniany wyżej pokaz makijażu Golden Rose, które prowadzony był przez wizażystkę/YouTuberkę Karolinę Ziętek. Był to panel pierwszy, czyli przygotowanie twarzy pod makijaż. Tak jak widzieliście w harmonogramie, w pozostałych dwóch były wykonywane kolejne kroki w makijażu. Nazwałam to pokazem, ponieważ warsztaty polegają jednak na aktywnym uczestnictwie, a tutaj podziwialiśmy po prostu kolejne kroki w makijażu wykonane przez Karolinę. Obok stanowiska wizażysty stał telewizor, na którym pokazywana była twarz modelki z bliska, który co jakiś czas starał się uchwycić pan kamerzysta. Modelka, która była malowana posiadała idealną wręcz urodę. Tak na prawdę nie bardzo było jak pokazać pierwszego kroku na jej cerze, bo była tak doskonała ;) Oczywiście Karolina Ziętek wyczerpująco opisywała każdy krok oraz rzetelnie odpowiadała na każe zadane pytanie z sali. Od marki Golden Rose uczestnicy pokazu dostali pudełeczko z kosmetykami oraz akcesoriami wybranymi dla nas przez Karolinę. Małą niedogodnością był fakt, że pomieszczenia, gdzie odbywały się warsztaty wydzielone były ściankami działowymi, które nie odgradzały całkowicie pomieszczenia. Przez wzgląd, że znajdowaliśmy się w otwartej hali, cały czas słychać było inne wystąpienia dochodzące z hali targowej i obok z warsztatów paznokciowych. 


Zaraz po Golden Rose, miałam warsztaty paznokciowe z NeoNail. Krótką przerwę między warsztatami można było wykorzystać na napicie się kawy lub herbaty, którą przygotowali dla nas organizatorzy. Ogromny plus za ekspres do kawy oraz zieloną herbatę! Z kubeczkiem ciepłego napoju można było udać się na strefę relaksu zorganizowaną przez markę Palmer's, która znajdowała się pomiędzy salą wykładową a warsztatami. Oprócz tego zorganizowali stoisko ze swoimi wszystkimi produktami, które można było powąchać, podotykać i co nieco się o nich dowiedzieć. Dodatkowo na korytarzu stała foto budka, gdzie można było zrobić sobie śmieszne zdjęcia i od razu dostać je wydrukowane.


Wracając jednak do warsztatów paznokciowych to bardzo podobało mi się to, że każdy uczestnik miał przygotowane swoje stanowisko pracy. Po swoim wystąpieniu dołączyła do nas na warsztaty Red Lipstick Monster, która jest ambasadorką marki. NeoNail zaprezentował nam swoją nową kolekcję lakierów hybrydowych Aquarelle inspirowane farbami akwarelowymi. Przy ich pomocy można uzyskać stosunkowo łatwy sposób wzorki na paznokciach na zasadzie rozmycia i przejść kolorów. Do stworzenia takiego zdobienie potrzebna jest specjalna baza Clear lub White z kolekcji Aquarelle. Warsztaty prowadzili Panowie NeoNail, którzy dla mnie przesadnie pajacowali i nie wyglądało to jak profesjonalne warsztaty, tylko trochę zabawiania gospodyń - nie ujmując nic gospodyniom(!). Przygotowane zostało główne stanowisko, gdzie stylistka paznokci pokazywała krok po kroku jak przygotować zdobienie, co było emitowane na telewizorze, tak aby wszyscy mogli to zobaczyć. W międzyczasie Pan NeoNail "zabawił". Po sali krążyły stylistki by pomóc nam oraz udzielać rad w zdobieniu naszych wzorników przy pomocy Aquarelle. Każdy maił okazję sprobować w swoich sił w zdobieniach, po czym mieliśmy wytypować naszym zdaniem najlepszą swoją pracę i zgłosić ją do konkursu na najlepsze zdobienie. Jury składające się z Ewy i stylistek paznokci NeoNail wybrało najlepsze prace. Laureaci dostali zestaw produktów NeoNail. Wszyscy uczestnicy warsztatów dostaliśmy natomiast firmową torebkę, w której znalazł się losowo dobrany kolor z serii Aquarelle. Jak warsztaty bardzo mi się podobały, tak zagranie marketingowe z wręczeniem nam jednego koloru, bez bazy, która jest kluczowa w kolekcji Aquarelle już mniej. Oczywiście pojawią się głosy, że hola hola, mogli Wam przecież nic nie dać. No i właście tak byłoby chyba lepiej. :) Chodzi mi tu o aspekt rozbudzenia ciekawości, wiecie w stylu macie wypróbujcie jakie fajne i np. na stoisku targowym obok, na hasło Meet Beauty macie 20% rabatu, czy coś w tym rodzaju. Przypomnę, że NeoNail był obecny na pierwszej edycji konferencji Meet Beauty w 2015, gdzie wszyscy uczestnicy warsztatów dostali zestaw startowy do hybryd. W 2016 Indigo na warsztatach przedstawiało jak wykonać manicure Masłem Shea i uczestniczki warsztatów dostały zestaw do jego wykonania. Ot co dlaczego cały ten wywód ;)



Po warsztatach NeoNail byłam już bardzo głodna, więc wybrałam się na poszukiwanie Food Trucków, które miały być w obrębie targów. W minionych latach był przygotowywany poczęstunek, w tym roku każda z nas mogła nabyć we własnym zakresie i kiedy chciała to co lubi. Idea fajna, bo teoretycznie nie ogranicza nas czekanie na godzinę obiadową. Jednak wybór jedzenia był bardzo skromny i bardzo fast foodowy. Burgery, zapiekanki, frytki itp. Na terenie targów znalazłam tylko sushi i kanapki. W kolejce do jedzenia można było złapać kogoś znajomego i chwilę porozmawiać, co uwierzcie mi było na tej konferencji niezwykle ciężkie. O tym jednak w podsumowaniu.

Po jedzeniu wybrałam się na wykład o fotografii, który prowadziła Natalia Sławek, autorka bloga Jest Rudo. Po wykładzie, jako ostatni punkt w harmonogramie, miało odbyć się wręczenie nagród dla zwycięzców w głosowaniu na najlepsze blogi i vlogi. Wszyscy uczestnicy konferencji dostali link do głosowania jakiś miesiąc przed nią, więc to my wybieraliśmy :) Wręczenie miało trwać pół godziny i być uroczyste, więc spodziewałam się podniosłej chwili. Na moment wyszłam z sali wykładowej po wykładzie Natalii, wracam, a tu już końcówka rozdania nagród? Myślałam, że będą pokazane jakieś statystyki, jak rozkładały się głosy lub coś w tym rodzaju. Trochę się tym punktem zawiodłam, bo idea jak najbardziej świetna, ale jakoś brak mi było w tym uroczystości...


W niedziele, po przejażdżce szalonym autobusem targowym, stawiłam się przed 10 na wykład o SEO. Po tym wykładzie udałam się na targi, miałam kilka upatrzonych rzeczy, które chciałam kupić. Dodatkowo przy stoisku Inglot rozpoczęła się Bitwa na pędzle, którą oceniały Ewa, Red Lipstick Monster i Katosu. 

Jak dotąd byłam na targach kosmetycznych organizowanych w Krakowie i porównując Beauty Days z LNE muszę stwierdzić, że sporo się różnią. Jednak w Nadarzynie mogłam zobaczyć sporo marek, których w Krakowie nie widuję. Stoiska marek na Beauty Days były ogromne, pięknie przystrojone jak na przykład poniższe stoisko Bandi z piękną kwiatową ścianą.


Przed ostatnimi warsztatami na które się zapisałam, czyli warsztaty z klejenia rzęs Eylure London, udało mi się być niestety tylko na 15 minutach wykładu Jasona Hunta. Słyszałam, że wykład był świetny, szkoda, że nie mogłam być do końca. Bardzo zależało mi na nauczeniu się dobrze kleić rzęsy. Na początku prowadząca opowiedziała nam trochę o marce i zaprezentowała modele rzęs. Przed każdą z nas na stanowisku stała torebka, w której znajdowała się para rzęs, plus dodatkowo nożyczki oraz pęsetka. Miałam to szczęście, że siedziałam a przeciwko Agaty, która jest wizażystką i klejenie rzęs to dla niej nic nowego. Prowadząca rozdała nam dodatkowo wybraną przez nas parę rzęs z najnowszej kolekcji. Następnie mieliśmy przykleić sobie rzęsy. Niestety jedna prowadząca nie dała rady pomóc 50 dziewczynom w klejeniu rzęs. Pomagała mi, więc Agata za co jej bardzo dziękuje. Niestety stwierdziłam, że rzęsy na pasku nie są chyba dla mnie, bo cały czas czułam je na oku, a po paru godzinach poodklejały się. Zostaję przy kępkach.


Zdążyłam na ostatnie minuty Panelu dyskusyjnego, który odbywał się w sali wykładowej. Po nim zostało już niestety zakończenie, rozstrzygnięcie konkursów oraz zrobienie wspólnego zdjęcia. Na kończenie każda z nas dostała torby pełne kosmetyków, które pokaże w osobnym poście, bo ten post i tak jest bardzo długi.

Postaram się zatem odpowiedzieć na postawione pytanie w tytule:

Czy każda kolejna edycja Meet Beuaty jest lepsza od poprzedniej? 

Na wstępie chcę podkreślić jak ciężką pracą jest organizacja takiego przedsięwzięcia. Z dużym wyprzedzeniem trzeba myśleć o wielu sprawach, a na końcu wiele czynników jest niezależnych od nas. No i najważniejsze - nigdy nie da się zadowolić wszystkich! Pomagałam w organizowaniu kilku wydarzeń i zdaję sobie sprawę jakie to może być trudne i momentami irytujące. Wśród Was jest na pewno wiele osób, które są już po ślubie. Przypomnijcie sobie ile nerwów i czasu kosztuje parę młodą zorganizowanie wesela a czasem i ślubu ;) 

Nie byłam niestety obecna na pierwszej edycji, ale skrupulatnie przeanalizowałam wpisy z jej relacją. Chciałam wiedzieć czego mogę się spodziewać po takim evencie, kiedy przygotowywałam się do udziału w zeszłorocznym Meet Beauty. 

Relacje możecie przeczytać we wpisie → MEET BEAUTY CONFERENCE 23 KWIETNIA 2016 W WARSZAWIE

Zeszłoroczne Meet Beauty było pierwszą imprezą beauty na którą zostałam zaproszona i zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Uczestniczki poprzedniej edycji podkreślały, że wiele ich uwag wzięto pod uwagę przy organizacji następnej konferencji. Wielki szacun za to! Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc po ogłoszeniu 3 edycji konferencji, wszyscy spodziewali się wielkiego WOW! Szczególnie, że organizatorzy podkreślali, że będą brać pod uwagę nasze propozycje z ankiet po zakończeniu zeszłorocznej konferencji.  Przyznam, że wzięli sobie do serca nasze pomysły. Na rzucone hasło, że konferencja jest stanowczo zbyt krótka, dostaliśmy odpowiedź, że będzie 2 dniowe spotkanie i to połączone z targami kosmetycznymi. Na propozycje warsztatów z fotografii, blogowania, w harmonogramie pojawiają się ciekawe wykłady o tej tematyce, itp.

Mając na uwadze trudności jakie mogą wiązać się z organizacją tak dużego wydarzenia jakim jest Meet Beauty, mam jednak kilka zastrzeżeń, a może łagodniej - uwag. To oczywiście na przyszłość, bo jak widać organizatorzy starają się każda kolejna edycja była inna, ciekawa, przez to lepsza. Głównym problemem był wspomniany na początku dojazd do Nadarzyna. Brakowało mi w tym roku większej integracji z uczestnikami. Bardzo dużo osób widziałam gdzieś w przelocie, a bardzo trudno było z nimi porozmawiać. Jedynie w kolejce po jedzenie czy na przystanku autobusowym udało się zamienić na dłużej kilka słów. Połączenie konferencji z targami spowodowało, że wszyscy uczestnicy rozproszyli się po dużej hali. Mimo tego udało mi się poznać kilka osób, które znam tylko z sieci w tzw. realu, z czego bardzo się cieszę. A także porozmawiać z dziewczynami, które poznałam już na wcześniejszej edycji Meet Beauty czy innych blogerskich spotkaniach.

Odżywka Jantar, Szampon Olivaloe czy Beautyblender czyli kwietniowi ulubieńcy kosmetyczni!

Odżywka Jantar, Szampon Olivaloe czy Beautyblender czyli kwietniowi ulubieńcy kosmetyczni!

Pisałam już w poprzednim poście, że kwiecień był dla mnie miesiącem pod znakiem podróży. Walizkę praktycznie przepakowywałam będąc w domu i dalej w drogę. W trakcie tego miesiąca zużyłam sporą ilość próbek, ale nie zobaczyliście ich w denku, bo zwyczajnie nie chciało mi się zwozić śmieci do mieszkania ;) W kosmetyczce starałam się prócz próbek i miniaturek wozić najbardziej potrzebne produkty. Tak więc poniżej zaprezentuje Wam moich ulubieńców minionego miesiąca.


Pielęgnacja
W kwietniu kupiłam odżywkę Jantar do włosów. W poprzedniej wersji nie miała dozownika i wcierało się ją bezpośrednio po wylaniu na dłoń w skórę włosów. Od niedawna została wprowadzona modyfikacja w postaci spraya, co jest bardzo wygodne i praktyczne. Bałam się, że po użyciu wieczorem odżywki, rano włosy będą nieświeże. Ku mojemu zdziwieniu nic takiego nie nastąpiło. Szampon, który przez ostatni czas testowałam to Olivaloe zmniejszający wypadanie włosów. Muszę przyznać, że jest to świetny szampon dla mnie. Włosy po nim nie są przyklapnięte, są za to ładnie uniesione, a do tego pięknie błyszczą. Z wypadaniem ostatnio mam mniejszy problem, myślę, że dzięki kompleksowemu działaniu szamponu i odżywki. Dodatkowo zauważyłam wysyp tzw. baby hair :) Czupryna się zagęszcza, a włosy są na tyle długie, że mogę je w końcu wiązać. 

Dla przypomnienia zostawiam link do wpisu → FUNDACJA PRZYJAŹNI WEGIRLS, w którym pokazałam ścięcie moich długich włosów.

Co do pielęgnacji twarzy to moim stałym ulubieńcem w demakijażu jest Lipowy płyn micelarny z Sylveco. Polubiłam się z kremem na dzień Beauty Oil. Pod makijaż sprawdza mi się krem pod oczy z Make Me Bio, a na wieczór lubię cięższy, masełkowy krem z Iva Natura. Mam całą masę pomadek ochronnych, które walają się po kieszeniach i torebkach. EOS jednak ma swoje miejsce w łazience na półce. Bardzo lubię tą różową wersje.


Makijaż
Podkład Clarins w odcieniu 108 Sand stał się dla mnie minimalnie zbyt ciemny. Stwierdziłam, że spróbuję go wymieszać z kremem BB, który mam z HolikaHolika. Po wymieszaniu finalny odcień był jaśniejszy. Podkład minimalnie stracił jednak na trwałości, pod koniec dnia był już starty z okolic nosa. No cóż wiosenny katar na pewno temu pomógł. Zyskałam za to wyższe SPF i lżejszą formułę. Wróciłam do korektora Lasting Perfection. Do utrwalenia korektora pod oczami i podkład używałam pudru ryżowego z Ecocery. Nadal męczę bronzer z Kobo Nubian Desert, który świetnie sprawdza się do konturowania twarzy. Jak rozświetlacz męczyłam HighBeam z Benefit - męczyłam dlatego, że chciałam skończyć tą miniaturkę. W kwietniu lubiłam robić kreskę na oku i tu świetnie się sprawdzał eyeliner z Pierre Rene. Ma precyzyjny pędzelek, którym łatwo rysowało się kreski. Sam eyeliner szybko zastygał na powiece i był niebywale trwały, do tego stopnia, że na prawdę ciężko było go zmyć. W kwietniu testowałam Bazę pod tusz do rzęs Lash Primer z Golden Rose, którą nakłada się na rzęsy, a następnie na jeszcze mokrą bazę nakłada się maskarę do rzęs. Do kompletu dostałam tusz Lash Plumping Mascara, która ma dla mnie jednak zbyt dużą szczoteczkę i zawsze się wysmaruję tuszem po powiece. Niby miałam ograniczać miejsce w kosmetyczce, ale nie mogłam się powstrzymać przed testowaniem   tej nowości od Golden Rose :)  Brow Color Tinted zdominował moje brwi. Pisałam o niej już jakiś czas temu → BROW COLOR TINTED EYEBROW MASCARA. Na ustach dominowała płynna matowa pomadka z Golden Rose w kolorze 03.


Akcesoria do makijażu
Nakładania podkładu stało się o wiele szybsze i przyjemniejsze dzięki gąbeczce Beautyblender. Domywanie jej przy pomocy olejku Isany to teraz łatwizna. Jedyne czym się martwię to to, że pojawiły się na gąbeczce pierwsze pęknięcia. Mam nadzieję, że jeszcze chwilę mi posłuży. Do pudru lubię używać pędzel z Zoeva 101. Konturowanie to zadanie dla Hakuro H15. A najprzyjemniej używa się pędzla Maxi czy MBrush 03, którym mogę nałożyć rozświetlacz, róż i rozetrzeć bronzer, jeżeli zrobiłam za mocną krechę H15 przy konturowaniu. Nie zamieściłam pędzli do cieni, bo w kwietniu nie miałam zbytnio czasu na pełny makijaż. 
Mokosh, Norel, HolikaHolika i sporo innych - minirecenzje zużytych produktów czyli kwietniowe denko

Mokosh, Norel, HolikaHolika i sporo innych - minirecenzje zużytych produktów czyli kwietniowe denko

Kwietniowe denko w połowie maja i to pod koniec miesiąca- czemu nie? :) Tak się ostatnio złożyło, że na pisanie bloga miałam mało czasu. Ostatnio częściej jestem w podróży niż w domu i konsekwencją tego jest brak wpisów. Nie chcę robić niczego po łebkach, dlatego tak rzadko publikuję wpisy. Mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni, bo pomysłów na wpisy mam całą masę. Nie przedłużając już, przedstawiam zużyte produkty i ich mini recenzje.


1. Bania Agafii, oczyszczająca maska dziegciowa do twarzy
Moja pierwsza maseczka z tej serii. Przed jej kupnem przejrzałam recenzję i zapowiadało się, że będzie dobrze. Po jej zużyciu potwierdzam, było dobrze! Wygodne opakowanie, korzystna cena do jakości. A jeżeli chodzi o działanie to musiałam pilnować jednie by maseczka nie wyschła zbyt w okolicy policzków, bo wtedy mogło wystąpić zaczerwienienie. Przy kontrolowaniu tego, efekt po użyciu był bardzo dobry. Chętnie nabędę kolejne opakowanie.
 

2. MakeMeBio, lekki krem nawilżający SPF25
Krem ten jest zupełnie inny w konsystencji niż w wersji różanej. Nazwa "lekki" nie nawiązuje do konsystencji, która jest jakby tempa a krem długo się wchłania. Zużyłam ze względu na dość wysoki filtr, ale nie zrodziła się z tego chęć kupienia kolejnego opakowania. 

3. Norel, witaminowy krem energetyzująco-odżywczy 
Kolejne zużyte opakowanie tego kremu. Marka Norel przejawia się co chwila na tym blogu, a szczególnie ten krem. Sprawuje się u mnie bardzo dobrze zarówno rano jaki wieczorem. Czasem używałam go tylko wieczorem, a rano nakładałam właśnie krem MakeMeBio. Chętnie zakupię ponownie, poczekam jednak na targi kosmetyczne, żeby nabyć go bezpośrednio na stoisku Norel w większym opakowaniu.

4. Gąbka Konjac różowa, cera wrażliwa
Stosunkowo niedawno zauważyłam ten produkt w sieci. Przeczytałam kilka pozytywnych recenzji i zaciekawił mnie ten wynalazek. Konjac to roślina, która rośnie w Azji. Nie jest to więc syntetyczny produkt, ale w pełni naturalny. Według producentów Gąbki Konjac są najbardziej delikatnym i skutecznym produktem do oczyszczania skóry, które zawierają wiele naturalnych składników. Używałam ją ponad miesiąc, myślę, że bliżej dwóch. Ciekawa forma mycia skóry twarzy. Nie wykluczam, że jeszcze jakąś wypróbuję.


5. Apis, aksamitny balsam odżywczy do rąk
Spodziewałam się, że krem będzie miał piękny migdałowy zapach, niestety się rozczarowałam. Konsystencja była dość rzadka i krem stał chwilę na półce. W końcu go wymęczyłam, ale powrotu nie planuję.

6. Mokosh, odżywczy eliksir do paznokci, żurawina
Produkt zamknięty w małej buteleczce z pędzelkiem, który ułatwia aplikację na skórki wokół paznokcia. Tak go właśnie stosowałam i dawał radę nawilżyć je w takim stopniu, że dłonie wyglądały całkiem nieźle. Jedyny minus to taki, że eliksir nazywa się żurawinowy, a w składzie żurawina nie widnieje.

7. Salco au Naturel mleko do kąpieli
Cudo! Dorwałam je w Grocie solnej i na pewno kupię ponownie. Jest jeszcze kilka innych wersji zapachowych i chętnie je wypróbuje.

8. L'occitane, krem do rąk wanilia
Miniaturka, którą kiedyś dostałam. Uroczy gadżet, który wygląda jak farbka, pięknie pachnie i dużo kosztuje. Odkąd poznałam polską firmę Scandnia Coasmetics, szkoda mi kasy na L'occitane.

9. Etja, olej ze słodkich migdałów
Niestety jest to olejek rafinowany. Zużyłam go do ciała. 

10. Ministerstwo Dobrego Mydła, półkula do kąpieli nagietek
Bardzo lubię kule do kąpieli. Te z MDM mają bardzo dużo olejków w sobie, wiec po kąpieli skóra jest już nawilżona. 

11. Radełko do usuwania skórek
Kupiłam cążki do skórek, radełko już się stępiło.


12. Lavera, pasta do zębów
Pasta o naturalnym składzie. Dla mnie jej smak nie był jednak do przejścia - zużył ją mąż.

13. Pilomax, maska do włosów ciemnych
W większości zużyłam ją kiedy miałam jeszcze długie włosy. Aktualnie przy krótkich nie chciałam ją nakładać przy skórze głowy, by nie obciążać zbytnio włosów. Efekt przy długich włosach był bardzo widoczny - włosy nie elektryzowały się, były dociążone.

14. L'oreal tusz do rzęs So Couture So Black
Moim faworytem dotychczas była klasyczna wersja - So Couture. So Black też jest bardzo fajna i podobnie jak podstawowa wersja, im starszy tym lepiej mi się nim malowało. 

15. Holika Holika, żel aloesowy 99%
Moim pierwszym żelem aloesowym był ten ze Skin79 - jego recenzję możecie znaleźć klikając → Żel Aloesowy od Skin79 - Aloe Aqua Smoothing Gel 99%. Prócz opakowaniem te dwa produkty nie różniły się dla mnie. Opakowanie w formie liścia jest mniej praktyczne jeżeli chodzi o wydobywanie produktu, ale jest za to bardziej higieniczne niż odkręcane opakowanie do którego za każdym razem wkładamy paluchy.  

16. Estee Lauder, woda perfumowana Pure White Linen Light Breeze
Baardzo oszczędzam ten zapach, to moja druga butelka. Kojarzy mi się z wiosną i w tym okresie używałam go najintensywniej. Jeżeli tylko go znajdę to kupię ponownie, bo dobrze mi się kojarzy. 

17. Nivea,  pomadka ochronna Fruity Shine
Już wiele razy podkreślałam, że pomadek ochronnych u mnie nigdy na wiele. Wiem, że składy pomadek Nivea nie powalają, ale mam do nich sentyment. Ta wpadła do koszyka przy jakieś Rossmannowej promocji.


Jeżeli macie pytania odnośnie jakiegoś produktu, śmiało zostawicie je w komentarzu! Postaram się na nie odpowiedzieć :)
Profesjonalne produkty do włosów marki Joico K-PACK Color Therapy - Olejek do pielęgnacji i stylizacji włosów oraz Maska odbudowująca i przedłużająca trwałość koloru

Profesjonalne produkty do włosów marki Joico K-PACK Color Therapy - Olejek do pielęgnacji i stylizacji włosów oraz Maska odbudowująca i przedłużająca trwałość koloru

Joico to marka profesjonalnych kosmetyków do włosów, które stworzyli sami fryzjerzy. Należy do Grupy Shiseido oferującej produkty do włosów prosto z USA. Marka znajdziecie głównie w salonach fryzjerskich. Osobiście tak je właśnie kojarzyłam, z eleganckimi, profesjonalnymi salonami fryzjerskimi. Na lutowym spotkaniu blogerskim miałam okazję zapoznać się z pokrótce z marką. Dostałam również upominek w postaci dwóch produktów z linii K-PACK Color Therapy. Postanowiłam podarować mamie te produkty do testowania, ponieważ w przeciwieństwie do mnie to ona rozjaśnia włosy. Stwierdziłam, że na jej włosach będzie bardziej rzetelnie wypróbować czy produkty dają sobie radę z regeneracją i utrzymaniem koloru. Ja dostałam do testowania próbki z serii nawilżającej, które czekają na swoją kolej. Za to o olejku i masce mogę napisać Wam spostrzeżenia mojej mamy.


JOICO K-PAK Color Theraphy Olejek do pielęgnacji i stylizacji włosów

Przedłuża trwałość i intensywność koloru włosów farbowanych, wzmacnia i odbudowuje zniszczone włosy. Zawiera filtry UV. Ułatwia układanie włosów, skraca czas suszenia, nadaje włosom połysk bez ich obciążania. Nakładać na umyte, wilgotne włosy. Dla wygładzenia można nakładać ponownie na suche pasma włosów.

Na stronie Joicopolska przeczytamy o produkcie: 

Delikatna i łatwa pielęgnacja nigdy jeszcze nie była tak prosta. Wyjątkowa mieszanka olejków odbudowuje włos, uwalnia energię i blask.

K‐PAK Color Therapy Restorative Oil chroni i wzmacnia kolor odbudowując przy tym uszkodzone włókna włosów. Wykorzystuje najbardziej innowacyjną technologię , QuadraBond Peptide Complex™, która intensywnie rekonstruuje zniszczone włosy, sprawia, że stają się mocniejsze, przedłuża nawet dwukrotnie trwałość i nasycenie ich koloru. Aktywne składniki zawarte w kompleksie redukują łamliwość włosów  o 65%  już po pierwszym użyciu; koncentrują się na nadaniu, nawet najbardziej słabym, pozbawionym życia włosom, pożądanej tekstury, miękkości, jedwabistości i  formy. 

  


JOICO K-PAK Color Therapy Luster Lock Maska odbudowująca i przedłużająca trwałość koloru. 


Naprawia, wzmacnia i uzupełnia utracone cząsteczki keratyny we włosach dla natychmiastowego zmiękczenia, wygładzenia i dodania blasku włosom farbowanym. Zatrzymuje pigment wewnątrz włosa. Maskę nałożyć na czyste, wilgotne włosy i pozostawić na włosach na 3-5minut a następnie spłukać.

Na stronie Joicopolska przeczytamy o produkcie:

JOICO K-Pak Color Therapy Luster Lock to nowy, rewolucyjny produkt do pielęgnacji włosów farbowanych. Ta najnowsza w portfolio marki maska - K-Pak Color Therapy Luster Lock - gwarantuje odżywienie nawet najbardziej osłabionym włosom i zatrzymuje pigment wewnątrz. Produkt sprawia, że włosy są aż 9 razy silniejsze oraz bardziej lśniące.

Ten produkt to klucz do zdrowych włosów po koloryzacji, ponieważ posiada wszystko, czego potrzeba do uzyskania natychmiastowej, głębokiej odbudowy, pięknego połysku, żywych kolorów i jedwabistej struktury przy jednoczesnym zachowaniu swojego ulubionego koloru.

Pokochasz go, ponieważ gwarantuje:

  • długotrwały połysk i ożywienie koloru podczas jednego zabiegu
  • wygładzenie włosów pogrubienie włosów i łatwość układania
  • wzmocnienie włosów i ochronę podczas stylizacji
  • ochronę przed uszkodzeniami
  • formułę dopasowującą się do rodzaju i kondycji włosów
     
Jak wypadły?

Mama stwierdziła, że olejek ma konsystencja suchego olejku - po aplikacji na dłoniach nie pozostaje tłusty nalot. Zapach jest bardzo przyjemny, nie jest to zapach kwiatów, kojarzą się jej z dobrymi perfumami. Nie jest to jednak duszący, przytłaczający zapach. Zapach maski jest również przyjemny. Mama rozjaśnia włosy farbami na bardzo jasny bond ze swojego naturalnego brązowego koloru. Odcień blondu nie zmienił się, mama była zadowolona. Przy stosowaniu powyższych produktów włosy nie puszą się, ale nie są także zbyt obciążone, łatwo się je układa. Maskę nakłada na umyte mokre włosy, zostawia ją na chwilę i spłukuje. Olejek natomiast nakłada już na wysuszone włosy do stylizacji. Włosy nabierają ładnego blasku i dobrze się układają nawet na następny dzień. Nadmienię jeszcze, że wydajność produktów jest zaskakująco dobra, szczególnie olejku, którego do aplikacji wystarczy na prawdę odrobina.
Bio krem pod oczy z witaminą E i ekstraktem z ogórka marki Make Me Bio

Bio krem pod oczy z witaminą E i ekstraktem z ogórka marki Make Me Bio

Pierwszym produktem dzięki któremu poznałam markę Make Me Bio był krem do twarzy Garden Roses. Jego recenzję przeczytacie tutaj → Make Me Bio - krem Garden Roses. Przyciągnął mnie naturalnymi składem, który dobrze zadziałał na moją skórę. Lekki krem nawilżający SPF 25 był przyjemny, ale nie przebił w pielęgnacji swojego poprzednika. Byłam ciekawa jak sprawdzą się kremy pod oczy z tej marki. Udało mi się kupić w promocji krem z ekstraktem z ogórka. Wahałam się jeszcze nad wersją z marakują, ale w ostatecznym rozrachunku stwierdziłam, że na początek wypróbuję ogórkową wersję kremu.


Podoba mi się, że krem zamknięty jest w opakowanie typu airless z dozownikiem z pompką. Jest to bardzo higieniczne rozwiązanie, a zarazem wygodne, bo dozownik jest precyzyjny i można bez problemu zadozować odpowiednią ilość kremu. Nie ma dodatkowego kartonika, w który zapakowany byłby krem. Jedynie do nakrętki, parcianym sznurkiem przytwierdzona jest ulotka informacyjna.


Skład: Aqua (Woda), Butyrospermum Parkii (Masło Shea) Butter*, Prunus Amygdalus Dulcis (Słodkie Migdały) Oil*, Macadamia Ternifolia (Makadamia) Nut Oil*, Tocopherol (Witamina E), Cetearyl Glucoside, Cucumis Sativus (Ogórek) Extract, Cetyl Alcohol, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Rosa Damascena (Róża Damasceńska) Flower Oil, Benzyl Cinnamate**, Citral**, Citronellol**, Eugenol**, Geraniol**, Linalool**   *z upraw organicznych **naturalnie występujący w olejkach eterycznych


Ze strony makemebio.com dowiemy się, że:

Masło shea - działa ochronnie i regenerująco. Dzięki wysokiej zawartości witaminy A i E opóźnia procesy starzenia się skóry i chroni przed wolnymi rodnikami. Dodatkowo zabezpiecza skórę przed negatywnym działaniem czynników zewnętrznych, takich jak wiatr, słońce czy woda.
 
Witamina E - działa przeciwrodnikowo i przeciwzapalnie. To tzw. witamina młodości, która hamuje procesy starzenia się skóry. Chroni naskórek przed wysuszeniem i utratą elastyczności.
 
Olejek ze słodkich migdałów - działa nawilżająco i ujędrniająco. Dzięki bogactwu witamin i składników mineralnych skutecznie regeneruje, chroni przed utratą wody z komórek i opóźnia procesy starzenia się skóry. Dodatkowo jego przyjemny, orzechowy zapach koi zmysły.
 
Olejek z orzechów makadamia - działa regenerująco i antyoksydacyjne. Olejek wykazuje biozgodność ze skórą, dzięki czemu łatwo się wchłania, nawilża i wygładza, przy czym nie wywołuje reakcji alergicznych. Doskonale uelastycznia skórę i chroni przed negatywnym działaniem wolnych rodników i promieniami UV.
 
Ekstrakt z ogórka - działa wygładzająco i rewitalizująco. Wygładza zmarszczki, napina skórę i złuszcza martwy naskórek. Zmniejsza opuchliznę nadając skórze zdrowy wygląd.

Pojemność 15ml cena 39zł


Krem ma :
  • Wyraźnie wygładzić zmarszczki i zapobiegać ich powstawaniu. 
  • Intensywnie nawilżać i tonizować naskórek. 
  • Zmniejszać obrzęki wokół oczu. 
  • Zapobiegać wiotczeniu cienkiej skóry pod oczami.  
  • Redukować oznaki zmęczenia.


Producent zaleca stosować krem rano i wieczorem. Dla mnie wieczorem jest to zbyt lekki krem i początkowo się nie polubiłam z tym kremem. Podczas wieczornej pielęgnacji lubię mieć na skórze pod oczami masełkowatą konsystencję. Muszę czuć, że w ciągu nocy skóra dostanie sporą porcję nawilżenia i odżywienia. Kremu Make Me Bio zaczęłam używać tylko rano i wtedy zaczęłam być z niego bardzo zadowolona. Tak jak pisałam krem jest lekki i ma jakby żelową konsystencję, która szybko się wchłania. Pod makijaż sprawdza się bardzo dobrze. Mam wrażenie jakby lekko chłodził skórę pod oczami. Nie trzymam go w lodówce, ale mimo to po nałożeniu go na skórę czuję ulgę. Wspomnę, że moja skóra pod oczami jest bardzo cienka i delikatna z tendencją do przesuszania się. Często wstaję z opuchniętymi i podkrążonymi oczami - niezależnie ile godzin przespałam. Po używaniu tego kremu od końca stycznia mogę stwierdzić, że skóra pod oczami jest nawilżona, jędrna. Z obrzękami bywa równie, ale sińce były dla mnie mniej widoczne. Obecność w składzie ekstraktu z ogórka może świadczyć o lekkim rozjaśnieniu tego obszaru.



Chętnie wypróbuję również wersję kremu pod oczy z marakują. 
Copyright © 2014 Not Too Serious Blog , Blogger